sobota, 6 lipca 2013

chapter 4.

jesteś silną dziewczyną


dobiegłam, łapiąc siostrę za ramię, odwróciła się i zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- heej, nie płaczemy .. - Rosie wtuliła się we mnie tak mocno jak się tylko dało. jej łzy doprowadzały mnie do ostateczności. każda mała kropelka, niewinnie i całkiem ot tak, spływająca po jej policzku przecinała moje serce na miliony najmniejszych, najdrobniejszych kawałków. byłam bliska płaczu, czułam jak moja broda zaczyna skakać jak galaretka, a oczy przepełnione słoną wydzieliną coraz bardziej rozmazywały obraz przede mną. musiałam być twarda, mimo wszystko. - noo już, cicho - gładziłam ją po włosach a moja bezsilność na widok płaczącej Rosie, mojej ukochanej Rosie, zabijała mnie z każdą sekundą. - chodźmy do domu, jesteś zmęczona.
gdy wędrowałyśmy sobie powoli, starałyśmy unikać się tematu Harry'ego i całej tej chorej sytuacji.
- wsiaadajcie, zawieziemy Was - ujrzałyśmy Sophie wystawiającą głowę z samochodu, Liama, Katie i Nailla.
" dzięki bogu " - pomyślałam i szybko zgarnęłam siostrę do auta. Liam spojrzał w lusterko a ja rzuciłam mu gest ustami : DZIĘKUJĘ ! posłał mi buziaka, co zapewne miało oznaczać ' nie ma za co '. dojechaliśmy pod dom, Rosie wysiadła i bez słowa zniknęła za drzwiami.
- dziękuję Wam bardzo. - powiedziałam, przytulając Liama
- ależ przestań. martwiłem się o nią, o Was.
- eech, gdzie Zayn ?
- został tam z Louisem, zapewne gadają.
- a Harry ?
- nie odbiera.
- ech, no nic. wróci. - odparłam, choć w głębi duszy nie byłam tego pewna na 100%, tak jak chciałabym być. było mi za niego tak bardzo wstyd. nie wiedziałam co chciał udowodnić tym swoim chamskim zachowaniem.
- pewnie, trzymaj się. - ruszyłam w stronę domu po słowach Liama - aaaa, Kim !
- tak? - odwróciłam się i zobaczyłam go podążającego w moją stronę. jego oczy wbite w powierzchnie przed czubkiem jego butów, jego głowa spuszczona lekko w dół i te dłonie, które stres wyginał jak tylko to było fizycznie możliwe.
- eem, bo .. - głośno westchnął, po czym spojrzał mi prosto w oczy - ja nie chcę skrzywdzić Rosie, nie chcę. przez kilka godzin zawróciła mi w głowie. chcę żebyś o tym wiedziała .. bo , no bo .. - wahał się przed wypowiedzeniem każdego słowa. ufałam mu,
- wiem, Liam, wiem. - dotknęłam jego przedramienia, uśmiechając się.
mam nadzieję, że to się ułoży.

Martwiłam się o Rosalie. wiedziałam, że się szybko nie pozbiera. Harry traktował ją jak swoje oczko w głowie, jak swój największy skarb. a teraz, nagle takie słowa . i to po tym jak błagała rodziców aby pozwolili jej ze mną przylecieć, po tym jak zarywała nocki żeby poprawić oceny, po tym jak broniła go przed mamą, jak modliła się co wieczór, żeby spełnił swoje marzenia, jak bardzo poświęciła się, aby wsiąść do samolotu. po tym wszystkim to był duży cios, zbyt duży a ona jest zbyt wrażliwa na takie ciosy ! wszystko się we mnie gotowało na samą myśl, że ten idiota ... ugh ! nawet nie chciałam pamiętać tej chwili. nie chciałam pamiętać nic co się dotychczas wydarzyło. głupi wyjazd, głupia impreza, głupi Harry !

- hej,  mogę ? - powiedziałam lekko uchylając drzwi do królestwa Rosie.
- pewnie, wejdź. - odparła zachrypniętym od płaczu głosem. wykonywała szybkie ruchy ręką w okolicach swoich policzków
- wiem, że płaczesz .. - ułożyłam się wygodnie obok niej i przytuliłam mocno
- Kim, powiedz .. dlaczego to jest niesprawiedliwe ? przecież ja tyle dla niego zrobiłam, przecież modliłam się. on nie był taki.
- Harry Cię kocha, nie powiedział tego celowo. wiesz, że był zdenerwowany.
- no tak, ale , ale .. - łkała Rose - to wcale nie powód, żeby wygadywać takie rzeczy. dlaczego nam nie ufa, Kim ? czy my go kiedyś zawiodłyśmy ? jesteśmy jego rodziną, jego siostrami.. boożeee chyba serce mi pęknie z tego żalu - płakała mocniej z każdym kolejnym wypowiadanym przez nią słowem
- cssiiiii.. wszystko się wyjaśni, wszystko się ułoży. Harry zrozumie swój błąd
- chcę wracać do mamy.
- spoookojnie... uspokój się, Rosie. może nie będzie kolorowo, ale jesteś silną dziewczyną i na pewno sobie poradzisz. kocham Cię - tuliłam siostrzyczkę i głaskałam jej włosy, poczułam że zasnęła. okryłam ją kocem i opuściłam pomieszczenie. siadłam na kanapie, porozmawiałam trochę z babcią ale jak to w niedzielę spieszyła się do Pani Heath na partyjkę warcabów, no może dwie, czasem siedem.

usłyszałam huk trzaskających drzwi, zerwałam się szybko przecierając oczy. kurde nawet nie wiem kiedy zasnęłam. obejrzałam się za siebie, zobaczyłam całego mokrego Harry'ego. jego złość tykała niczym bomba atomowa. miałam ochotę rzucić się na niego i rozszarpać go za łzy siostry. ale swoją drogą, czy to normalne chcąc zabić brata by odegrać się za siostrę ?
jestem głupiaa.
odwróciłam się dokonując dokładnych oględzin ruchów brata.
- pada ? - zapytałam głupio z takim samym uśmiechem a on w odpowiedzi pokiwał głową, mrużąc oczy. kierował się w kierunku kuchni, gdzie zapewne chciał zrobić sobie kakao. wiedziałam, że nie poprosi o to mnie, a on coraz częściej pił mleczny napój przed snem. zaczął szperać po szafkach i trzaskać ich drzwiami.
- kurwa, ja pierdole, kurwa ! - rzucał Harry, no co chrząknęłam obserwując jego ruchy - co?! - krzyknął
- jajco, odzywaj się... raz, jak nie potrafisz się zachować to idź do lasu sobie rzucaj kurwami. dwa, Rosie śpi więc radzę Ci zniżyć ton to trzy, a po czwarte to ja tu jestem i nie mam ochoty słuchać tego jak się odzywasz.
- gówno mnie obchodzi, że tu jesteś - spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
- tak, zauważyłam - umilkłam gapiąc się w telewizor, siadając po turecku, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- powinnaś się leczyć - słyszałam jego kroki po schodach.
- tak, w końcu jestem Twoją bliźniaczką, coś po Tobie odziedziczyć musiałam, niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz