wtorek, 30 lipca 2013

chapter 11.

szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę.



- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika." ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.

Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.


~*~

Ujrzałam tłumy wykrzykujące ich imiona, teksty piosenek. Było cudownie. Czułam się jakby cały świat słuchał tylko ich i mogli zrobić co tylko im się podoba. Co prawda bali się zrobić coś głupiego jak na pierwszy koncert na żywo. Swoją drogą nie byłam zwolenniczką muzyki jaką mieli grać ale to w jaki sposób ją przedstawiali było niesamowicie zaraźliwe. I ta energia rozwrzeszczanych fanek. To było coś pięknego.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
- czuje się już lepiej ?
- tak, dałam jej coś od gorączki a teraz śpi.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
- Rosie się przeziębiła. - chłopak obdarował mnie spojrzeniem. Tym, co miało pokazać mi że nie rozumie co właśnie powiedziałam – musiałam się nią zająć – wyjaśniłam szybko. Jutro wyjeżdżamy.
- już jutro?
- już jutro. - potwierdziłam wlepiając się w podłogę. Podszedł bliżej i szybko złapał mój nadgarstek jakby bał się, że ucieknę. Powinnam może nie zwrócić na to uwagi i dalej wpatrywać się w swoje buty, ale oczy zaczęły mnie szczypać, pragnąc żeby móc pochłonąć wzrokiem jego kawowe tęczówki.
Widok Malika uderzył mnie jak najprawdziwszy cios w brzuch. Nie wiem dlaczego ale kiedy spojrzałam na niego nie byłam w stanie już odwrócić wzroku. To coś jakby samoistne poddawanie się pragnieniu by móc umrzeć w jego ramionach. - co się stało, Kim ? - spytał cicho.
- nic ... - westchnęłam. Patrzył tak, jakby wiedział że kłamię. Przeszywał wzrokiem każdą część ciała, nawet tę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. - ja nie mogę, Zayn. Po prostu nie mogę. to mnie przerasta. Jest mi strasznie źle z tym co się dzieje. Tutaj, teraz, między nami ... Tak będzie lepiej dla Ciebie. Teraz to wszystko rozkwita, nabiera rozpędu i ... - zacięłam się. Tak naprawdę nie wiedziałam jakich powinnam użyć słów.
- zostańmy przyjaciółmi, co? - zaśmiał się kpiąco wbijając paznokcie w moją rękę. Spuściłam wzrok wracając do obserwowania moich butów, które i tak znałam na pamięć. Widząc jego ciężkie spojrzenie nie mogłam inaczej, po prostu w takie oczy nie dało się patrzeć. Nie lubiłam takich oczu.
Chłopak złapał mocno za mój podbródek zmuszając mnie do spojrzenia w swoją stronę. Jego dotyk był taki zaczepny i bolesny, że czułam, że do oczu napływają mi łzy.
- tak, Zayn. Zostańmy przyjaciółmi. - wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i zgrabnie go ominęłam. Odwracając się dostrzegłam jak lekko mruży oczy. Wiem, że nienawidził mnie teraz całym sercem i wiem, że to wszystko zepsuje. Albo naprawi, jak kto woli.
Znikąd otoczyła chłopaka grupka rozwrzeszczanych małolat. Jestem pewna, że każda z nich dałaby się teraz pochlastać za to, żeby usłyszeć takie słowa jak ja. Ja nimi pogardziłam. Nie miałam innego wyjścia. Żyliśmy w innych światach, tego po prostu nie dałoby się pogodzić. To było nierealne. Musiałam zrezygnować. Musiałam.

Kierowałam się do tylnego wyjścia. Nie chciałam uciekać, chciałam uniknąć tych pytań " po co, dlaczego i za jakie grzechy ".
Stałam na schodach zapłakana i tak bardzo załamana jak tylko się da. Miałam cholerne wyrzuty sumienia, że nie powiedziałam Zaynowi co do niego czuję. wiedziałam, ze krzywdzę wszystkich dookoła. A najbardziej krzywdziłam samą siebie. No czy można być masochistą aż do tego stopnia?! Chciałam jak najszybciej wtulić się w mamę, przytulić " polskie " łóżko i zapomnieć o tym całym szumie. Nie przywykłam do kamer, nigdy tego nie lubiłam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój mały Harry, mój brat, kawałek mojego serca, ktoś z kim byłam połączona pępowiną przez 9 miesięcy jest rozchwytywany teraz przez miliony nastolatek, gdzie ta liczba nawet nie miała zamiaru zmaleć, tylko rosła i rosła. Dziewczyny kochały go, płakały na jego widok i pytały czy się z nimi ożeni. Chciałam znów swojego brata. Swojego cudaśnego, słodkiego brata, który był sobą, który mógł wyjść na ulicę ze swoimi siostrami bez względu na to, że ktoś zaraz zrobi nam zdjęcia, czy też zasugeruje czy nie jesteśmy czasem parą. Nie chciałam też być z kimś takim. Bo po co ? Żeby latali ze mną z aparatami ? Bezsens. Jest osobą publiczną, niech znajdzie sobie kogoś swojego pokroju kto jest już przyzwyczajony do kamer. Ja odpadam, ja się do tego nie nadaję.
usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi i tupot zbiegających ze schodów kroków, następnie znów drzwi.
- Zayn zaczekaj ! - to ukochane imię, wypowiadane przez mojego brata było piękne. dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam co tracę. Cofnęłam się na myśl, że mógłby mnie zobaczyć.
-czego chcesz ?! - warknął mulat – zostawcie mnie w spokoju ... - kątem oka wypatrzyłam, że siadł na schodku, opierając łokcie na na kolanach, chowając twarz w dłoniach – wszyscy mnie zostawcie.
- Zayn ... - Harry objął go ramieniem – nie rozumiesz. Kimberly już taka jest. Zawsze martwi się o każdego bardziej niż o siebie. Ona nie chce Cię skrzywdzić, rozumiesz? Ona Cię kocha chłopie !
- Ale ona wyjeżdża ... nie mogę z nią być, już nie chcę. Ona wyjedzie.. zostawi mnie. A ja co?
- My mamy koncerty, słyszałeś Paula. Przed nami inne życie, inny świat. Czy nie tego chciałeś jak przyszedłeś na casting? Taka jest kolej rzeczy, Zayn. ona tam ma szkołę. Nie może jej zmienić, już raz to robiła a to nie jest fajne.
- Chciałbym żeby tylko tu była. Nie chcę cierpieć a przy niej tak się właśnie dzieje.
- Jak możesz być takim pieprzonym egoistą? A to, że ona teraz cierpi się nie liczy? Że może płacze gdzieś w kącie, że może obgryza paznokcie z tęsknoty i bólu ? pomyśl ..
- szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę. Niech lepiej wróci stamtąd skąd przyjechała bo ja nie mogę zapewnić jej nic, nic oprócz łez. Tak jak do tek pory. I ma rację, zostańmy przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. Myślałem, ze takie rzeczy dzieją się w tanich filmach... - usłyszałam głos Malika, który widocznie się rozkleił. Poczułam ukłucie w sercu tak bardzo bolesne, że myślałam, że poziom zasolenia z bólu łez wypali moje policzki.
Płakał ... Zayn Malik płakał, płakał przeze mnie, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Tak miało być lepiej. Zayn, Zayn, Zayn .. w mojej głowie roiło się od jego imienia, gdzieś przewinęło się nazwisko a gdzieś oczy. Nie mogłam wyobrazić sobie jak teraz kapały z nich łzy. Przeze mnie. Czułam się beznadziejnie, cała jestem beznadziejna. Mogłam wrócić do tego pieprzonego Sopotu wtedy kiedy mama kazała i nie komplikować życia nikomu! Nie czekając na nikogo, wybiegłam na zewnątrz. Nie chciałam zostać na tym pieprzonym koncercie. Zamówiłam sobie taksówkę i już po chwili byłam w mieszkaniu. Zajrzałam do Rosie. Gorączka spadła, to dobrze. Oby jutro poczuła się lepiej. Przykryłam Sophie kocem, który podejrzewam zrzuciła z siebie podczas piruetów na łóżku.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.



Budzik, jego dźwięk doprowadzał mnie do szału. Dostrzegłam kątem oka godzinę szóstą trzydzieści. Boże ! Przecież dzisiaj wyjeżdżam! muszę obudzić Rosie i Harry'ego, muszę zadzwonić do babci, muszę się pożegnać z Sophie. Nie zdążę, na pewno nie zdążę.
Wyskoczyłam z łózka szybkim susem, biegnąc tak samo szybko do łazienki. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że dziś wracam do Polski, że zostawiam tu kawałek siebie. Do moich oczu cisnęły się łzy. Życie nauczyło mnie stwarzać mur, otoczkę przed złem. Zawsze sobie radziłam, zawsze. Teraz jedna osoba, jedna taka mała osóbka z Bradford postanowiła to zburzyć, tylko Jemu udało się zburzyć tą obronę. Zapragnęłam znaleźć się już w domu, z mamą i tatą. Rzucić się na swoją puchatą poduszkę w kolorze pudrowego różu i płakać. Tyle ile się da. Tyle żebym wypłakała wszystkie łzy by już nigdy więcej nie ograniczały mi widoczności, a przy zamykanych powiekach nie wypalały moich policzków.
Podbiegłam do pokoju siostry, obudziłam ją, następnie do pokoju Harry'ego mając na celu ten sam plan.
Wszyscy staliśmy już na nogach. Chłopaki byli tak bardzo podekscytowani występem i tym wszystkim, że nie robiło to na nich większego wrażenia czy wyjeżdżamy. Nie miałyśmy im tego za złe, w końcu mieli powód by podniecać się ich osobistą wygraną.
- Rosie, spakowałaś wszystko ? - zapytałam wystawiając z pokoju walizkę. Jeszcze raz, dla pewności, rozejrzałam się po pokoju czy aby na 100% niczego nie zapomniałam.
- tak, mam na pewno. To co ruszamy ? - westchnęła głośno Rosie.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
Pożegnania nadszedł czas. Louis, Niall podeszli do nas mocno nas obejmując, przytulając, ściskając i całując.
- Zaopiekuję się nim, obiecuję – powiedział do mnie cicho Louis, a ja w odpowiedzi przytuliłam go mocno.
- A ja zaopiekuję się Katie – powiedział Niall z wyszczerzonymi zębami.
- tak się cieszę, że was poznałam – powiedziała Rosie jeszcze raz mocno przytulając chłopaków do siebie. Następnie podszedł Liam, przytuliłam go szybko, dziękując za wszystko, jeszcze przed tym jak niemalże przylepił ciało mojej siostry do siebie. Ten chłopak to naprawdę dobry chłopak ! Strasznie o wszystkich dba i się martwi. Jest taki kochany. Za to go cenię, bo wiem że Harry'emu na pewno się nic nie stanie, tak jak pozostałym. No i Zaynowi... 
- Trzymaj się Kim. Obiecaj, że wszystko będzie w porządku – podszedł do mnie, lekko pocierając moje ramiona.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
Mimo wszystko i tak najgorsze pożegnania czekały mnie dopiero na lotnisku. Nie chciałam znów zostawiać Sophie samej, a nawet miałam wyrzuty, że to robię. Polały się łzy, kiedy docierało do mnie, że muszę się z nimi rozstać. Widziałam jak mój mały brat się rozkleja i nie chce wypuścić nas z objęć.
-no już Harry, już spokój. Niedługo się zobaczymy. Uważaj na siebie ! I obiecaj, żee ..
-obiecuję Kim, obiecuję. – przetarł oczy – kocham Was moje małe. Ucałujcie rodziców i dajcie znać jak dolecicie.
Zmierzałyśmy w stronę bramek, machając i żegnając się Harry'm i Sophie.


Do widzenia, kochani. Do zobaczenia.




__________________________
no to mamy 11. czyli nieoficjalnie KONIEC !
koniec części pierwszej. :)
ale muszę dać sobie z tym lekki spokój, bo to mnie pochłania i najlepiej nie robiłabym nic tylko pisała i szukała dobrych materiałów :)
na pewno nie skończy się to tak. musi być przecież morał tej bajki.
tymczasem kiss ! xX
~ damntrue.






1 komentarz: