wtorek, 9 lipca 2013

chapter 7.

jego oczy same w sobie były zabijające


- wiesz, że śpimy razem ? - mruknęłam nieśmiało chcąc przerwać tę niezręczną ciszę. nie odważyłam spojrzeć mu w oczy, wtuliłam się w jego kurtkę.
- tak ? poczekaj, niech zgadnę .. Louis ?
- brawo Sherlocku - obydwoje zaśmialiśmy się.
- stresuję się przed bootcampami - powiedział znikąd.
- przecież masz dobry głos.
- dobry to nie znaczy najlepszy - spojrzał kątem oka. coś w tym było, miał rację.
- dasz radę - posłałam mu uśmiech i znów zapadła cisza. słyszałam bezgłośną melodię jego oddechu, która idealnie współgrała z odgłosami przyrody. lubiłam kiedy milczał, lubiłam kiedy mówił. wszystko lubiłam. ciszę tę przerwały nam krzyki, śmiechy i dźwięk gitary. to znak, że zmierzaliśmy w dobrym kierunku.
- cześć Wam - rzucił Zayn, łapiąc za puszkę piwa swobodnie opadając na trawę blisko ogniska. co to miało być ? najpierw wbija swoje usta w moje, tak zachłannie jakby chciał wyssać ze mnie życie a teraz omija mnie obojętnie jakbym nie istniała ? Tak się nie robi Malik.
- dlaczego jesteście mokrzy ? - zapytała Sophie. wszystkie oczy skierowały się na mnie ja tylko uśmiechnęłam się w stronę chłopaka, który również  z uśmiechem przeszywał mnie wymownym wzrokiem.
- eeem, bo się poślizgnęłam, wpadłam do wody, Zayn próbował mi pomóc i sam też wpadł. tam jest stromo, jutro się przekonacie - pogrążałam się w swoich własnych słowach, a Harry patrzył na mnie podejrzanie z lekko uniesioną lewą brwią.
- masz ! okryj się, bo ja Cię jutro nie będę wiózł do szpitala - rzucił we mnie kocem jakże kochany braciszek.

Siedzieliśmy na przeciwko siebie, czułam jego wzrok na swojej sylwetce. wydawało mi się, że patrzy coraz częściej i coraz dłużej. odwzajemniłam spojrzenie, patrzyłam mu prosto w oczy a skaczące wesoło iskry wcale nie przeszkadzały mi w samobójstwie. tak, to było samobójstwo. jego oczy były same w sobie zabijające + zmiażdżenie wątroby, trzustki i żołądka przez stado jakiegoś upartego robactwa i stały paraliż twarzy z powodu nadmiernego powstrzymywania uśmiechu.

Rosie zasnęła na kolanach Liama, który postanowił że zaniesie ją do pokoju i położy do łóżka. swoją drogą, był bardzo opiekuńczy. fajnie.
- Lou, śpij z nimi. miej go na oku. - nieufny Harry posłał bruneta do pokoju tamtych, spojrzałam na niego - co znów ?
- obiecałeś ...
- wieem ? ale martwić się nie przestanę a przecież wylosowała Niall'a ale to logiczne, że Liam będzie tam spał bo niby zasnął bla bla bla. i ani słowa -  wskazującym palcem skierowanym w moją stronę chciał podkreślić powagę swoich słów  - chodź Sophie, na nas już pora. - wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki a ta posłusznie ujęła dłoń brata. przysięgam, że odpadam z tego maratonu.
- Niall ! jestem głodna, choć pomożesz mi coś przygotować - rzekła Katie a blondyn był wyraźnie zaskoczony - chodź ! - szarpnęła go za rękę, szczerząc się do nas. - dobranoc - powiedziała, rzucając koc na moje barki.
- no to ja też jestem śpiąca dlatego idę spać, dobranoc. - szybko wstałam na nogi, pozostawiając koce na swoim miejscu. obojętnie ruszyłam w stronę drzwi, nawet nie zauważyłam kiedy Zayn również wstał. chwycił mnie za nadgarstek.
- najpierw pomożesz mi posprzątać, rudzielcu.

światło księżyca wdzierało się przez okno, które było na wprost naszego łóżka. i ta błoga cisza, coraz bardziej ją lubiłam. chłopak ułożony na plecach, z rękoma skrzyżowanymi pod głową namiętnie wpatrywał się w sufit.
- nie mogę zasnąć - powiedziałam, podpierając się na łokciach.
- to policz baranki. jednego masz już obok siebie - jego wargi uniosły się ku górze.
- zaśpiewaj mi coś - chłopak był wyraźnie zaskoczony moją prośbą
- może lepiej nie ? - odrzekł z lekkim grymasem na twarzy, zerkając w moją stronę. delikatnie poprawił kosmyk włosów, który zagubił się gdzieś na moim grubym policzku.
- dlaczego ? no weź, Zayn. no weź. - lekko trąciłam bruneta pod żebra, odskoczył delikatnie w bok co miało oznaczać, że na pewno ma łaskotki. szybko złapał moją rękę i lekko ścisnął.
- dobrze, ale nigdy więcej tego nie rób. nie lubię dźgania - zaśmiał się.


* yesterday
all my troubles seemed so far away.
now it look so though they're here to stay .
oh, I belive in yesterday. *
                                        
miał taki piękny głos, taki niespotykany. ułożyłam się wygodnie na brzuchu podkładając ręce pod głowę. jego dłoń znów powędrowała w stronę mojej twarzy, zabierając stamtąd włosy. a ja ? ja sparaliżowana jego ciepłym wówczas dotykiem oddawałam się w ręce snu, lekko uśmiechając się do Zayna.



~*~


*  the beatles - yesterday.
czy nikt do cholery nie czyta tych moich wypocin ? -.-

1 komentarz: