czwartek, 5 września 2013

chapter 15.

będziemy oddychać tym samym powietrzem?




         Usłyszałam charakterystyczne "ding" i wiedziałam, że muszę wysiadać. Dochodzę do Lancer Square z nadzieją, że to jednak będzie melina i będę miała wymówkę po co tam nie weszłam. Co widzę ? Duży, złoty napis "Café Rouge" na czerwonym tle restauracji. Moje myśli, emocje i ruchy żołądka są niczym duże, obrotowe drzwi wprowadzające do środka. Westchnęłam głęboko. No Kimberly, idź!


~*~
       Zapach wanilii, cynamonu i kawy dobiegł do moich nozdrzy gdy tylko przebrnęłam przez próg. Mahoniowe krzesła i stoły, idealnie pasowały do beżowych ścian ciekawie ozdobionych różnymi obrazami. A do tego te czerwone sofy w rogach pomieszczenia. na pierwszy rzut oka niestrasznie, nie zabijają tu ludzi. Ale może jedzą? Z głupimi myślami, idę dalej. Mijam ludzi grzebiących w swoich talerzach, przeżuwających dokładnie każdy kęs. Moim oczom ukazuje się lada, duża, wielka, ciemnobrązowa lada a przy niej drobna blondyneczka, która na ogół nie wydaje się szkodliwa. Zauważa mnie, wyciera ręce w czerwony fartuszek, biegnie do mnie chwytając kartę z menu.
- witam w Cafe Rouge. Niech pani siądzie, tu jest karta dań. Czy życzy sobie pani coś do picia? - opętana, myślę. Gada jakby czytała z kartki i wlepia we mnie te niebieskie oczka jakby mówiła ' po coś przylazła? Odpoczęłabym. Zamów coś, zostaw napiwek i spadaj'
- yyym, właściwie to ja w sprawie pracy, byłam umówiona i ..
- to Ty jesteś Kimberly Styles? Siostra Harry'ego z 1D ? - zapytała piskliwie a nuda w jej oczach zmieniła się w małe świecidełka, takie świecące jak dwa diamenty.
- Tak, podobno. - uśmiechnęłam się pocierając dłonie. - mogłabyś zawołać szefa albo kogoś z kim mogę porozzzz .. - znów. Znów to zrobiła, przerwała mi piszcząc o ton wyżej tym razem.
- Mogę prosić o autograf ? - teraz w jej oczach pojawiła się nadzieja.
- Autograf ? - uśmiechnęłam się szeroko i pokiwałam głową – jeśli w ciągu sekundy przyjdzie ktoś, z kim mogę porozmawiać na temat pracy to gwarantuję, – objęłam ją lekko ramieniem– że będziesz je dostawać codziennie, a nawet po 45 razy. Tylko nie utrudniaj mi zdobycia tej pracy. Hmm ? - popatrzyłam na nią i uśmiechnęłam się szeroko
- tak, tak jasne. Usiądź, a ja zawołam szefa. - drobną rączką złapała moją i lekko szarpnęła w stronę czerwonej loży.
- Dziękuję .. - zawiesiłam głos ponieważ nadal nie znałam imienia panny piszczącej.
- Courtney – rzuciła niemalże biegnąc w stronę zaplecza.


naprawdę tu ładnie. Nie spodziewałam się tego. Właściciel musi mieć gust, ma nieskazitelnie dobre poczucie stylu. Courtney mówiła, że to szef. Czyli, że ma żonę, albo zatrudnił kogoś ze specjalizacji dekorowania wnętrz. Wszystkiego było wystarczająco i z umiarem, nie przygnębiało mnie tu zupełnie nic. A nawet podobało mi się to, że w innym rogu naprzeciw sofy była plazma i przy barze stał nalewak do piwa. Restauracja wyglądała ekskluzywnie i drogo a to, że można było tu przyjść z przyjaciółmi, wypić piwo i obejrzeć mecz było tylko plusem. Raz restauracja na miarę tych prawdziwych, francuskich a raz zwykły bar i miejsce luźnych spotkań. fajnie.
Jest przyjemnie, przytulnie i miło. A czerwone sofy są niebywale wygodne. Masz ochotę usiąść, zatopić się w tej czerwieni i nigdy stąd nie wychodzić. Lubiłam takie miejsca gdzie czułam się dobrze, nie jakoś nieswojo.
Muszę tu przyprowadzić Sophie.


       Kątem oka rzuciłam na kartę, którą Webb, jak wyczytałam z jej plakietki przyczepionej do białej bluzki, rzuciła na stół w przypływie podniecenia na temat mojego nazwiska. Swoją drogą, nazwisko na służbowej, restauracyjnej, zwykłej plakietce ? To nie ma sensu, no bo przychodzi nadziany 60-latek, chcący wypić whiskey z lodem i krzyczy " kelnerka Courtney Webb, życzę sobie Whiskey z lodem w kryształowej szklance z prawdziwych kryształów ".. no faktycznie bezsens.
- Witam... - podskoczyłam niczym ukłuta szpilką w miejsce, które mam możliwość zobaczyć tylko ja. - Ty musisz być w sprawie rozmowy o pracę. - gwałtownie odwróciłam się i podniosłam stając naprzeciwko wysokiego, dobrze zbudowanego bruneta – Kimberly, tak?
- tak, tak. - poprawiłam nerwowo kosmyk włosów. - to ja, dzień dobry. - wyciągnęłam rękę w celu przywitania się. Ścisnął ją lekko, patrząc mi w oczy trochę dłużej niż powinien. podniósł do góry moją dłoń i złożył na niej delikatny, szarmancki pocałunek
- cóż za artystycznie pomalowane paznokcie. - co ?! Czy on właśnie pochwalił moje paznokcie? - jakie delikatne dłonie – przyglądał się tej części ciała. Oblałam się lekkim rumieńcem i uśmiechnęłam.
- uuum, dziękuję – odparłam cicho
- Hugo Oliveira, ale mów mi Hache – machnął brwiami w moją stronę i szelmowsko się uśmiechnął. 
- A nie szefie ? - odwzajemniłam uśmiech, tym razem pokazując zęby.
- o tym zaraz porozmawiamy. Siądźmy. - wskazał miejsce, na którym siedziałam wcześniej, poczekał aż usiądę pierwsza. Dżentelmen, miło. Jeszcze o brązowych oczach. Nie wyglądał na Anglika, zresztą to imię i nazwisko, dziwny akcent. I to zachowanie, Anglicy nie są tacy szarmanccy. Wystarczy spojrzeć na mojego ojca... i brata.
Przystojny, Hache był naprawdę przystojny. Wyglądał na 24-26 lat, na dorosłego faceta, wiedzącego czego chce. W jego oczach dostrzegłam smutek i strach, jakby chciał ukryć coś bardzo złego, coś co być może stało się w jego życiu.
- Przepraszam, że nie jestem przygotowany na rozmowę z Tobą, yy. Mogę Ci mówić na "Ty"?
- Tak, tak. Oczywiście.. - kiwnęłam twierdząco głową.
- Ale to mój zastępca, Johny zajmuje się całą tą rekrutacją. Ja nie mam do tego głowy. - splótł swoje palce głośno wzdychając. Przelustrował spojrzeniem całe pomieszczenie po czym spojrzał na mnie, uśmiechnął się a w jego policzkach pojawiły się dołki. - powiedz mi coś o sobie
- yyy, to znaczy tak.. generalnie to moja pierwsza praca, 3 tygodnie temu przeprowadziłam się do Lodnynu z Holmes Chapel. Kilka lat mieszkałam w Polsce, ale kiedy skończyłam się szkołę postanowiłam tu wrócić. Właściwie to mam 18 lat i chciałabym mieć tę pracę... bo nie chcę być utrzymywana przez mamę. Trochę gram na perkusji ale z tego nie mam zarobków i ... - zamilkłam a ON przeszywał mnie wzrokiem patrząc na pociągnięte czerwoną szminką usta, znów uśmiechnął się szeroko i cholernie seksownie. – coś nie tak ? - zapytałam zdezorientowana
- nawet mi się nie przedstawiłaś a już mam ochotę mianować Cię szefową mojej restauracji. - moje oczy powiększyły się maksymalnie a usta utworzyły kształt literki o.
- Proszę ?
- Nie zrozum mnie źle, nie to miałem na myśli. Chcę Ci powiedzieć, że masz tę pracę.
- Serio?
- Czy ja wyglądam na człowieka, który robi sobie żarty z kobiet ? - nie wyglądał, cholera. Pokiwałam głową zaprzeczając – no właśnie. Przejdźmy do szczegółów. W pracy nosimy czerwony fartuszek, który dostaniesz jutro – tłumaczył mi zasady panujące w jego królestwie. Nie słuchałam ich. Wolałam się skupiać na jego seksownym akcencie i na tym jak zgrabne usta posiada. mam tę pracę. mam ją. Mam ją bez nazwiska, bez jakiegoś nudnego podlizywania się. Tak jest fantastycznie, tak jest dobrze i tak by mogło być zawsze. - potrzebuję do plakietki Twoich danych. Jak się nazywasz ?
- Sł – słucham ? - moje policzki zarumieniły się bo na pewno zauważył, że przyglądam mu się z pożądaniem. Uśmiechnął się pod nosem.
Liczysz mi zmarszczki, że mi się tak przyglądasz ?
- Jakie zmarszczki ? - odparłam co wywołało szeroki uśmiech na naszych twarzach.
- To jak, powiesz mi w końcu jak się nazywasz abym mógł przygotować Ci plakietkę ?
- Uuum, właściwie .. czy na tych plakietkach muszą być nazwiska ? Nie chciałabym umieszczać tam swojego.
- Nawet go nie znam, więc nie mogę Ci odpowiedzieć. Jak się nazywasz ?
- Styles, Kimberly Styles.
- Jesteś siostrą tego z 1D ?!
- no właśnie dlatego.. - spuściłam wzrok
- heeej, rozumiem Cię. Jeśli nie chcesz nie musimy go umieszczać, zgoda ? - położył rękę na mojej a ja poczułam delikatny dreszczyk. Jego dotyk mi się spodobał. cały Hache mi się spodobał. Był dżentelmenem, był szarmancki i tak perfidnie przystojny, że na sam widok miałam grzeszne myśli z nim w roli głównej. Nie chciałam stamtąd wychodzić, ze względu na przyjazny wystrój, ale gdy moim oczom ukazał się on mogłabym tam nawet zamieszkać.
      Dotarłam do przystanku. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Żałowałam, że nie miałam ochoty wstać z łóżka bo ten dzień okazał się zwyczajnie piękny. Nie było w nim nic nadzwyczajnego a ja wiedziałam, że zapiszę go w pamięci, w szufladce z tymi dobrymi. Chyba nie posiadałam szufladki z tymi złymi więc innego wyboru nie było.

       Stoję przed białymi drzwiami z małą szybką na środku i napisem "R, A, Twist". Przez małe uchylone okno dociera do mnie zapach rabarbaru. Ach ! Wywiązała się ! Szarpnęłam za klamkę, ale ledwo co nie uderzyłam nosem w drzwi. Zapomniałam, że angielskie drzwi mają to do siebie, że jak ktoś nie otworzy ich od środka, to od zewnątrz można otworzyć je tylko kluczem. Przydatne, ale irytujące. Zadzwoniłam dzwonkiem i po 3 sekundach usłyszałam zgrabne kroczki.
- Kiiiiiiiiiiim – na szyję rzuciła mi się uradowana moim widokiem Rosie. Przytuliłam ją równie mocno, bo stęskniłam się za nią bardziej niż za kimkolwiek innym. Choć nie widziałam jej zaledwie tydzień. Coraz mniej rozmawiamy, ona biega na castingi, na jakieś sesje, a to widuje się z Liamem, który zresztą też ma mało czasu.
- Mogę wejść czy jemy dziś w progu?
- Jasne, wchodź. - przepuściła mnie w drzwiach. - idź do kuchni, mama jest tam. Tylko ściągnij buty, bo sprzątałam. - westchnęła.
- Oj dobrze, pracusiu. - potargałam jej włosy a ona zwinnie pobiegła do salonu rzucając się na kanapę przed telewizorem. Czasami naprawdę zastanawiałam się czy ona dorośnie. Ale taką ją właśnie lubiłam, małą Rosie.

- maaaaaaaaaaamuuuuś – weszłam do kuchni rzucając torebkę gdzieś na jedno z jadalnianych krzeseł.
- cześć córciu ! - akurat podnosiła się od kuchenki, w której piekło się moje rabarbarowe ciasto. Przytuliła mnie bardzo mocno. - kawy ? Specjalnie kupiłam cynamon.
- Aa bardzo chętnie, jestem padnięta. - siadłam na wysokie krzesło opierając łokcie o kuchenną wysepkę.
- Właśnie, jak było na rozmowie ?
- Mam tę pracę, Hache ma do mnie zadzwonić i podać mi dokładnie na którą mam jutro przyjść. - kiedy wypowiedziałam Jego imię uśmiech sam wdarł się na moje usta.
- Hache ?
- Szef, mama.
- Czyżby jakiś przystojny ?
- Bardzo!
- Kim, a co z Zaynem ? - mama podała mi przygotowaną wówczas kawę, siadając obok mnie.
- Mamuś, proszę Cię. Niedługo dostaniemy zaproszenia na ślub, jeśli ta fioletowa zołza sobie zażyczy.
- Słyszałam.
- No właśnie ..
- ale mimo wszystko, zaprosiłam go dziś na obiad. - spojrzała na mnie wymownie i jak gdyby nigdy nic upiła łyk mojej kawy. Wyrwałam jej filiżankę z dłoni stawiając gwałtownie o blat wysepki.
- Dlaczego Ty mi to robisz, co ? Dlaczego się .. - usłyszałyśmy głośny dzwonek do drzwi.
-  lepiej idź otwórz.
Prychnęłam głośno ale szłam w stronę drzwi by otworzyć temu natrętowi, który zadzwonił już drugi raz. Kolejny dzwonek a ja wciąż stałam tam, gdzie stałam próbując ułożyć sobie wszystko w głowie. Mogłam się domyślić, że prędzej czy później i tak go spotkam, że przez te parę chwil będziemy przybywać w swoim towarzystwie, ale że będziemy oddychać tym samym powietrzem? Że będziemy patrzeć sobie w oczy, siedzieć przy jednym stole a później... A później wszystko ma się powtórzyć? Chciałam go jak najczęściej unikać, bo po co jakiekolwiek uczucia miałyby wrócić ? Po znów miałabym mieszać mu w głowie i spławić, jak ostatnio?
Tak jak myślałam, kogo zobaczyłam w drzwiach ? Zayna, z bukietem kwiatów i winem. Boże, to tylko obiad u mojej mamy a nie zaręczyny. Cóż mogę powiedzieć ? Wyglądał bosko, jak zawsze. Idealnie ułożone włosy, lekki zarost, czarna koszula. Bosko.
- Hej Kim. - znów ten zachrypnięty głos.
- Cześć Zayn, miło Cię widzieć  Wejdź. - przesunęłam się by chłopak mógł spokojnie wejść przez próg.
- Uum, proszę. Kwiaty dla pani domu i wino dla Robina.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i odebrałam od Malika wielki bukiet niezapominajek. Uwielbiałam te kwiaty. - lubię niezapominajki.
- Tak? Też je uwielbiam – odwiesił kurtkę na wieszak , spojrzał na mnie i wymownie się uśmiechnął.
- Perrie inspirowała się ich kolorem malując sobie włosy ? - rzuciłam bezmyślnie a on tylko lekko zmrużył oczy i już miał coś powiedzieć gdy do przedpokoju wbiegła Rosie. Przywitali się i powędrowali w stronę jadalni. Ja natomiast wzięłam wazon, nalałam w niego wody i odstawiłam na jadalniany stół.
       Kiedy Liam, Harry i Robin dotarli w końcu do domu, zasiedliśmy do obiadu. Wzrok Malika nie opuszczał mnie ani sekundę. Przyglądał się dokładnie moim ruchom, badając – daję sobie uciąć rękę – każdy centymetr mojej twarzy. Poprawiłam kosmyk włosów opadający na policzek, kiedy schyliłam głowę aby nie mógł dostrzec rumieńca na moim licu
(specjalnie na Justina, która twierdzi, że jestem 'artystką' :* !)
czego on chciał, cholera ? Wlepiał się we mnie jakbym była obsypana złotem, albo jakaś diamentowa. Jak on trafiał widelcem do ust skoro nawet nie patrzyłam  ale za to ja swoim artystycznie grzebałam w talerzu. Kilka razy naszym spojrzeniom udało się spotkać. Ja wymiękałam, on nie.
Kimberly, jak w pracy ? - rzuci Harry ni stąd ni zowąd
- świetnie braciszku, a jak w Twojej ? - zakpiłam. nie to że mam coś do zespołu, bo wspierałam go i wspieram jak tylko mogę. cieszę się, że spełnił swoje marzenia.
- Zajebiście ! - odpowiedział, zakładając ręce za głowę i cwaniacko odchylając się do tyłu.
Harry ! - krzyknęła mama.
- To gdzie będziesz pracować ?
- W Cafe Rouge, przy Lancer Square.
- Co?! - zapytał bardzo oburzonym głosem. Reszta obecnych oblała go złowieszczym spojrzeniem.
- no co ? - zapytałam brata zupełnie nie wiedząc o co mu chodzi.
- będziesz pracować w knajpie ? Jako kelnerka ?! Zapomniałaś do cholery jak się nazywasz ? Jakie masz nazwisko ?!
To Twoje nazwisko. Ty je wypromowałeś, ja jestem normalna i znam doskonale swoją wartość. Nie bujam w obłokach.
- Twierdzisz, że bujam w obłokach ? To nie moja wina, że do niczego nie doszłaś w życiu.
Harry ! - ponowiła mama
- doszłam, do takiego bezmózga z przerośniętym ego jak Ty
- Kimberly ! - mama krzyczała coraz głośniej. Ale takie kłótnie się zdarzały. Kochaliśmy się z Harry'm na zabój, poszlibyśmy za sobą w ogień. Ale mając takie same wredne i zacięte charaktery, często było nam bardzo ciężko żyć w zgodzie choćby przez 5 minut.
- Będę Ci dawał pieniądze ! Nie pracuj tam !
- A co, zrujnuję Ci karierę ?
- Zrujnujesz mi życie ! - krzyknął głośno uderzając otwartą dłonią w stół.
Zamarłam. Mama nie krzyknęła. Rosie lekko pisnęła. Przesadził. Powietrze ginęło tutaj wraz z każdym oddechem, ale ja nie mogłam wówczas oddychać. Nie byłam w stanie. Widelec wypadł mi z rąk głośno uderzając o talerz a w kącikach moich oczu pojawiły się łzy.
- przepraszam na chwilę – powiedziałam, odchodząc od stołu. Wyszłam do ogrodu a mój wzrok przykuły duże wypoczynkowe fotele. Usiadłam sobie i nie zamierzałam wstać. nawet o tym specjalnie nie myślałam. miałam w dupie to co on sobie układa w tym swoim rozczochranym łbie. nie zamierzałam wykorzystywać swojego nazwiska do żadnych nieprzeznaczonych celów. nazwisko jak każde inne, Brown czy Smith.

- zamarzniesz.
- Trudno, przynajmniej nie zrujnuję życia temu burakowi. - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Chodź do środka.
- ile tu siedzę ? - zapytałam – całą wieczność, chyba - odwracając się do mojego rozmówcy.
- 3 minuty ? - ujrzałam usta, które wyginały się w lewą stronę, przypominały uśmiech.
- Która godzina ?
- 19.

- co ? Już tak późno – podniosłam się gwałtownie z fotela i na oślep próbowałam wbiec do domu. Uderzyłam w klatkę piersiową, wyższego ode mnie, dobrze zbudowanego, nieziemsko pachnącego Malika. Mój wzrok utkwił dokładnie na jego szyi. Miałam ochotę wbić się w nią i zacałować posiadacza tej jakże idealnej części ciała.
Przełknęłam ślinę. Bałam się podnieść głowę wyżej, by nie spojrzeć w jego oczy, których odcień zapewne ściemniał. Chcąc nie chcąc podziwiałam jego usta, włosy, nos, policzki, uszy, przeklinając w duchu za to, że jest tak idealny i nie wie co to kompleksy.
Spojrzałam, spojrzałam w te bursztyny. Były piękne. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.
- Kim ... - spuściłam wzrok. Ta bliskość, ten słodki, gorący uśmiech, ta chrypka w głosie i te usta doprowadzały mnie do szału. Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę z bliskości Malika. Oparł swój kciuk na moim podbródku i swobodnie podniósł go ku górze. Musnął delikatnie moje wargi, ściskając lekko dolną. Tak jakby bał się, że zniknę, że moje usta znikną a on wyjdzie na pajaca całującego się z ręką podczas snu.
Lewą ręką pogładził wierz mojej a na jego ustach zagościł delikatny uśmiech.
- Zayn .. ja za dzie ...
- chodź, odwiozę Cię do domu.
- Za dziesięć minut mam autobus. - czar prysł. Moje ciało znów zaczęło współpracować z mózgiem  nie z sercem, wybierając rozsądne rozwiązania sprawni go ominęłam a on stał w bezruchu. Dobrze mu tak ! Niech wie, że mnie nie całuje się ot tak. Poczułam uderzenie w ramię
pożałujesz – szepnął wprost do mojego ucha, ominął mnie a potem odwrócił się moją stronę z chytrym uśmiechem.
Naprawdę go nienawidzę.


nie podoba mi się ten rozdział ani trochę !
jestem załamana bo jest 03:12, a mnie tylko w nocy dopada jakaś wena. a Anka ma pretensje, że śpię do 13 ! (:
oceniajcie, komentujcie, polecajcie swoje blogi to na pewno zajrzę i zostawię po sobie ślad. 
bardzo mi zależy na szczerych komentarzach.
od razu mówię, nie wiem kiedy pojawi się 16.
pisałam w nocy i za cholerę nie chce mi się sprawdzać błędów. jeśli jakieś będa, przepraszam! :*
kiss! x
- damntrue.




poniedziałek, 2 września 2013

chapter 14.

Kreatywny, ładny, tylko mój.



- kiedy przyjechałaś ? - powiedział wlepiając we mnie brązowe tęczówki. Jego ciało było nieruchome, nawet nie mrugnął oczami które przepełnione były wyrzutami w moją stronę.
- Nikotyna to okropny nałóg – wyszeptałam, niesiona nagłym przypływem śmiałości.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak zaciągnął się ostatni raz, po czym rzucił niedopałek na trawę i przydeptał butem. Posłał mi ten sam uśmiech, jak wtedy kiedy przyjechał po mnie na imprezę , popatrzył w niebo. Ja również w nie popatrzyłam. Gwiazdy powoli zaczęły zapalać się na niebieskiej płachcie a ja podniosłam się i lekko wyprostowałam by rozciągnąć kości, zamykając oczy. A gdy je otworzyłam, stał na przeciw mnie tak blisko, że przysięgam że mogłabym policzyć wszystkie odcienie brązu jego oczu.
- zamierzałaś mi powiedzieć ? - lekko zmrużył powieki.
- Witaj, Zayn. Miło znów Cię widzieć.


~*~

        Jego alabastrowe włosy były całe poczochrane, a na wietrze powiewało pojedyncze blond pasemko. Oczy miał w kolorze ciemnej kawy, ciemniejsze niż widziałam je ostatni raz tak blisko, nadal zapatrzone gdzieś daleko, poza linię najdalszego horyzontu. A jasne usta wygięte w podły uśmieszek dodawały mu uroku. Zauważyłam, że szczękę chłopaka zdobi męski, już bardziej gęsty zarost co dodawało mu cholernej brutalności. Był ode mnie wyższy, gdyby chciał bez problemu cmoknąłby mnie teraz w czoło. Gdyby chciał.
Polubiłam takiego Malika. Wcześniej widziałam dzieciaka, który próbuje zgrywać łobuza. Teraz jest mężczyzną.
Piękny. Nie był ładny, uroczy, słodki. Był piękny.
- czyli mówisz, że w porządku ? - uśmiechnęłam się w Jego stronę krzyżując ręce na klatce piersiowej. - mieszkam tu – wskazałam chłopakowi białe, typowo angielskie drzwi z dużą klamką. Przetarłam swoje ramiona gdy moją skórę owiał chłodny wiaterek – trzymaj się, Malik.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Od razu byłam skazana na przegraną bo wzrok chłopaka, mężczyzny przenikał moje wszystkie myśli, a w tych kawowych tęczówkach zatracałam się z każdą sekundą. Odwinęłam się na pięcie i chciałam szybko odmaszerować do domu. Podskoczyłam, czując na swojej dłoni dłoń. Moje serce wystrzeliło głośno, podchodząc do gardła, a krew zalała wszystkie moje wnętrzności. Byłam pewna, Malik. Jego dotyk się nie zmienił. Był może bardziej szorstki ale mimo wszystko nadal delikatny. Gdy przyciągnął mnie do siebie a palcami przejechał po mojej szyi, odgarniając z niej włosy, zacisnęłam mocno powieki.
       Czując tę pieszczotę, na delikatnej, cienkiej skórze, miałam wrażenie, jakby dotykał moją duszę, nie ciało. Drżałam z chłodu i ze strachu bo zamarzałam pod naciskiem jego dłoni, słabłam przeraźliwie szybko. Straciłam grunt pod nogami, gdy Zayn położył rękę na moim biodrze i przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej. Zahipnotyzował mnie.
- tęskniłem za Tobą, rudzielcu. - wyszeptał prosto w moją twarz, wlepiając we mnie te swoje dwa bursztyny, zaciskając dłoń na mojej talii.

Mój żołądek zdążył zrobić setki fikołków, myśli wspominały czarnowłosego z tamtych lat około trzysta razy, kiedy brunet pochylił się nade mną owijając moje ręce na jego talii.
- schudłeś, Malik. - uśmiechnęłam się i odsunęłam się od chłopaka.

       Nie dam się drugi raz wciągnąć ! Nie tym razem.
" ani mi się waż myśleć o nim w ten sposób ! On jest z Perrie . PERRIE. P-E-R-R-I-E. Perrie Edwards, ładną blondynką o wielkich prześlicznych, niebieskich oczach. Z kawałkiem niesamowitego głosu. Zostaw go, egoistko. " W głowie słyszałam cieniutki, piskliwy głosik. Serce, jak zawsze na złość mówiło co innego. Że mam walczyć, nie odpuszczać, że zależy, że tęsknię, że kocham. Rzuciłam się na fotel, niczym we wzburzone fale morza.Taki miękko obity, wygodny i przytulny mebel nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. A wielka szkoda, doprawdy. Bez szans na to, że się w nim utopię. W morzu mogłabym się utopić raz ciach. W fotelu trochę trudno... ale zawsze można włączyć muzykę () i pomalować sobie paznokcie, prawda ? 
Zapach herbaty, lakieru, balsamu do ciała, dobra muzyka i wygodny fotel w Twoim własnym, przytulnym domu z kominkiem przyozdobionym zdjęciami Twoich najbliższych. Czego chcieć więcej? Telefonu od mamy.
- cześć kochanie.
- Cześć mamusiu.
- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej, jutro idę do pracy. Nie mogę się doczekać.
Cieszę się. Widziałaś się z Zay ...- mamo ... ?!

- przepraszam, wygadałam się jak przyjechał z Liamem po Rosie.
       Byłam zła? Nie. Byłam wściekła. Własna matka rzuca mi kłody pod nogi. Ludzie na ogół w takich sytuacjach mówią, że to przypadek, przepraszają i obwiniają się ALE mimowolnie zrobili to dla naszego dobra. BZDU-RY. zrobili to specjalnie wiedząc, że sama tego nie zrobisz i chcąc udowodnić Ci jaka jesteś głupia i że źle postępujesz.
- Oj, Anne Twist. Nagrabiłaś sobie. W ramach przeprosin życzę sobie zapiekankę z pieczarkami i ciasto z rabarbarem. Zgoda? Świetnie.
- Jutro?
- Jak najbardziej mamuniu.
- Jesteś jędzą. Miałam iść do fryzjera. - ciężko westchnęła ale zgoda na moje warunki była wyczuwalna w jej głosie.
- Kocham Cię, dobranoc. ucałuj Robina i Rosie – wycmokałam rodzicielkę przez telefon.
       Kierując się w stronę kuchni, odstawiając filiżankę do zmywarki przeciągnęłam się i ociężale ziewnęłam rzucając kątem oka na ulicę rozchodzącą się za oknem. Mój wzrok przykuła ciemna postać, stojąca zaraz za drzewem. Obserwował mnie, to mężczyzna. Jego sylwetka nie przypominała mi nikogo znajomego. Musiał być ubrany na czarno, bo był mało dostrzegany nawet w świetle latarni ulicznych. Szybkim ruchem zasłoniłam rolety. Zamurowało mnie. Podskoczyłam, ledwo łapiąc się kuchennej wysepki. Gwizdek, to tylko czajnikowy gwizdek daje znać, że mogę wypić kolejną herbatę i pójść spać. Zgarniając brązowy, duży kubek podążałam w stronę sypialni. Mimochodem mój wzrok przykuła wielka klamka. Dla pewności, sprawdziłam czy zamknęłam wszystkie 3 zamki. Zamknęłam.


       
       Cholerne słońce! Jakie ono ma tupet, że jest tak gorące i tak daleko ode mnie! Chciałabym je strącić z nieba, oblać wodą, za każdym razem, gdy świeci kiedy nie powinno. Razi swoim głupkowatym blaskiem, dołuje... Debilna, wielka kula gazów.  Zawsze rano zadaję sobie to samo pytanie: "Dlaczego ono świeci?" Dlaczego świeci, gdy mam zły humor i za nic w świecie nie chcę go oglądać? Zasłonię rolety. To nic nie daje. Pojedyncze promyki i tak przesmykną się przez cienki, granatowy materiał. Wciąż będą wpadać mi prosto w oczy. Niedługo pobudka. Wstajemy, ubieramy się, jemy śniadanie i ruszamy do pracy. Tylko dlaczego nie mam ochoty ? Muszę uważać by nie zgramolić się z łóżka lewą nogą. To mogłoby się źle skończyć, przecież przed chwilą denerwowałam się na słońce. Wypadałoby się ubrać, co? I przede wszystkim doprowadzić do stanu normalności. Przeczesałam ręką długie włosy i otwierając szafę doznałam szoku. Co się wkłada na rozmowę o pracę ? Szpilki ? Ołówkową kieckę, koszulę z dekoltem i okulary ?
Walkę z moim gustem, zawartością mojej szafy a prawidłowym ubiorem na rozmowę kwalifikacyjną przerwał telefon dając znak, że dostałam smsa.
' powodzenia w pracy, Z.M. Xx '. cholera, on nawet przez telefon potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Moje ciało przeszedł delikatny dreszcz a ja nabrałam siły, energii i motywacji na ten dzień. Nucąc pod nosem wzięłam prysznic, twarz delikatnie ozdobiły przeznaczone kosmetyki a na siebie włożyłam to

       Podobno praca uszlachetnia, daje satysfakcję. Jeśli lubisz to co robisz, a robisz to co lubisz to nie przepracujesz ani jednego dnia. A ja muszę czekać jeszcze rok, zanim pójdę na studia. a na studia pójdziemy razem z Rosie, obiecałyśmy to sobie jako dzieci. Do nas miał dołączyć Harry, ale teraz to Harry Styles i nie studia mu w głowie.
Planowałam być dziennikarką, wtedy praca dawałaby mi satysfakcję. bo jak ta knajpa okaże się śmierdzącą meliną dla lubujących się w piwie i wszelakich alkoholach to Chyba umrę.
Jadąc autobusem, patrzyłam na ludzi. Każdy się gdzieś spieszył, każdy pędził w swoim kierunku a ja wa tym momencie zrozumiałam, że urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą i nie będę narzekać. Wpadłam na pomysł, że chcę to gdzieś zapisać, uwiecznić by zapamiętać i by ta myśl z czerwoniaka towarzyszyła mi przez resztę życia. Nie chciałam o tym zapomnieć, wręcz przypominać, że mimo wszystko moje życie jest cudowne. chcę mieć tatuaż. Kreatywny, ładny, tylko mój.


       Usłyszałam charakterystyczne "ding" i wiedziałam, że muszę wysiadać. Dochodzę do Lancer Square z nadzieją, że to jednak będzie melina i będę miała wymówkę po co tam nie weszłam. Co widzę ? Duży, złoty napis "Café Rouge" na czerwonym tle restauracji. Moje myśli, emocje i ruchy żołądka są niczym duże, obrotowe drzwi wprowadzające do środka. Westchnęłam głęboko. No Kimberly, idź!









jest 2:48 a ja piszę ten rozdział i płaczę. doszło do mnie kilka faktów i cóż, trzeba się z nimi pogodzić. rozdział dedykuję Ani, za wsparcie i za wszystko i nic. jesteś chyba moim aniołem stróżem, hieno xx
przy okazji polecam jej FF, jest naprawdę dobre : http://thefiftyshadesofstyles.blogspot.com/
muszę kończyć to opowiadanie, bo niedługo jadę do Anglii a tam nie będę miała czasu by pisać.
kiss ! x
- damntrue.

wtorek, 27 sierpnia 2013

chapter 13.

aż tak bardzo się zmienił,  że stał się zależny od kogoś.




     Słońce obudziło mnie ciepłymi promykami. Zaciągnęłam się londyńskim powietrzem wpadającym przez otwarte okno mojej sypialni, właściwie jak na razie to magazynu z pudłami. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i z wielką ochotą podniosłam się z łóżka. Chciałam jak najszybciej rozpakować ostatnie pudła i definitywnie powiedzieć, że mogę tu zamieszkać. Ok 12 miała wpaść Sophie, więc wykonałam poranną toaletę, ubrałam się w jakieś roboczo-codzienne ciuchy i zeszłam do kuchni. Wzięłam potrzebne rzeczy do tego aby móc zrobić sobie śniadanie i kawę. Delektując się posiłkiem postanowiłam włączyć TV. Skakałam po kanałach bo nie interesowało mnie, że londyńska gospodarka upada a jacyś nierozważni ludzie przegrywają na giełdzie i są w stanie sprzedać duszę diabłu za złamanego funta. Robiło mi się niedobrze gdy do moich uszu dochodziły takie wiadomości.
" Znany z zespołu One Direction Zayn Malik podobno oświadczył się swojej dziewczynie Perrie Edwards z zespołu Little Mix .. " usłyszałam głos spikera i o mały włos nie udusiłabym się łykiem kawy. " Menedżerowie zespołów nie wypowiadają się na ten temat a i sami zakochani go unikają. Czy to prawda ? Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, bo "Zerrie" – jak nazwali parę fani – coraz rzadziej pokazują sie publicznie razem. Chodziły pogłoski, że 19-latka spotyka się ...
Zerrie ?! Jakie Zerrie ? Jakie oświadczyny ?
Byłam w totalnym szoku, bo wiedziałam że Zayn nie jest aż taki szybki a już na pewno nie spieszy mu się do małżeństwa. Może ta dziewczyna z fioletową głową go do tego namówiła ? A może faktycznie aż tak bardzo się zakochał... hmm, mimo wszystko ładnie mu z tą grzywką – pomyślałam wlepiając się w ekran, na którym właśnie pokazywali jego zdjęcie.
Może do niego zadzwonię, złożę mu gratulacje i zapytam o datę ślubu ?
Nie ... przecież nie wie, że tu jestem, że tu mieszkam. I miejmy nadzieję, że Harry, Lou i Liam się nie wygadają. Mieszkam w Holmes Chapel, 200 mil od Londynu i niech tak zostanie.
Punktualnie usłyszałam dzwonek do drzwi. To Sophie.
- heeeeeej ! Zwarta i gotowa ! – krzyknęła w progu moja przyjaciółka. Z dnia na dzień stawała się bardziej kobieca. Nosiła ciuchy, które pięknie podkreślały jej idealną wysportowaną figurę, a na jej twarzy zauważyłam delikatny podkład i maźnięte tuszem oczy.
- Dzięki, że mi z tym pomożesz. Sama nie dałabym chyba rady – powiedziałam, przepuszczając przyjaciółkę w progu – jest tego naprawdę dużo.
- Mam coś dla Ciebie. To tak na pamiątkę – posłała mi uśmiech i wyjęła ze swojej torebki ramkę ze zdjęciem – proszę, żeby i tutaj towarzyszyły Ci wspomnienia i żebyś nie zapomniała, że jestem zawsze. 
- Sophie ! To najpiękniejszy prezent w życiu – objawił mi się nasz przecudowny portret , który przedstawiał nas kiedy miałyśmy po 14 lat. - dziękuję. - uściskałam ją i obdarowałam buziakiem.
- No a teraz do roboty. - odparła podciągając rękawy do łokci.

     Rozmawiałyśmy na temat Zayna. Sophie twierdzi, że to chwyt marketingowy, bo zarówno chłopaki jak i Little mix nagrali singiel, teledysk i to wszystko musi ruszyć, skoro chcą dobrze zarobić. Nie sądziłam, że Zayn aż tak bardzo się zmienił,  że stał się zależny od kogoś. Przecież wtedy, na bootcampach wszyscy musieli tańczyć, a on powiedział, że nienawidzi tańca i tańczyć nie będzie. Przecież mogli go odrzucić na dzień dobry ale tego nie zrobili bo widać było, że ma charakter i nie będzie robił czegoś na co nie ma ochoty a już na pewno nie będzie nikogo udawał . Takiego go lubiłam, dominującego, pewnego siebie i wiedzącego czego w życiu chcę, Nie jakiejś wyimaginowanej laleczki z boybandu. Miałam do niego coraz bardziej sceptyczne nastawienie i towarzyszyły mi negatywne uczucia związane z jego osobą. 
Leżałyśmy rozanielone na kanapie ze skrzyżowanymi na stoliku nogami.
- Jutro idę do pracy – powiedziałam dumnie upijając łyk kawy.
- Już jutro ? Kurcze, myślałam że skoczymy na jakieś zakupy.
- Spokojnie, zakupy nie zając – zaśmiałam się.
- wiesz co ? Jest dopiero 16, może pójdziemy dziś. Nie mamy nic do roboty.
- Masz rację. - powiedziałam zrywając się gwałtownie z kanapy w celu ogarnięcia się na zakupy.
       Łaziłyśmy po centrum handlowym jak za dawnych czasów. Musiałyśmy wejść do każdego sklepu bo tam zawsze mogłyśmy spotkać jakąś okazję. Miałam jeszcze trochę pieniędzy od mamy, musiałam skorzystać. W końcu jutro idę zarabiać na samą siebie i na swoje utrzymanie więc nie będzie tak wesoło.
     Sophie musiała iść bo miała jakiś mały trening przed konkursem tańca. Wiedziałam ile taniec dla niej znaczy więc nie mogłam się gniewać ani na to, że sobie poszła ani na to, że zapomniała, że ma iść. A nawet byłam jej wdzięczna, że wyciągnęła mnie z mieszkania bo zapewne siedziałabym tam, narzekała i zadręczała się tym ile trzeba tam wnieść korekt i poprawek i ile rzeczy muszę jeszcze zrobić. nawet nie mogłabym pooglądać w spokoju telewizji, ani posłuchać radia bo wszędzie do moich uszu dochodził ten znajomy głos.A może zadzwonię do Rosie ? Nie, przecież poszli z Katie, Niall'em, Louis'em i Eleanor do kina.To może zadzwonię do Harry'ego ? Odpada, mówił, że musi jechać z Liamem do trenera, Marka czy jakby się tam nie nazywał. Nie wiem na co mu ten trener ! I tak już strasznie schudł, ma nogi jak modelka i wystają mu kości policzkowe. Niedługo będzie można spokojnie nazywać go anorektyczką. Dobrze, że uwielbia tacosy i pizzę to przynajmniej to go będzie trzymało przy życiu.

Kilka godzin później, park w centrum Londynu.
     Popatrzyłam na swoje odbicie w wodzie. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe, pełne usta pociągnięte błyszczykiem o lekkim czerwonym zabarwieniu, miałam bladą cerę, ciemne włosy lekko falujące na delikatnym wietrze i te piwne tęczówki, w których teraz tańczyły iskierki nadziei, że to wszystko się ułoży . A to był początek mojego nowego życia. Westchnęłam głośno wyrzucając z siebie te wszystkie niepotrzebne obawy. Bo przecież będzie dobrze, bo przecież zasługuję.
     Dotknęłam opuszkami palców spokojnej tafli małego jeziora, sprawiając, że mój wizerunek stał się niewyraźny. Uśmiechnęłam się blado i odchyliłam się do tyłu, zwracając wzrok ku górze, obserwując już niemal granatowe niebo. Do moich nozdrzy niespodziewanie doleciał tak nienawidzony już przeze mnie zapach dymu papierosowego. Gwałtownie odwróciłam się, dłonią rozpędzając biały kłębek dymu. Zauważyłam chłopaka intensywnie zaciągającego się papierosem, stojąc jakieś dwa metry za mną. Poznałam go. to ten przystojny brunet, z którym spędziłam najpiękniejszy miesiąc mojego życia, który był dla mnie najważniejszy przez długi okres czasu i którego tak nienawidziłam, za to, że mnie zostawił i o mnie zapomniał. Nienawidziłam go zarówno tak jak uwielbiałam. W moich oczach pojawiły się iskierki szczęścia a w brzuchu stado motylków. Miałam ochotę rzucić się na niego i już nigdy w życiu nie pozwolić mu odejść. A on wydawał mi się dziwnie opanowany. W jego oczach tkwiły przeplatające się ze sobą serpentyny pożądania i spokoju. Wydawało mi się, że kiedy patrzy na mnie czyta wszystkie moje myśli. Lecz ta tajemnica w oczach nie uległa zmianie, wykreował sobie wizerunek taki w jakim chciałabym go widzieć i chyba on siebie też wolał w takim wydaniu. W wydaniu BadBoya, badboya o ogromnym sercu. 
- kiedy przyjechałaś ? - powiedział wlepiając we mnie brązowe tęczówki. Jego ciało było nieruchome, nawet nie mrugnął oczami które przepełnione były wyrzutami w moją stronę.
- Nikotyna to okropny nałóg – wyszeptałam, niesiona nagłym przypływem śmiałości.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak zaciągnął się ostatni raz, po czym rzucił niedopałek na trawę i przydeptał butem. Posłał mi ten sam uśmiech, jak wtedy kiedy przyjechał po mnie na imprezę , popatrzył w niebo. Ja również w nie popatrzyłam. Gwiazdy powoli zaczęły zapalać się na niebieskiej płachcie a ja podniosłam się i lekko wyprostowałam by rozciągnąć kości, zamykając oczy. A gdy je otworzyłam, stał na przeciw mnie tak blisko, że przysięgam że mogłabym policzyć wszystkie odcienie brązu jego oczu.
- zamierzałaś mi powiedzieć ? - lekko zmrużył powieki.
- Witaj, Zayn. Miło znów Cię widzieć.

czwartek, 22 sierpnia 2013

chapter 12.

wygina się jak laska z pozostałymi gejami

*~*


"Czasami nadchodzi taki moment, kiedy powracam wspomnieniami do dawnych lat. Sprawią, że się uśmiecham. Myślę wtedy o tobie. Always and forever, prawda? Po prostu chciałabym, aby było jak dawniej. Chciałabym poczuć twój zapach, twój dotyk, usłyszeć twój głos. Chciałabym się pożegnać i po raz ostatni poczuć jak twoje ramiona mnie obejmują. Ale to niemożliwe prawda? Nie  żyję w krainie czarów i nie jestem Alicją. "


minęły 2 lata. przeżyłam posłusznie 2 lata , lata pełnych wrażeń, lata zdrad, rozstań, alkoholu, kłamstw, sztucznych uśmiechów ale też tych dobrych, takich do łez. Lata nowych znajomości, lata szczęścia, lata powodzenia, lata sukcesów, lata miłości i przyjaźni. Minęły 2 lata, odkąd widziałam jego twarz ostatni raz. Tak naprawdę, tak oczy w oczy, tak na wyciągnięcie ręki. Za każdym razem dotykając jego policzka uderzałam palcem w monitor komputera.
Miałam na życie plan. Chciałam być sobą, nie słynną bliźniaczką Styles, damską wersją nastolatka pożądanego na świecie. Był czas, że nie chciałam go znać i żałowałam, że urodziłam się JEGO siostrą. Ale co wy możecie o nim wiedzieć, co ? Kto spodziewał się, że zawsze uśmiechnięty Harry Styles, skaczący po scenie jak upity siedemnastolatek po powrocie z koncertu zaszywa się w swoim pokoju i cierpi? Czy ktokolwiek pomyślałby chociaż, że On może wrócić do hotelu, stanąć za drzwiami, oprzeć się o nie i rozpłakać? Tak po prostu. Zwyczajnie. Bo cos mu nie wyszło. Bo jest Mu źle, bo zostawił dziewczynę która wykorzystywała go jak tylko mogła i wysysała z niego energię a zdarzało się, że nawet portfel i konto w banku, Bo Harry’emu Styles’owi jest bardzo źle… Nikt by nie przypuszczał, co? Że taki energiczny, radosny, kędzierzawy przystojniak pragnie od kogoś pomocy. I absolutnie nikt nie mógł wiedzieć. Tylko ja, tylko ja to KURWA czułam to za każdym razem. Mój Harry cierpiał, a ja cierpiałam trzy razy mocniej. A oni, Ci wredni ludzie, potrafili robić tylko zdjęcia. Potrafili niszczyć wszystko, tak jak zniszczyli moją rodzinę. Tak jak zniszczyli małżeństwo moich rodziców. Ojciec zaczął chlać kiedy dowiedział się, że jego ukochany syn ma romans z kobietą praktycznie w wieku swojej matki, że jego ukochany syn ma ponad 20 tatuaży, o jego ukochanym synu piszą i mówią wszędzie. Nie chciał takiego życia, obwiniał mamę za to, że nie potrafiła go wychować tak jak się należy i że nie pracuje jak normalny facet tylko "wygina się jak laska z pozostałymi gejami i robi z rodziny pośmiewisko ". ale chyba za bardzo uwierzył w to, że on też może mieć kobietę pokroju kochanki młodszego Stylesa. Genów nie oszukasz. Zostawił nas, dzień po tym jak skończyłam 18 lat. Wyprowadził się a mama poznała Robina Twista, kochamy go jak ojca a on traktuje nas jak swoje dzieci. babcia mówi, że ojciec kręci się gdzieś w okolicach Manchesteru ale zapomniał o tym że istniejemy, guzik mnie to obchodzi, Harry'ego i Rosie też.
Własnie! Rosie... nie jest już malusią dziewczynką. Rozwija się i spełnia w fotomodelingu. Wspieramy się, pomagamy sobie. Jej historia z Liamem skończyła się dość dziwnie i spontanicznie, ale trzeba było żyć dalej. Przecież musiałyśmy wrócić do polski. Liam kogoś ma, podobno. Niall nadal spotyka się z Katie a Louis poznał Eleanor, wspólną przyjaciółkę Rosie i Harry'ego. To ona wciągnęła Rosie w świat modelek, za to jestem jej wdzięczna bo moja siostra odkryła swoje powołanie i spełnia marzenia a tak poza tym to jej nie lubię i osobiście twierdzę, że Lou jest głupi jak but ale to nie moja brocha, ja z nią nie śpię i dobrze.
A Mój Zayn, ekhem, znaczy mój przyjaciel Zayn jest z Perrie, Perrie Edwards. 19-letnią blondynką, która brała udział w 8 edycji X-factor. Świetnie, następna gwiazdunia. No cóż, skoro tak mu własnie jest dobrze i kocha ją, to go ahead ! Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. To się zaczęło jakoś w marcu 2012 roku, kiedy to przestał odbierać telefony, przestał odpowiadać na smsy, przestał dzwonić na skype. Czułam, że coś nie tak... mimo odległości i jego napiętego grafiku, zawsze rozmawialiśmy. A czasami nawet częściej niż z Harry'm bo tamtemu się zachciało Taylor Swift. Ostatecznie ją polubiłam kiedy razem z bratem złożyli mi piękne internetowe życzenia na urodziny, jest taka prawdziwa i nie gwiazdorzy co bardzo cenię w ludziach.
Zawsze mogłam liczyć na Zayna, potrzebowałam rozmów z nim jak tlenu. Skype był uruchomiony 24 na dobę, a on potrafił dzwonić nawet o 2 w nocy tylko po to żeby powiedzieć mi ' dobranoc '. lubiłam patrzeć jak zasypia wykończony po koncercie, jak ledwo wydobywa ze zmęczonego gardła dźwięk. Jakoś po tym jak rozmawialiśmy ostatni raz minął tydzień a ja zobaczyłam tweeta "@Perrie_Edwards is the most beautiful woman i've ever seen.x", potem tylko plotki, zdjęcia i znów plotki. Co do cholery ?! Harry potwierdził moje obawy. Zabolało? Może trochę...
zabolało cholera jak jeszcze nic nigdy w życiu. Postanowiłam wymazać go z głowy, z myśli, z serca. Wcale nie przeszkadzało mi, że mój brat przebywa z nim całe dnie i noce, wcale nie przeszkadzało mi, że na każdej stronie internetowej i kanale muzycznym pojawiał się on, wcale nie przeszkadzało mi to, że teoretycznie miałam go na wyciągnięcie ręki a praktycznie był nieosiągalny. Tęskniłam, przez długi czas. Ale wreszcie Ja też kogoś poznałam. miał na imię Damian, 19 lat i śliczne brązowe oczka. nie kochałam go ale byłam nim zauroczona, był taki miły i dobrze mnie traktował. Dogadywaliśmy się i lubiłam spędzać z nim czas ale Wtedy nie wiedziałam, że jest skończonym psychopatą, idiotą i zdradziecką świnią. Potrafił mnie rozśmieszyć, potrafił wymyślić coś żebym się nie nudziła. Kiedyś nawet bawiliśmy się w podpisywanie autografów, zdjęć itp. Zwłaszcza kserokopii moich i Harry'ego, Rosie i Harry'ego, mamy i Harry'ego. Tak, podpisywałam zdjęcia na których była mama. To było fajne, kreatywne. Ale do czasu kiedy nie dowiedziałam się, że ten obleśny pajac na tym zarabiał. No bo przecież jestem STYLES, cholera ! A na koniec zostawił mnie dla ciężarnej 17-latki. Przysięgłam sobie, koniec związków. KONIEC !
Zostałyśmy same z mamą i Robinem, radziłyśmy sobie ale tęskniłyśmy za domem, za tym prawdziwym domem w Holmes Chapel, tęskniłyśmy za babcią i za Harry'm przede wszystkim. To była spontaniczna decyzja ale byłyśmy pewne, że dobra. Tu nic nas nie trzymało. NIC.

Usamodzielniłam się i już nie jestem dziewczynką, która potrzebuje pomocy innych i ciągle jest zależna od kogoś. Nie jestem już małą Kim. Nadal mam dołeczki u dołu pleców, nadal mam naszyjnik od babci i czerwoną szminkę, którą ograniczam. Nadal gram na bębnach, ale wzięłam się za gitarę i pianino, nadal przyjaźnię się z Sophie, która namówiła mamę na przeprowadzkę do Londynu gdyż tak zrobiła Ann, wówczas już Pani Twist, odwieczna przyjaciółka Pani Stoner. Przyjaciółek się nie rozdziela, nawet tych co mają po 40 lat.

Nie palę, nie mam już rudych włosów. Piję herbatę przed snem i naprawdę nie cierpię swoich ud i brzucha a już na pewno nie pokocham swoich zmarszczek wokół oczu gdy próbuję się uśmiechnąć . Mam pracę w małej knajpce, niedaleko mojego własnego mieszkania, Rosie, mama i Robin mieszkają kilka ulic w głąb miasta. A ja mieszkam na Worfield Street 12 w Londynie i jestem Kimberly, Kimberly Madeleine Styles.

wtorek, 30 lipca 2013

chapter 11.

szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę.



- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika." ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.

Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.


~*~

Ujrzałam tłumy wykrzykujące ich imiona, teksty piosenek. Było cudownie. Czułam się jakby cały świat słuchał tylko ich i mogli zrobić co tylko im się podoba. Co prawda bali się zrobić coś głupiego jak na pierwszy koncert na żywo. Swoją drogą nie byłam zwolenniczką muzyki jaką mieli grać ale to w jaki sposób ją przedstawiali było niesamowicie zaraźliwe. I ta energia rozwrzeszczanych fanek. To było coś pięknego.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
- czuje się już lepiej ?
- tak, dałam jej coś od gorączki a teraz śpi.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
- Rosie się przeziębiła. - chłopak obdarował mnie spojrzeniem. Tym, co miało pokazać mi że nie rozumie co właśnie powiedziałam – musiałam się nią zająć – wyjaśniłam szybko. Jutro wyjeżdżamy.
- już jutro?
- już jutro. - potwierdziłam wlepiając się w podłogę. Podszedł bliżej i szybko złapał mój nadgarstek jakby bał się, że ucieknę. Powinnam może nie zwrócić na to uwagi i dalej wpatrywać się w swoje buty, ale oczy zaczęły mnie szczypać, pragnąc żeby móc pochłonąć wzrokiem jego kawowe tęczówki.
Widok Malika uderzył mnie jak najprawdziwszy cios w brzuch. Nie wiem dlaczego ale kiedy spojrzałam na niego nie byłam w stanie już odwrócić wzroku. To coś jakby samoistne poddawanie się pragnieniu by móc umrzeć w jego ramionach. - co się stało, Kim ? - spytał cicho.
- nic ... - westchnęłam. Patrzył tak, jakby wiedział że kłamię. Przeszywał wzrokiem każdą część ciała, nawet tę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. - ja nie mogę, Zayn. Po prostu nie mogę. to mnie przerasta. Jest mi strasznie źle z tym co się dzieje. Tutaj, teraz, między nami ... Tak będzie lepiej dla Ciebie. Teraz to wszystko rozkwita, nabiera rozpędu i ... - zacięłam się. Tak naprawdę nie wiedziałam jakich powinnam użyć słów.
- zostańmy przyjaciółmi, co? - zaśmiał się kpiąco wbijając paznokcie w moją rękę. Spuściłam wzrok wracając do obserwowania moich butów, które i tak znałam na pamięć. Widząc jego ciężkie spojrzenie nie mogłam inaczej, po prostu w takie oczy nie dało się patrzeć. Nie lubiłam takich oczu.
Chłopak złapał mocno za mój podbródek zmuszając mnie do spojrzenia w swoją stronę. Jego dotyk był taki zaczepny i bolesny, że czułam, że do oczu napływają mi łzy.
- tak, Zayn. Zostańmy przyjaciółmi. - wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i zgrabnie go ominęłam. Odwracając się dostrzegłam jak lekko mruży oczy. Wiem, że nienawidził mnie teraz całym sercem i wiem, że to wszystko zepsuje. Albo naprawi, jak kto woli.
Znikąd otoczyła chłopaka grupka rozwrzeszczanych małolat. Jestem pewna, że każda z nich dałaby się teraz pochlastać za to, żeby usłyszeć takie słowa jak ja. Ja nimi pogardziłam. Nie miałam innego wyjścia. Żyliśmy w innych światach, tego po prostu nie dałoby się pogodzić. To było nierealne. Musiałam zrezygnować. Musiałam.

Kierowałam się do tylnego wyjścia. Nie chciałam uciekać, chciałam uniknąć tych pytań " po co, dlaczego i za jakie grzechy ".
Stałam na schodach zapłakana i tak bardzo załamana jak tylko się da. Miałam cholerne wyrzuty sumienia, że nie powiedziałam Zaynowi co do niego czuję. wiedziałam, ze krzywdzę wszystkich dookoła. A najbardziej krzywdziłam samą siebie. No czy można być masochistą aż do tego stopnia?! Chciałam jak najszybciej wtulić się w mamę, przytulić " polskie " łóżko i zapomnieć o tym całym szumie. Nie przywykłam do kamer, nigdy tego nie lubiłam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój mały Harry, mój brat, kawałek mojego serca, ktoś z kim byłam połączona pępowiną przez 9 miesięcy jest rozchwytywany teraz przez miliony nastolatek, gdzie ta liczba nawet nie miała zamiaru zmaleć, tylko rosła i rosła. Dziewczyny kochały go, płakały na jego widok i pytały czy się z nimi ożeni. Chciałam znów swojego brata. Swojego cudaśnego, słodkiego brata, który był sobą, który mógł wyjść na ulicę ze swoimi siostrami bez względu na to, że ktoś zaraz zrobi nam zdjęcia, czy też zasugeruje czy nie jesteśmy czasem parą. Nie chciałam też być z kimś takim. Bo po co ? Żeby latali ze mną z aparatami ? Bezsens. Jest osobą publiczną, niech znajdzie sobie kogoś swojego pokroju kto jest już przyzwyczajony do kamer. Ja odpadam, ja się do tego nie nadaję.
usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi i tupot zbiegających ze schodów kroków, następnie znów drzwi.
- Zayn zaczekaj ! - to ukochane imię, wypowiadane przez mojego brata było piękne. dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam co tracę. Cofnęłam się na myśl, że mógłby mnie zobaczyć.
-czego chcesz ?! - warknął mulat – zostawcie mnie w spokoju ... - kątem oka wypatrzyłam, że siadł na schodku, opierając łokcie na na kolanach, chowając twarz w dłoniach – wszyscy mnie zostawcie.
- Zayn ... - Harry objął go ramieniem – nie rozumiesz. Kimberly już taka jest. Zawsze martwi się o każdego bardziej niż o siebie. Ona nie chce Cię skrzywdzić, rozumiesz? Ona Cię kocha chłopie !
- Ale ona wyjeżdża ... nie mogę z nią być, już nie chcę. Ona wyjedzie.. zostawi mnie. A ja co?
- My mamy koncerty, słyszałeś Paula. Przed nami inne życie, inny świat. Czy nie tego chciałeś jak przyszedłeś na casting? Taka jest kolej rzeczy, Zayn. ona tam ma szkołę. Nie może jej zmienić, już raz to robiła a to nie jest fajne.
- Chciałbym żeby tylko tu była. Nie chcę cierpieć a przy niej tak się właśnie dzieje.
- Jak możesz być takim pieprzonym egoistą? A to, że ona teraz cierpi się nie liczy? Że może płacze gdzieś w kącie, że może obgryza paznokcie z tęsknoty i bólu ? pomyśl ..
- szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę. Niech lepiej wróci stamtąd skąd przyjechała bo ja nie mogę zapewnić jej nic, nic oprócz łez. Tak jak do tek pory. I ma rację, zostańmy przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. Myślałem, ze takie rzeczy dzieją się w tanich filmach... - usłyszałam głos Malika, który widocznie się rozkleił. Poczułam ukłucie w sercu tak bardzo bolesne, że myślałam, że poziom zasolenia z bólu łez wypali moje policzki.
Płakał ... Zayn Malik płakał, płakał przeze mnie, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Tak miało być lepiej. Zayn, Zayn, Zayn .. w mojej głowie roiło się od jego imienia, gdzieś przewinęło się nazwisko a gdzieś oczy. Nie mogłam wyobrazić sobie jak teraz kapały z nich łzy. Przeze mnie. Czułam się beznadziejnie, cała jestem beznadziejna. Mogłam wrócić do tego pieprzonego Sopotu wtedy kiedy mama kazała i nie komplikować życia nikomu! Nie czekając na nikogo, wybiegłam na zewnątrz. Nie chciałam zostać na tym pieprzonym koncercie. Zamówiłam sobie taksówkę i już po chwili byłam w mieszkaniu. Zajrzałam do Rosie. Gorączka spadła, to dobrze. Oby jutro poczuła się lepiej. Przykryłam Sophie kocem, który podejrzewam zrzuciła z siebie podczas piruetów na łóżku.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.



Budzik, jego dźwięk doprowadzał mnie do szału. Dostrzegłam kątem oka godzinę szóstą trzydzieści. Boże ! Przecież dzisiaj wyjeżdżam! muszę obudzić Rosie i Harry'ego, muszę zadzwonić do babci, muszę się pożegnać z Sophie. Nie zdążę, na pewno nie zdążę.
Wyskoczyłam z łózka szybkim susem, biegnąc tak samo szybko do łazienki. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że dziś wracam do Polski, że zostawiam tu kawałek siebie. Do moich oczu cisnęły się łzy. Życie nauczyło mnie stwarzać mur, otoczkę przed złem. Zawsze sobie radziłam, zawsze. Teraz jedna osoba, jedna taka mała osóbka z Bradford postanowiła to zburzyć, tylko Jemu udało się zburzyć tą obronę. Zapragnęłam znaleźć się już w domu, z mamą i tatą. Rzucić się na swoją puchatą poduszkę w kolorze pudrowego różu i płakać. Tyle ile się da. Tyle żebym wypłakała wszystkie łzy by już nigdy więcej nie ograniczały mi widoczności, a przy zamykanych powiekach nie wypalały moich policzków.
Podbiegłam do pokoju siostry, obudziłam ją, następnie do pokoju Harry'ego mając na celu ten sam plan.
Wszyscy staliśmy już na nogach. Chłopaki byli tak bardzo podekscytowani występem i tym wszystkim, że nie robiło to na nich większego wrażenia czy wyjeżdżamy. Nie miałyśmy im tego za złe, w końcu mieli powód by podniecać się ich osobistą wygraną.
- Rosie, spakowałaś wszystko ? - zapytałam wystawiając z pokoju walizkę. Jeszcze raz, dla pewności, rozejrzałam się po pokoju czy aby na 100% niczego nie zapomniałam.
- tak, mam na pewno. To co ruszamy ? - westchnęła głośno Rosie.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
Pożegnania nadszedł czas. Louis, Niall podeszli do nas mocno nas obejmując, przytulając, ściskając i całując.
- Zaopiekuję się nim, obiecuję – powiedział do mnie cicho Louis, a ja w odpowiedzi przytuliłam go mocno.
- A ja zaopiekuję się Katie – powiedział Niall z wyszczerzonymi zębami.
- tak się cieszę, że was poznałam – powiedziała Rosie jeszcze raz mocno przytulając chłopaków do siebie. Następnie podszedł Liam, przytuliłam go szybko, dziękując za wszystko, jeszcze przed tym jak niemalże przylepił ciało mojej siostry do siebie. Ten chłopak to naprawdę dobry chłopak ! Strasznie o wszystkich dba i się martwi. Jest taki kochany. Za to go cenię, bo wiem że Harry'emu na pewno się nic nie stanie, tak jak pozostałym. No i Zaynowi... 
- Trzymaj się Kim. Obiecaj, że wszystko będzie w porządku – podszedł do mnie, lekko pocierając moje ramiona.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
Mimo wszystko i tak najgorsze pożegnania czekały mnie dopiero na lotnisku. Nie chciałam znów zostawiać Sophie samej, a nawet miałam wyrzuty, że to robię. Polały się łzy, kiedy docierało do mnie, że muszę się z nimi rozstać. Widziałam jak mój mały brat się rozkleja i nie chce wypuścić nas z objęć.
-no już Harry, już spokój. Niedługo się zobaczymy. Uważaj na siebie ! I obiecaj, żee ..
-obiecuję Kim, obiecuję. – przetarł oczy – kocham Was moje małe. Ucałujcie rodziców i dajcie znać jak dolecicie.
Zmierzałyśmy w stronę bramek, machając i żegnając się Harry'm i Sophie.


Do widzenia, kochani. Do zobaczenia.




__________________________
no to mamy 11. czyli nieoficjalnie KONIEC !
koniec części pierwszej. :)
ale muszę dać sobie z tym lekki spokój, bo to mnie pochłania i najlepiej nie robiłabym nic tylko pisała i szukała dobrych materiałów :)
na pewno nie skończy się to tak. musi być przecież morał tej bajki.
tymczasem kiss ! xX
~ damntrue.






sobota, 27 lipca 2013

100 LAT DLA MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ !

Jesteś najlepszą przyjaciółką o jakiej można marzyć. Dzieliłaś ze mną śmiech i łzy, łączą nas NAJPIĘKNIEJSZE wspomnienia z dzieciństwa a nawet teraz kiedy zachowujemy się jak dzieci jesteśmy RAZEM. Tylko TY jedyna nie zostawiłaś mnie kiedy było naprawdę ciężko i wiedz, że ja Ciebie też nie zostawię! To wielkie szczęście, że jesteś moją siostrą bo taka siostra to skarb. i nieprawda, że kiedy mama przywiozła Cię ze szpitala jak ściągnęłam Cię z łóżka to chciałam Cię zrzucić ; * Czasami potrzeba trochę czasu żeby docenić jaki skarb ma się przy sobie. Kocham Cię, dziękuję że jesteś i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SIOSTRZYCZKO! 
JUSTYNKO PAYNE :D xxx

wtorek, 23 lipca 2013

chapter 10.

Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. 





" Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A Gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania " przepraszam, nie powinienem tego robić " zanim wzrok utkwił w podłodze

- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.

-Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda. WIEDZIAŁAM! "

~*~

Razem przebrnęliśmy aż do wielkiego finału. Byłam tak bardzo podekscytowana, że w tamtej chwili nie liczyło się dla mnie nic! Musieli wygrać, przecież wysłałam 47586947 milionów esemesów.
Siedziałam ze spuszczoną głową. Słuchałam Dermota O'Leary'ego jak wypowiadał te przeklęte i jednocześnie tak bardzo utęsknione słowa.
" Zwycięzcą ósmej edycji " X- Factor " jest ... są ..-. coraz bardziej podnosił mi ciśnienie ...- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - gdybym mogła, zabiłabym go. Kurcze! Przegryzłam wargę aż do krwi, boli. To chyba czas przerzucić się na obgryzanie paznokci.
Chłopcy też się stresowali. Tam, na bootcampach myślałam, że ich stres osiągnął swoje apogeum, ale to co wypisywało się na ich twarzach w tym momencie to było coś fantastycznego, że tak bardzo zależy im na marzeniach ale zarazem przerażającego, że właśnie tak bardzo im zależy, bo to podchodziło pod chorobę. Ostatnimi dniami żyli tylko i wyłącznie śpiewem, Niall to nie jadł chyba przez pół dnia, a z jego strony to prawie jak samobójstwo. Uwierzcie.
Nawet zakupy, na które postanowiłyśmy ich wyrwać nie pomogły. Bo kiedy jeden pokazywał wybrany ciuch drugiemu, ten odpowiadał " może założę to na finał ? ". niewdzięczne snoby ! To my męczymy się, żeby było im miło, żeby choć na moment zapomnieli o tej presji a oni nam tak ? Nawet kolega Lou, towarzysząc nam w lataninie po sklepach stwierdził, że zwariowali na tym punkcie a na czole powinni mieć wytatuowane wielkie "jestem debilem do potęgi X". tak mówiliśmy 3 dni przed finałem chociaż z każdą godziną dopadał nas wszystkich coraz większy stres ale nie dawaliśmy tego po sobie poznać, trzeba było się przecież wspierać....
- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - powiedz One Direction, powiedz to. Powiedz ! Modliłam się i prosiłam w myśli wszystko co możliwe. - do.. Matt'a Cardle'a. Ogłuchłam tak? One Direction zajęło 3 miejsce. Do moich oczu napływały teraz nawałnice łez. Zapomniałam, że ściskam kciuki tak mocno, że nawet ich teraz nie czuję.
Oficjalnie nie wygrali, ale dla mnie i tak są zwycięzcami.



28 sierpień, Londyn.
Siedziałam na hotelowym, bordowym fotelu z książką w dłoni. Znów nie miałam co robić. Dziewczyny poszły na zakupy, co szczerze mówiąc nudziło mnie niemiłosiernie. A chłopcy udzielali jakiegoś wywiadu. Drzwi do ich sławy otworzyły się z prędkością światła. Tak samo jak pojawiały się tłumy fanek, od 12 lat do 25. Robiło się ich coraz więcej, a nam coraz to bardziej duszno. 
Mama ze względu na Harry'ego pozwoliła nam zostać do końca wakacji. Chłopcy mieli zagrać koncert już jutro a my wyjeżdżałyśmy następnego dnia. Musimy dziś odwiedzić babcię i się z nią pożegnać. Harry zostaje w Londynie, a my wracamy do Polski. Też mogłybyśmy zostać, ale szkoła. Poza tym, mama umiera z tęsknoty i twierdzi, że czym prędzej wrócimy do domu tym szybciej przywieziemy jej kawałek Harry'ego. Dziwnie to brzmiało słuchając tego przez telefon, ale pogodziliśmy się już z faktem że nasza kochana Anne Cox jest wariatką.


"Rozstanie boli tak bardzo dlatego, że nasze dusze stanowią jedno. Może zawsze tak było i może na zawsze tak niepozostanie. Może przed tym wcieleniem żyliśmy po tysiąc razy i w każdym życiu siebie odnajdowaliśmy. I może za każdym razem z tego samego powodu nas rozdzielano. Co oznaczałoby, że dzisiejsze pożegnanie równa się pożegnaniu sprzed dziesięciu tysięcy lat i stanowi preludium przyszłego pożegnania. "


Wróciłam do czytania i od razu w oczy wpadło mi słowo ' ostanie ' . Prziecież muszę powiedzieć Zaynowi o wyjeździe w poniedziałek. Nie chciałam się z nim rozstawać. Nie chciałam się rozstawać z Sophie, z Harry'm, z chłopcami i Katie... przez ten miesiąc przywiązałam się do nich, spędzaliśmy 24 na dobę razem. Znałam ich już na wylot a nawet mogę powiedzieć, że ich kochałam. Byliśmy jedną, wielką, szczęśliwą, zakochaną w sobie rodzinką ! Czy to znaczy, że kocham Malika jak brata ? Czy ja go w ogóle kocham?



Po powrocie od babci marzyłam o tym aby wziąć prysznic i położyć się spać. Chciałam zmyć z siebie wszystkie jej buziaki przepełnione słonymi łzami i tą nadchodzącą tęsknotą. Czułam, że im szybciej się tego pozbędę tym szybciej dojdę do siebie i odpuchną mi oczy, które wówczas były niczym dwie dojrzałe, fioletowe śliwki.
Harry i Rosie rzucili się na kanapę obok pozostałych. Lustrując dokładnie widzów jakiegoś dennego science-fiction nie dostrzegłam czarnego łebka z tą zawadiacko stojącą grzywą. Zaintrygowało mnie to. No ale może poszedł spać albo zaszył się w wannie tak jak ja to za chwilę uczynię.
Rzuciłam torebkę w pierwszy kąt i zbliżając się do łazienki ściągałam z siebie T-shirt. W moim pokoju było wystarczająco jasno od latarni ulicznych, więc nie potrzebowałam zapalać światła. Jakoś nie za bardzo przepadałam za jasnością w pomieszczeniu w którym obecnie przebywałam, gdy było ciemniej to było przytulnie i tajemniczo a ja właśnie to uwielbiałam. Ku mojemu zdziwieniu nagle w pokoju rozbłysło jaskrawe światło lampki nocnej.
- Malik ! Co Ty do cholery robisz w moim pokoju ? - warknęłam.
- czekałem na Ciebie. - jego mina nie wskazywała teraz stu procent dobrego humoru. Był przygnębiony i przybity choć chyba powinien się cieszyć z sukcesu.
- ale ja właśnie .. - kiwnęłam kciukiem za siebie wskazując drzwi łazienki. - to ważne? - chłopak pokiwał twierdząco głową. Westchnęłam cicho i już siedziałam po turecku obok niego, opierając plecy o ścianę. -co jest ?
- bo widzisz Kim .. - gwałtownie podniósł się z łóżka i stanął naprzeciwko mnie. - Kim bo ja .. chciałem –
nerwowo zgryzł wargę i spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem pełnym nadziei na to, że pomogę mu wydobyć jakieś słowo.    
- prosto z mostu. - rozłożyłam ręce zsuwając się do krawędzi łóżka.
- ja bardzo Cię lubię, wiesz ? Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. Wiedziałem już, że mam dla kogo to robić. Jesteś jak taki anioł stróż i chciałbym żebyś była zawsze, zawsze przy mnie. - cicho westchnął. Kucnął przy mnie i oparł brodę na moich kolanach – chciałbym się przy Tobie budzić i patrzeć na Ciebie w każdej sekundzie i na tę chwilę nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie i może to głupie ale ja Ciebie chyba ... - mikro-sekundowa cisza pozwoliła mi przejąć ten dialog. Zayn podziwiał teraz albo swoje buty, albo moje stopy albo dywan.
- Zayn, ja wyjeżdżam. Wracam do polski. W poniedziałek – przerwałam mu nie chcąc by wypowiedział te ostatnie słowo. Tak, głównie ze względu na siebie bo byłoby mi trudniej się z nim pożegnać.
- co ? - spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie jakby chciał zaraz zabić mnie siłą swojego wzroku.
- muszę wrócić do Polski. Mam tam szkołę. - przeczesałam ręką włosy Zayna. - myślałam  że wiesz. - oczywiście, że wiedziałam że nie wie ! Ale przecież miałam świadomość tego, że ma ochotę mnie teraz zabić więc musiałam udać głupią. Psychicznie chorych się oszczędza i traktuje łagodniej. Zaczęłam nerwowo wykręcać palce a on wryty w to co robię, opierał się na moich kolanach bez słowa. W pokoju panowała taka cisza, że jego oddech teraz brzmiał jak rockowy koncert Ozziego Osbourna.
Skrzywdziłam go. Przecież chciałam żeby się zakochał, przecież mi na nim zależy. Moje ciało rozrywały teraz wyrzuty sumienia a do moich oczu napłynęły łzy. Jestem głupia. Rozkochuję w sobie chłopaka, który na domiar złego jest idealny, a potem tak perfidnie mówię mu że to koniec gdzie nawet jeszcze nie było początku ? Głupie 16-latki tak mają.

- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika.
" ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.
Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie mogłam dodać nic wczoraj, bo zwyczajnie nie miałam czasu.
korzystając z okazji chciałabym złożyć BEST WISHES EVER z okazji 3 rocznicy twórczości chłopaków ! <3
no i oczywiście, Leeroy wymiata *,*
rozdział dedykuję Pauli, która męczyła mnie wczoraj do 3:15, która razem z 3 miśkami zajmowała większą cześć mojego łóżka.
comment !
damntrue, kiss. x