to ten chłopak z tajemnicą w oczach
naszym oczom ukazał się mały ale przecudowny domek, na dość klasycznej działce, bardzo zadbanej czego nie dało się nie zauważyć poprzez rzucające się w oczy kwiaty i kolorowe ogródkowe ozdoby. powietrze było takie świeże, aż chciało się tam zostać na zawsze. na podjeździe stał już samochód Liama. miałam przeczucie, że będzie fajnie. dotarło do mnie, że za niecałe dwa tygodnie będę musiała wrócić do Polski. tu był mój dom do cholery. zawsze odwiedzając babcię, chciałam wracać jak najszybciej do Sopotu, do szkoły, do znajomych. teraz wcale ten pomysł mi się ani nie podobał, ani nie wzniecał we mnie żadnych pozytywnych emocji. ciekawe co mnie tu trzyma ? zapewne nie tylko ponure, ciche, angielskie Holmes Chapel, które ubóstwiałam jak nikt inny.
wchodząc do środka rozejrzałam się po pięknym i gustownie umeblowanym pomieszczeniu. moim oczom ukazała się 4 dobrze znajomych twarzy. nie zauważyłam Mulata. miałam wątpliwości czy zapytać o niego, no ale niby dlaczego miałabym tego nie zrobić?
- gdzie Zayn ? - rzuciłam bezmyślnie. wszystkie oczy skierowały się nagle na Harry'ego, który ewidentnie nie był zadowolony z mojego pytania. ale przecież obiecał, obiecał że mi zaufa.
- przyjedzie później. - rzucił Naill, którego tył wystawał z lodówki.
- on tak zawsze ? - zapytałam
- o boże, zawsze. - westchnął Louis. - to tak, żeby było zabawniej losujemy kto z kim śpi - zaśmiał się złowieszczo. no co za idiota, pomyślałam. nie było mi to na rękę. ale niech będzie, nie chciałam odstawać od reszty. nie chciałam wyjść też na sztywniaczkę. naprawdę, Louis, naprawdę ? długowłosy miał już przygotowane karteczki z imionami nas wszystkich. - wy losujcie a ja się potem przyłączę do któregoś z Was, ok ? ok ! - podszedł do Rosie. dziewczyna otworzyła karteczkę
- Naill - odrzekła.
- co ? - wydarł się zdziwiony blondyn z pełnymi ustami wynurzając się z lodówki. wytypował następną osobę, padło na Katie.
- Liam - otworzyła karteczkę opadając bezwładnie na łóżko. miny tej czwórki mówiły same za siebie, nie wyglądali na zadowolonych, ale cóż .. losy to losy. przyszła kolej Sophie. no tej to chociaż szczęście dopisało.
- Harry .. - dziewczyna zarumieniła się a jej oczy nie wyglądały bynajmniej na niezadowolone. o dziwo Harry też nie wydawał się oburzony wyborem, wręcz przeciwnie.
- no to chyba wszystko jasne, co Kimi ? - szeroko uśmiechał się Louis.
no pięknie, jeszcze brakowało tego żebym spała w jednym pokoju z chłopakiem, który mnie kręci, który mnie intryguje i którego, nie ukrywam, boję się jak cholera choć jego twarz wygląda jeszcze tak dziecinnie, niewinnie i ale to mi się w nim podoba. właśnie to coś.
wybiła 19, standardowo ognisko, kiełbaski, gitara i śpiew.
- no to One Direction pokażcie co potraficie - powiedziała Rosie, poprawiając się na ławce, na której właśnie siedziała, okryta kocem.
- nie ma naszej piątej ręki - odpowiedział Liam. faktycznie ! dopiero teraz dotarło do mnie, że nie ma jeszcze Zayna. zmartwiłam się. odeszłam od grupki przepraszając.
Pogoda była idealna. Powiewał cieplutki, letni wiatr, który kołysał delikatnie koronami drzew. Księżyc w całej swej okazałości lśnił na tle ciemnoniebieskiego nieba, które przyozdobione zostało tysiącem błyszczących gwiazd. Szłam w milczeniu napawając się tym ciepłym powietrzem. Od małego zachwycałam się nocą, wtedy wszystko wydawało się jedną wielką tajemnicą. On sam był tajemnicą, dlatego być może, całkiem możliwe, utknął gdzieś w mojej podświadomości. Spacer o tak pięknej porze był wręcz wymarzony. Raz po raz rozglądałam się. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą dłoń. To on ! to ten chłopak z tajemnicą w oczach.
- ładnie wyglądasz - powiedział, mierząc mnie od czubka głowy po sam czubek butów.
- Ty też. cześć Zayn - obdarowałam go gorącym uściskiem - wszyscy tu na Ciebie czekali.
- a Ty ? - miał tak idealnie przytłumiony głos, lekka chrypka towarzyszyła mu przy każdym wypowiadanym słowie. wyglądał całkiem inaczej niż wcześniej. z dnia na dzień wydawał się coraz bardziej męski, może to ten zarost, może to te włosy niestarannie ale mimo wszystko idealnie ułożone do góry. miał na sobie tę skórzaną kurtkę, którą uwielbiałam ale rzecz jasna, nie mogłam się do tego przyznać.
- gdzie się podziewałeś ? - odparłam bez większych górujących wówczas we mnie emocji.
- musiałem pozałatwiać sprawy. masz ochotę na spacer ? - * oczywiście, że mam pajacu *
chciałam pospacerować sama ale skoro się już pojawił. kogo ja oszukuję ? przecież w tamtym momencie poszłabym z nim na koniec świata.
- mhm.. - pokiwałam obojętnie głową
- ale wiesz co ? - zbliżył się na niebezpieczną odległość do mojej twarzy, delikatnie opuszkiem palców zgarniając kosmyk moich włosów za ucho - radziłbym Ci zdjąć te buty - zaśmiał się kpiąco. spojrzałam na swoje stopy. która normalna 16-latka zakłada szpilki na ognisko na działce ? tylko ja byłam tak nierozgarnięta, ale dotarło do mnie, że innej opcji nie było, jeśli zakłada się sukienkę. ale która normalna 16-latka zakłada sukienkę na ognisko ? boże, jestem taka głupia. Odczekawszy chwilę, aż niezgrabnie zdejmę szpilki ruszył lekko stromym trawnikiem tuż przy brzegu jeziora. chłopak szedł wpatrując się w dal, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, stąpałam za nim powoli... podeszłam do mulata stając kilka kroków za nim. wpatrywał się w spokojną taflę wody. nie wiedziałam, co mną kierowało, ale miałam ochotę wpić się w jego malinowe wargi z zachłannością. Ściągnął skórzaną kurtkę i cisnął ją na trawę. odwrócił się do mnie przodem, przyciskając mnie do zimnej kory drzewa, oblanego bladym światłem księżyca. pochylił się, wargami musnął moje usta, poczułam smak papierosów. szorstkimi palcami muskał mój prawy policzek, drugą dłoń ułożył na moim biodrze. Kilkudniowym zarostem pieścił delikatną skórę mojej twarzy. gdy ciepłą dłonią podwinął zwiewną sukienkę, przejeżdżając po moim gładkim udzie, oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie. Był całkowicie oszołomiony moją reakcją.
Oparłam mu się. Wiedział, że nie byłam jedną z tych, które rozbierały go wzrokiem i wpakowywały mu się do łóżka chwilę później, ale w końcu był Zaynem Malikiem, któremu żadna nie potrafiła się oprzeć i chyba tak o sobie właśnie myślał, mając dopiero 17 lat. ale czego się spodziewał po tej akcji na imprezie? co ja w ogóle sobie wyobrażałam, odwzajemniając ten pocałunek?
Wyciągnął dłoń łapiąc mnie w pasie, chcąc ponownie przyciągnąć do siebie, ale odtrąciłam go na tyle mocno, że nie mogąc utrzymać równowagi z impetem wleciał do wody.
-
Styles ! - Wściekły krzyk wyrwał się z jego gardła. - pożałujesz
tego - zagroził.
po
jego idealniej fryzurze nie było już śladu. odgarnął ręką
mokre włosy z czoła. słodko, przemknęło mi przez myśl. Wybuchłam
śmiechem, a on ruszył w stronę brzegu.
-
No i na co się gapisz? - syknął.
-
Na nic. - Zakryłam dłonią usta próbując powstrzymać kolejną
dawkę śmiechu.
Mokra
koszulka przylgnęła do mało umięśnionego torsu. Zagryzłam wargi. *Cholera*. Odwróciłam
się, by ukryć rumieniec. Nagle poczułam jak jego ręce oplatają
mnie w pasie. reszta zdarzeń potoczyła się dosłownie w kilka
sekund. Zayn uchwycił mnie mocno swoimi silnymi ramionami. Podniósł
lekko, podchodząc do brzegu wskoczył do wody. Później słychać
już było tylko głośny plusk i mój pisk, a nasza dwójka momentalnie zniknęła
pod wodą.
Wypłynęłam na powierzchnię i nabrałam gwałtownie powietrza. Odgarnęłam do
tyłu mokre włosy. Po chwili za mną wynurzył się chłopak.
-
Kretyn ! - warknęłam na niego, trzęsąc się z zimna, a on
wybuchł śmiechem widząc moją narastającą złość. Szybkim
krokiem ruszyłam na brzeg. Potarłam przedramiona, na których
pojawiła się gęsia skórka spowodowana chłodnym podmuchem wiatru.
-
Tak jest Ci o wiele lepiej. - Usłyszałam jego głos przesycony
kpiną tuż nad swoim uchem. Jego
wzrok powędrował po moim ciele, przyglądając się moim długim,
zgrabnym nogom, piersiom i pośladkom, do których przylgnął mokry
materiał sukienki. Nie miałam idealnego ciała. Zawsze gdzieś było
kilka centymetrów za dużo. Nie mogę powiedzieć, że się
katowałam żeby to drastycznie zrzucić. Lubiłam siebie taką i
wcale nie uważałam się za grubą. Prychnęłam oburzona i
spuściłam wzrok na trawnik, na którym zauważyłam jego skórę.
Złapałam ją szybko, odchodząc od niego i okrywając ramiona .
-
O nie, rudzielcu. - ( zapomniałam dodać, że wówczas miałam włosy
przefarbowane na rudo-brązowo-blond-nie wiadomo jaki. to
przez zakład, ale to inna historia. Całkiem mało ważna i na inną
okazję ). skierowałam swoje spojrzenie na niego. - Myślisz, że mi
nie jest zimno? - z irytacją ściągnęłam kurtkę z ramion i rzuciłam mu ją pod
nogi.
-
Idiota ! - syknęłam pod nosem. usta
zaczęły mi sinieć pod wpływem coraz to mocniejszego wiatru.
złapałam swoje szpilki w dłonie i ruszyłam w kierunku, z którego
przyszliśmy. jednak po chwili poczułam jak zarzuca mi kurtkę na
ramiona i otula mnie nią.
-
żartowałem, rudzielcu. Trochę serca mam. - Spojrzałam na niego
unosząc brwi w niedowierzaniu, odkąd go zobaczyłam widziałam
zimne spojrzenie, słyszałam lekceważący i kpiący głos,
sarkastyczne uwagi.
- nie rób takiej miny. naprawdę... - dostrzegłam
na jego twarzy coś na kształt uśmiechu, ale nie tego ironicznego,
tylko wesołego, z nutką szczerości.
Ruszyliśmy
przed siebie. Przez większą część drogi milczeliśmy, idąc obok
siebie i nie zaszczycając się nawzajem ani jednym spojrzeniem, aż
do czasu gdy włożyłam dłonie do kieszeni kurtki i z jednej z nich
wyjęłam mały notesik... Czyżbyś pisał pamiętnik, mój
czekoladowooki ?
Kolejna
tajemnica. To mnie kiedyś zabije.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz