poniedziałek, 2 września 2013

chapter 14.

Kreatywny, ładny, tylko mój.



- kiedy przyjechałaś ? - powiedział wlepiając we mnie brązowe tęczówki. Jego ciało było nieruchome, nawet nie mrugnął oczami które przepełnione były wyrzutami w moją stronę.
- Nikotyna to okropny nałóg – wyszeptałam, niesiona nagłym przypływem śmiałości.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak zaciągnął się ostatni raz, po czym rzucił niedopałek na trawę i przydeptał butem. Posłał mi ten sam uśmiech, jak wtedy kiedy przyjechał po mnie na imprezę , popatrzył w niebo. Ja również w nie popatrzyłam. Gwiazdy powoli zaczęły zapalać się na niebieskiej płachcie a ja podniosłam się i lekko wyprostowałam by rozciągnąć kości, zamykając oczy. A gdy je otworzyłam, stał na przeciw mnie tak blisko, że przysięgam że mogłabym policzyć wszystkie odcienie brązu jego oczu.
- zamierzałaś mi powiedzieć ? - lekko zmrużył powieki.
- Witaj, Zayn. Miło znów Cię widzieć.


~*~

        Jego alabastrowe włosy były całe poczochrane, a na wietrze powiewało pojedyncze blond pasemko. Oczy miał w kolorze ciemnej kawy, ciemniejsze niż widziałam je ostatni raz tak blisko, nadal zapatrzone gdzieś daleko, poza linię najdalszego horyzontu. A jasne usta wygięte w podły uśmieszek dodawały mu uroku. Zauważyłam, że szczękę chłopaka zdobi męski, już bardziej gęsty zarost co dodawało mu cholernej brutalności. Był ode mnie wyższy, gdyby chciał bez problemu cmoknąłby mnie teraz w czoło. Gdyby chciał.
Polubiłam takiego Malika. Wcześniej widziałam dzieciaka, który próbuje zgrywać łobuza. Teraz jest mężczyzną.
Piękny. Nie był ładny, uroczy, słodki. Był piękny.
- czyli mówisz, że w porządku ? - uśmiechnęłam się w Jego stronę krzyżując ręce na klatce piersiowej. - mieszkam tu – wskazałam chłopakowi białe, typowo angielskie drzwi z dużą klamką. Przetarłam swoje ramiona gdy moją skórę owiał chłodny wiaterek – trzymaj się, Malik.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Od razu byłam skazana na przegraną bo wzrok chłopaka, mężczyzny przenikał moje wszystkie myśli, a w tych kawowych tęczówkach zatracałam się z każdą sekundą. Odwinęłam się na pięcie i chciałam szybko odmaszerować do domu. Podskoczyłam, czując na swojej dłoni dłoń. Moje serce wystrzeliło głośno, podchodząc do gardła, a krew zalała wszystkie moje wnętrzności. Byłam pewna, Malik. Jego dotyk się nie zmienił. Był może bardziej szorstki ale mimo wszystko nadal delikatny. Gdy przyciągnął mnie do siebie a palcami przejechał po mojej szyi, odgarniając z niej włosy, zacisnęłam mocno powieki.
       Czując tę pieszczotę, na delikatnej, cienkiej skórze, miałam wrażenie, jakby dotykał moją duszę, nie ciało. Drżałam z chłodu i ze strachu bo zamarzałam pod naciskiem jego dłoni, słabłam przeraźliwie szybko. Straciłam grunt pod nogami, gdy Zayn położył rękę na moim biodrze i przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej. Zahipnotyzował mnie.
- tęskniłem za Tobą, rudzielcu. - wyszeptał prosto w moją twarz, wlepiając we mnie te swoje dwa bursztyny, zaciskając dłoń na mojej talii.

Mój żołądek zdążył zrobić setki fikołków, myśli wspominały czarnowłosego z tamtych lat około trzysta razy, kiedy brunet pochylił się nade mną owijając moje ręce na jego talii.
- schudłeś, Malik. - uśmiechnęłam się i odsunęłam się od chłopaka.

       Nie dam się drugi raz wciągnąć ! Nie tym razem.
" ani mi się waż myśleć o nim w ten sposób ! On jest z Perrie . PERRIE. P-E-R-R-I-E. Perrie Edwards, ładną blondynką o wielkich prześlicznych, niebieskich oczach. Z kawałkiem niesamowitego głosu. Zostaw go, egoistko. " W głowie słyszałam cieniutki, piskliwy głosik. Serce, jak zawsze na złość mówiło co innego. Że mam walczyć, nie odpuszczać, że zależy, że tęsknię, że kocham. Rzuciłam się na fotel, niczym we wzburzone fale morza.Taki miękko obity, wygodny i przytulny mebel nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. A wielka szkoda, doprawdy. Bez szans na to, że się w nim utopię. W morzu mogłabym się utopić raz ciach. W fotelu trochę trudno... ale zawsze można włączyć muzykę () i pomalować sobie paznokcie, prawda ? 
Zapach herbaty, lakieru, balsamu do ciała, dobra muzyka i wygodny fotel w Twoim własnym, przytulnym domu z kominkiem przyozdobionym zdjęciami Twoich najbliższych. Czego chcieć więcej? Telefonu od mamy.
- cześć kochanie.
- Cześć mamusiu.
- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej, jutro idę do pracy. Nie mogę się doczekać.
Cieszę się. Widziałaś się z Zay ...- mamo ... ?!

- przepraszam, wygadałam się jak przyjechał z Liamem po Rosie.
       Byłam zła? Nie. Byłam wściekła. Własna matka rzuca mi kłody pod nogi. Ludzie na ogół w takich sytuacjach mówią, że to przypadek, przepraszają i obwiniają się ALE mimowolnie zrobili to dla naszego dobra. BZDU-RY. zrobili to specjalnie wiedząc, że sama tego nie zrobisz i chcąc udowodnić Ci jaka jesteś głupia i że źle postępujesz.
- Oj, Anne Twist. Nagrabiłaś sobie. W ramach przeprosin życzę sobie zapiekankę z pieczarkami i ciasto z rabarbarem. Zgoda? Świetnie.
- Jutro?
- Jak najbardziej mamuniu.
- Jesteś jędzą. Miałam iść do fryzjera. - ciężko westchnęła ale zgoda na moje warunki była wyczuwalna w jej głosie.
- Kocham Cię, dobranoc. ucałuj Robina i Rosie – wycmokałam rodzicielkę przez telefon.
       Kierując się w stronę kuchni, odstawiając filiżankę do zmywarki przeciągnęłam się i ociężale ziewnęłam rzucając kątem oka na ulicę rozchodzącą się za oknem. Mój wzrok przykuła ciemna postać, stojąca zaraz za drzewem. Obserwował mnie, to mężczyzna. Jego sylwetka nie przypominała mi nikogo znajomego. Musiał być ubrany na czarno, bo był mało dostrzegany nawet w świetle latarni ulicznych. Szybkim ruchem zasłoniłam rolety. Zamurowało mnie. Podskoczyłam, ledwo łapiąc się kuchennej wysepki. Gwizdek, to tylko czajnikowy gwizdek daje znać, że mogę wypić kolejną herbatę i pójść spać. Zgarniając brązowy, duży kubek podążałam w stronę sypialni. Mimochodem mój wzrok przykuła wielka klamka. Dla pewności, sprawdziłam czy zamknęłam wszystkie 3 zamki. Zamknęłam.


       
       Cholerne słońce! Jakie ono ma tupet, że jest tak gorące i tak daleko ode mnie! Chciałabym je strącić z nieba, oblać wodą, za każdym razem, gdy świeci kiedy nie powinno. Razi swoim głupkowatym blaskiem, dołuje... Debilna, wielka kula gazów.  Zawsze rano zadaję sobie to samo pytanie: "Dlaczego ono świeci?" Dlaczego świeci, gdy mam zły humor i za nic w świecie nie chcę go oglądać? Zasłonię rolety. To nic nie daje. Pojedyncze promyki i tak przesmykną się przez cienki, granatowy materiał. Wciąż będą wpadać mi prosto w oczy. Niedługo pobudka. Wstajemy, ubieramy się, jemy śniadanie i ruszamy do pracy. Tylko dlaczego nie mam ochoty ? Muszę uważać by nie zgramolić się z łóżka lewą nogą. To mogłoby się źle skończyć, przecież przed chwilą denerwowałam się na słońce. Wypadałoby się ubrać, co? I przede wszystkim doprowadzić do stanu normalności. Przeczesałam ręką długie włosy i otwierając szafę doznałam szoku. Co się wkłada na rozmowę o pracę ? Szpilki ? Ołówkową kieckę, koszulę z dekoltem i okulary ?
Walkę z moim gustem, zawartością mojej szafy a prawidłowym ubiorem na rozmowę kwalifikacyjną przerwał telefon dając znak, że dostałam smsa.
' powodzenia w pracy, Z.M. Xx '. cholera, on nawet przez telefon potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Moje ciało przeszedł delikatny dreszcz a ja nabrałam siły, energii i motywacji na ten dzień. Nucąc pod nosem wzięłam prysznic, twarz delikatnie ozdobiły przeznaczone kosmetyki a na siebie włożyłam to

       Podobno praca uszlachetnia, daje satysfakcję. Jeśli lubisz to co robisz, a robisz to co lubisz to nie przepracujesz ani jednego dnia. A ja muszę czekać jeszcze rok, zanim pójdę na studia. a na studia pójdziemy razem z Rosie, obiecałyśmy to sobie jako dzieci. Do nas miał dołączyć Harry, ale teraz to Harry Styles i nie studia mu w głowie.
Planowałam być dziennikarką, wtedy praca dawałaby mi satysfakcję. bo jak ta knajpa okaże się śmierdzącą meliną dla lubujących się w piwie i wszelakich alkoholach to Chyba umrę.
Jadąc autobusem, patrzyłam na ludzi. Każdy się gdzieś spieszył, każdy pędził w swoim kierunku a ja wa tym momencie zrozumiałam, że urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą i nie będę narzekać. Wpadłam na pomysł, że chcę to gdzieś zapisać, uwiecznić by zapamiętać i by ta myśl z czerwoniaka towarzyszyła mi przez resztę życia. Nie chciałam o tym zapomnieć, wręcz przypominać, że mimo wszystko moje życie jest cudowne. chcę mieć tatuaż. Kreatywny, ładny, tylko mój.


       Usłyszałam charakterystyczne "ding" i wiedziałam, że muszę wysiadać. Dochodzę do Lancer Square z nadzieją, że to jednak będzie melina i będę miała wymówkę po co tam nie weszłam. Co widzę ? Duży, złoty napis "Café Rouge" na czerwonym tle restauracji. Moje myśli, emocje i ruchy żołądka są niczym duże, obrotowe drzwi wprowadzające do środka. Westchnęłam głęboko. No Kimberly, idź!









jest 2:48 a ja piszę ten rozdział i płaczę. doszło do mnie kilka faktów i cóż, trzeba się z nimi pogodzić. rozdział dedykuję Ani, za wsparcie i za wszystko i nic. jesteś chyba moim aniołem stróżem, hieno xx
przy okazji polecam jej FF, jest naprawdę dobre : http://thefiftyshadesofstyles.blogspot.com/
muszę kończyć to opowiadanie, bo niedługo jadę do Anglii a tam nie będę miała czasu by pisać.
kiss ! x
- damntrue.

2 komentarze:

  1. Darmowa reklama bloga? Dziękuję słońce x
    Jak każdy rozdział - świetny. Czekam strasznie na następny. Czy Zayn zerwie z Perrie? :))
    + wyłącz weryfikacje obrazkową, bo mnie troszkę irytuje xxxxxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. dla Ciebie wszystko słońce ! xxxx

    OdpowiedzUsuń