chciałem się tylko do Ciebie przytulić.
powoli podniosłam ciężkie powieki, przeklinając pod nosem jasno świecące promyki słońca, które wdzierały się przez odsłonięte okna padając prosto na moją twarz. jeszcze zaspana rozejrzałam się po pokoju by dokonać dokładnych oględzin pomieszczenia. gwałtownie odwróciłam głowę w drugą stronę łóżka, słysząc cichy pomruk. Malik. popatrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem.
Mulat przewrócił się na drugi bok. spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej, ósma czterdzieści cztery. postanowiłam wziąć kąpiel i naturalnie ogarnąć się by spokojnie móc przebywać z ludźmi. szybkim susem zeskoczyłam z łóżka. podchodząc do okna, popatrzyłam przez nie. nawet nie zauważyłam, że rozchodził się piękny widok jeziora.
jezioro... Zayn mnie wczoraj wrzucił do jeziora, pocałował mnie. dał mi swoją kurtkę, spałam obok niego, był tu, śpiewał mi. nadal jest.
spojrzałam w stronę mulata, uśmiechnęłam się. wydał z siebie słodki dźwięk, znów przekręcając się na bok. zasłoniłam okna, niech sobie śpi.
skończywszy poranną toaletę, rozgrzebałam swoją walizkę by odnaleźć jakieś lekkie buty i wyjść do salonu, bo hałasy dobiegające stamtąd wcale nie ucichły. wręcz przeciwnie, doszły do tego jeszcze jakieś śmiechy.
siadłam na swojej stronie łóżka, po cichu wciągając na siebie tenisówki, nie zauważając że Zayn uchylił powieki.
- wstałaś już ? - wydobył z siebie zdanie zaspanymi zdziwionym głosem.
- nie mogłam spać, myślałam, że słońce wypali mi twarz. poza tym te krzyki - spojrzałam na niego. - śpij jeszcze.
Patrzyłam jak leniwie podnosi się z łóżka, mrucząc coś na wzór "chyba z dziesięć lat tak wcześnie nie wstawałem". miał na sobie jedynie czarne bokserki. wydatną i zadziorną szczękę zdobił lekki, jeszcze niegęsty zarost a zmierzwione, czarne włosy dodawały mu tylko uroku.
- pójdę z Tobą. - powiedział, wciągając na siebie czarne spodnie, następnie bluzę.
- urządziliście sobie koncert ?! o 8 rano ?! - warknęłam nalewając sobie szklankę soku.
- i to beze mnie ?! - powtórzył z taką samą irytacją ale też z uśmiechem na twarzy Zayn, wykonując tą czynność co ja.
- baa, ale zobacz ją mamy widownię - Lou wskazał na kanapę, na której siedziały Sophie i Kate, a przed nimi grupka chłopców w gaciach, ręcznikach bądź kocach. A Louis miał na sobie kuchenny fartuszek. Rosie jeszcze spała co mnie nie zdziwiło, bo była takim samym śpiochem jak ja i Harry.
Brat poinformował mnie i Zayna, że przesłuchania do domów jurorskich są już jutro.
Okazało się, że to może trwać ok 5 dni więc akurat do naszego wyjazdu. Chciałyśmy z Rosie zostać co najmniej do finału, ale to aż 4 tygodnie. Miejmy nadzieję, że mama się zgodzi.
Ten dzień spędzilismy na wspólnych zabawach, na wspólnych wygłupach, na koncertach, na karaoke, na playstation, na monopolu, grze w karty i bitwy na poduszki ponieważ Niall był stanowczo za bardzo przeciwny by rzucać się jedzeniem. Przedstawił nam również perspektywę sprzątania i cała paczka zrezygnowała z pomysłu. Poduszki były bezpieczniejsze.
W pokoju panował harmider, który stworzyli dwaj chłopacy za sprawą gry, którą uwielbiali i która sprawiała, że mogli zapomnieć swoich problemach.
- No dalej! Dalej ! – krzyczał zielonooki, który pod wpływem emocji, aż podskoczył na kanapie.
- Nie masz szans ! – zauważył Liam, który opanowany i pewny siebie coraz szybciej zbliżał się do zwycięstwa.
- Głupia ta gra ...
Sam jesteś głupi ! – zaśmiał się – nie umiesz przegrywać, po prostu. Mistrzem wyścigów zostaje…- urwał, aby dodać napięcia – Liam! Wygrałem! Juuuhuuuu ! – wrzasnął, podskakując na kanapie. – widzisz Harry, to tak się robi…
- dobra, dobra – pokręcił głową, widocznie rozczarowany i sfrustrowany Harry faktem, że to on okazał się być tym drugim. Nie chciał się do tego przyznać, ale był zły na przyjaciela, że kolejny raz wygrał.- Ta gra i tak jest do niczego – wzruszył ramionami, biorąc do rąk miskę z popcornem, która stała na stoliku obok.
- Chłopcy, przećwiczcie sobie układ, piosenki i te inne a my zrobimy coś do jedzenia – rzuciła Sophie. - no dziewczynki, jazda do kuchni !
Przygotowałyśmy makaron z jakimś sosem, co miało się nazywać spaghetti ale w żadnym detalu tego nie przypominało. pocieszające było to, że Niall i tak to zje. swoją drogą, gdzie on to mieścił ? po nim nie widać nawet że je cokolwiek a tymczasem pochłania tyle, co my wszyscy razem wzięci.
- Sophie, co z Harry'm ? - powiedziałam do przyjaciółki, wycierającą naczynia, stając obok niej. ruszyłam szybko brwiami w górę i dół a na jej twarzy wymalował się promienny uśmiech. Daję słowo, że wierzchołki jej ust dotykały w tym momencie uszu.
- jak co ? Masz niesamowitego brata. Gadaliśmy caaaaałą noc, przypominaliśmy sobie dzieciństwo, jak obsiadły Cię mrówki kiedy próbowałaś je zdobyć chcąc wrzucić Harry'emu w kanapki. - zaśmiałyśmy się.
- Ale, hmm.. czy wy coś tego ? No wiesz ..
- nie.. na pewno nie.
- chciałabyś, co?
- aż tak bardzo widać ?
- Mhm – pokiwałam twierdząco głową
- powodzenia. - Sophie uśmiechnęła się po czym krzyknęła na cały głos :
- kolacja darmozjady !
Wybiła 23 i wszyscy zdecydowali się, że idą spać. W końcu jutro trzeba było wstać wcześnie bo przed nami ponad 200 mil i ciężkie dni w X-factorze.
Ułożyłam się wygodnie na boku wkładając pod głowę róg kołdry. Zawsze tak robiłam, szybciej zasypiałam i czułam się bezpieczniej przed potworami wyskakującymi z szafy. A najbardziej bałam się Oompa Loompasów z ' Charlie i fabryka czekolady '. po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz kiedy wyobraziłam sobie, że jeden taki zielonowłosy miałby mi się zaraz ukazać. Próbowałam pociągnąć jeszcze trochę kołdry, owijając się w nią ale coś stanęło mi na drodze.
Ktoś.
- ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie.
- Co ? - odwróciłam głowę w stronę, z której usłyszałam dźwięk.
- też tu jestem księżniczko – powiedział kpiąco Zayn, podkreślając ostatni wypowiedziane słowo, który faktycznie obok mnie leżał, gwałtownie i silnie pociągając za kołdrę.
- faktycznie ! Jakże mogłam o Tobie zapomnieć ?! – zaśmiałam się, po czym złapałam za kołdrę otulając nią Zayna – już okryję Cię dzieciaczku żebyś czasem nie zmarzł – powiedziałam pieszczotliwie. Moja twarz znajdowała się co najmniej 15 cm nad jego twarzą a włosy opadały swobodnie na jego czoło i policzki. Spojrzeliśmy na siebie, wymownie chrząknęłam aby przerwać milczenie i wykorzystać moment by odsunąć się na bardziej przyzwoitą odległość.
- eeeem... no tak, w porównaniu do Ciebie to ja jestem mało widoczny na tym łóżku – zaśmiał się.
- Czubek...
- się nie przezywaj – powiedział komicznym głosem Zayn.
- Idź spać – pacnęłam go rogiem kołdry – jutro ważny dzień. - Przymknęłam oczy.
- Ale będziesz tam ze mną ?
- Będę wariacie, dobranoc – uśmiechnęłam się, poprawiając się na łóżku aby uzyskać wygodną pozycję do spania. Kiedy mi się to udało, dość szybko zasypiałam.
- Kim ...
- mhm ? - odparłam zaspanym głosem nawet nie otwierając oczu.
- Słyszę komara..
- no i co z tego ? Nie zje Cię.
- ale ja słyszę to bzyczenie – mówił podenerwowanym głosem.
- to zatkaj sobie uszy - odwróciłam głowę w stronę bruneta.
- Kim ... - niestety ponownie usłyszałam głos bruneta. westchnęłam cicho i z opanowaniem w głosie mruknęłam.
- Tak ?
- Wydaje mi się że słyszałem mysz...
- Zayn ... nie obgryzą Ci paznokci.. śpij, ok ? - ułożyłam wygodniej głowę kładąc jedną rękę na kołdrę. Zayn westchnął ale po sekundzie ucichł.
- Kim ... - chłopak nie dawał za wygraną.
- co ?! - warknęłam głośno zrywając się do pozycji siedzącej. Chłopak spojrzał na mnie podnosząc głowę.
- Nic, po protu lubię jak się złościsz – posłał mi wyszczerzony uśmiech a ja wywróciłam oczami.
- ale jesteś głupi – rzekłam z wyrzutem bezwładnie rzucając się na poduszkę, automatycznie odwracając się tyłem do Zayna.
- nie gniewaj się – dźgnął mnie w bok
- ostrzegam Cię- Zayn powtórzył czynność a we mnie się gotowało i byłam skłonna zrobić mu krzywdę – Zayn ostrzegam – kolejny raz poczułam jego palec między żebrami. Przekręciłam się szybko w jego stronę – pożałujesz .. - pogroziłam wskazującym palcem w jego stronę a on jak gdyby nigdy nic złapał mnie za rękę i położył ją na swoim policzku
- chciałem się tylko do Ciebie przytulić – zrobił smutną minę, która była tak bardzo udawana że aż prawdziwa i naprawdę byłam w stanie mu uwierzyć.
- nie tym razem, kochany nie tym razem – posłałam mu uśmiech, zabierając rękę z jego policzka, potargałam mu włosy, które już i tak miał nieogarnięte. Odwróciłam się tyłkiem do bruneta, on po krótkiej chwili zrobił to samo
- Kim ...
- Zaaaaaayn ! - powiedziałam zaciskając zęby – co ?
- posuń kuper .. - usłyszałam cichy śmiech mulata.
- dobranoc Zayn – promiennie odpowiedziałam Malikowi. Poczułam, że wierci się na łóżku, przeklęłam w myśli i wywróciłam oczy.
- dobranoc, Kimberly – powiedział prosto w moje ucho zagłębiając się w głębokie miejsce niedaleko obojczyka. - dobranoc. - uśmiechnęłam się. Poczułam miłe ukłucie w sercu, a po moim ciele przeszedł równie miły dreszcz.
* dobranoc kochanie *
~*~
jeśli już to czytasz, będę wdzięczna jak zostawisz po sobie komentarz. to znaczy dla mnie naprawdę dużo.
kiss ! x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz