niedziela, 7 lipca 2013

chapter 5.

masz rację, jak zwykle masz rację.



- ekhem ... - doznałam szoku. naprawdę doznałam niesamowitego szoku. w progu moich drzwi stał wysoki, zielonooki brunet, z mega wielką burzą loków, gdzie tam burzą .. nawałnicą loków.
- zamiast kabla włożyłeś palce do gniazdka ? - odłożyłam na bok książkę, którą właśnie namiętnie kartkowałam. swoją drogą, lubiłam czytać. lubiłam, hmm, to może zbyt duże słowo... w ostateczności, lubiłam. najchętniej zamieniłabym to na dwie pałeczki, hi-het, werbel i crash z floor-tomem. ale, książki też były spoko.
- mogę ? - odparł cicho
- jak musisz.
- Kimberly ... - powiedział, stojąc w drzwiach. ohhoo, wiedziałam, że coś chcę. ot tak nigdy nie mówił 'KIMBERLY'. nie myliłam się. - wyprasujesz mi koszulę ? - moim oczom ukazała się niczego sobie, ciemna, matowa koszula, która spoczywała w wielkiej łapie Harry'ego.
- ładna. babci nie ma ?
- nie ma - szedł w kierunku mojego łóżka.
- idź do Rosie. - rzuciłam bezmyślnie. - ona się zna na prasowaniu, jeśli chciałbyś wypalić na niej artystyczną dziurę, ewentualnie wywołać pożar.. jestem tu. - poklepałam brata po łopatce.
- alee... - zawiesił głos, ponieważ mimo tego, że minęły dopiero albo aż 4 dni, nie raczył się do nas odezwać. pieprzona Zosia Samosia. Strzelał palcami na różne sposoby. robił to celowo ? nie wiem, ale na pewno wiedział, że tego nienawidzę. przewróciłam oczami.
- daj tę koszulę. - podniosłam się powolnie z łóżka. na twarzy brata pojawił się uśmiech. a ja choćbym nie wiem jak się zapierała i powstrzymywała, zawsze się cholera uśmiechnę. - Harry, posłuchaj. musisz przeprosić Rosie. rozumiesz? ona nie wychodzi z pokoju, tylko tyle co do Katie, albo Katie do niej, albo z Katie, Naill'em i Liam'em ... tęskni za Tobą. nie zdajesz sobie sprawy ile ją to kosztowało.
- wiem, Kim.. ale zdenerwowało mnie to, że Zayn chciał Cię wykorzystać... - odrzekł z irytacją w głosie.
- nie wiemy jakie miał zamiary i uwierz nie chcę teraz wyciągać tego syfu. to Twój przyjaciel, był pijany.
- to go nie tłumaczy ..
- nie, ale zaawsze to jakaś okoliczność łagodząca.
- wcale, że nie ? - spojrzał na mnie sarkastycznie.
- nie ? ahaaa, więc jak Ty całowałeś spoconą Becky, która miała chyba ze 3 tony nadwagi, przetłuszczone włosy i ślinotok, to było dobrze ? jak się wtedy tłumaczyłeś ? - na samą myśl o tym moja buzia nie posłuchała sygnałów wysyłanych przez mózg i po prostu zaczęłam się szczerzyć jak niespełna rozumu. mina Harry'ego ? bezcenna. dałabym się pokroić gdybym mogła zobaczyć ją jeszcze raz. - wtedy też byłeś pod wpływem.
- miałem 13 lat.
- a teraz masz 16 i wcale nie jesteś mądrzejszy.
Harry spojrzał na mnie i cicho westchnął. a jego oczy w tym momencie mówiły " masz rację, jak zwykle masz rację. "
- cieszę się, że jesteś moją siostrą. - KOCHAM JEGO UŚMIECH ! 

- wiem - powiedziałam gwiazdorsko. -proszę Cię, napraw to.
- zależy Ci na nim ? - słowa loczka mnie dość zdziwiły, ale też zirytowały. jak mógł mnie pytać o coś takiego. myślał, że mu powiem ?!
- mhm ... - pokiwałam głową. ale jestem tępa, gratulacje Kimberly.
- mhm, a Rosie i Liam ?
- nie wiem Harry, ale ufam Liamowi. wiem, że jej nie skrzywdzi. czuję to, naprawdę...

Harry zniknął za drzwiami mojego pokoju, oczywiście nie zamykając drzwi za czym nie przepadam. mój pokój to moja osobista świątynia. zamknięte drzwi tworzą tajemnicę, tworzą ciekawość i uwielbienie samotności i prywatności przede wszystkim. gdy były choć minimalnie niedomknięte czułam się taka wystawiona na pokaz, taka obserwowana. no cóż, wypadałoby wstać i naprawić błędy brata. w końcu był starszy, o całe 4 minuty i 32 sekundy.
Zastanawiało mnie jedno. Czy aby na pewno Zayn nie miał złych zamiarów ? co prawda, wyglądał na tajemniczego. jego oczy za każdym razem wybiegały gdzieś poza horyzont, zawsze wydawało mi się, że patrzy dalej, widzi więcej niż wszyscy. właśnie to mnie w nim kręciło. dwie czaarne, dziury, otoczone nieziemsko brązowymi tęczówkami, głośno wołającymi ' jestem Zayn, Zayn Malik ' . 
coś w tym było, naprawdę.

- Rosie. dorastasz, stajesz się już kobietą. nie przyzwyczaję się do tego, że moja mała siostrzyczka, z piegami i roztrzepanymi włosami, kitami na boku i dmuchanym młotkiem w rączce staje się kobietą. pamiętasz jak zawsze budziłaś mnie tym młotkiem wołając " Haji, Haji wśtawaj " ? tęsknię za tym. i możesz mówić i myśleć co chcesz ale nie pogodzę się z tym, że cycki Ci rosną. - usłyszałam głośny śmiech siostry, idąc korytarzem. chciałam oddać mu te koszulę, wyprasowaną i złożoną w staranną kostkę.  - przepraszam Rosalie, z całego serca Cię przepraszam. - stojąc pod drzwiami do pokoju siostry, oparłam się o nie. tak, podsłuchiwałam jak dobrze, że się pogodzili. teraz wszystko wróci do normy. uśmiechnęłam się mimowolnie. cieszyłam się jak dzieciak.
nareszcie !

z hukiem runęłam na podłogę. połamałam łopatki, kręgosłup i chyba wszystko co dało się połamać.
- podsłuchiwałaś ? - usłyszałam dwa znajome głosy i dwie znajome sylwetki stojące nade mną.
- nieee ? chciałam mu oddać te koszulę. - podniosłam się do pozycji siedzącej, popatrzyłam na nich wymownie. - już ? zgoda ?
- taak! - Harry objął Rosie i pocałował ją w czoło.
- na zawsze - dodała blondynka
- no ja myślę.

- Rosie, Kim - zawołał Harry wpadając do salonu, rzucając się na kanapę między mnie a siostrę. mimo, że się krzywiłyśmy lubiłyśmy kiedy to robił. - mam niespodziaaaankę - wyszczerzył się i wykonał dość dziwny ruch ciałem, co potem nazywał tańcem szczęścia.
- niespodziankę ? ja lubię niespodzianki - uradowała się Kim odkładając na bok telefon.
- jedziemy nad jezioro. - spojrzałyśmy na niego jak na debila po czym wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. - co? - wyraźnie nie wiedział o co chodzi
- czekałyśmy kiedy to zaproponujesz - powiedziałam.
- jakbyś nie umoczył tyłka w wodzie to byś umarł, nie ?
- no - wyszczerzył szereg białych ząbków. -  babcia już wszystko wie, wrócilibyśmy za jakieś 4-5 dni, w zależności od tego kiedy zadzwonią z X-factora. - popatrzyłyśmy na siebie z blondynką, w sumie mogłybyśmy się przejechać i tak nie miałyśmy nic konkretnego do roboty
- Kayla będzie ? - zapytałam 
- nie, nie będzie. - Rosie machnęła rękami w stylu yes, yes, yes. aby okazać radość z tego powodu, wcale nie ukrywała swojej radości. ale ja wyczuwałam, że coś jest nie tak. może się pokłócili ? może ze sobą zerwali ? może się roztopiła pod lampami na solarium. cokolwiek by się z nią nie stało, cieszyłabym się i nie zamierzałam pocieszać Harry'ego ani nawet o to pytać. trudno, mogę być egoistką ale jeśli chodzi o NIĄ to wcale nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia.
po godzinie stałyśmy już w korytarzu z walizkami w dłoniach, Harry oczywiście złapał się za głowę poprawiając swoje niesforne kosmyki loków, co miało oznaczać, że wzięłyśmy za dużo ubrań. ale to jest aż 5 dni. może i nie lubiłyśmy się stroić ale zawsze się coś przydało.
- poczekajcie, zgarnę Sophie. - gwałtownie włożyłam dłoń w kieszeń spodni by zadzwonić do przyjaciółki i poinformować ją, że zaraz wyjeżdżamy. wcześniej powiedziałam oczywiście, że taki wyjazd będzie miał miejsce a jej reakcja była nieziemska
- już to zrobiłem, mamy po nią podjechać - rzucił obojętnie Harry, wyrywając mi walizkę z rąk. - chodźcie już. nie chcę żeby Sophie .. - zagalopował się wyraźnie ale równie szybko poprawił swoją wypowiedź - yy, nie chcę żeby chłopaki czekali.
uśmiechnęłam się sama do siebie. co Ty knujesz Styles ? boże, daj cierpliwości.




sobota, 6 lipca 2013

chapter 4.

jesteś silną dziewczyną


dobiegłam, łapiąc siostrę za ramię, odwróciła się i zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- heej, nie płaczemy .. - Rosie wtuliła się we mnie tak mocno jak się tylko dało. jej łzy doprowadzały mnie do ostateczności. każda mała kropelka, niewinnie i całkiem ot tak, spływająca po jej policzku przecinała moje serce na miliony najmniejszych, najdrobniejszych kawałków. byłam bliska płaczu, czułam jak moja broda zaczyna skakać jak galaretka, a oczy przepełnione słoną wydzieliną coraz bardziej rozmazywały obraz przede mną. musiałam być twarda, mimo wszystko. - noo już, cicho - gładziłam ją po włosach a moja bezsilność na widok płaczącej Rosie, mojej ukochanej Rosie, zabijała mnie z każdą sekundą. - chodźmy do domu, jesteś zmęczona.
gdy wędrowałyśmy sobie powoli, starałyśmy unikać się tematu Harry'ego i całej tej chorej sytuacji.
- wsiaadajcie, zawieziemy Was - ujrzałyśmy Sophie wystawiającą głowę z samochodu, Liama, Katie i Nailla.
" dzięki bogu " - pomyślałam i szybko zgarnęłam siostrę do auta. Liam spojrzał w lusterko a ja rzuciłam mu gest ustami : DZIĘKUJĘ ! posłał mi buziaka, co zapewne miało oznaczać ' nie ma za co '. dojechaliśmy pod dom, Rosie wysiadła i bez słowa zniknęła za drzwiami.
- dziękuję Wam bardzo. - powiedziałam, przytulając Liama
- ależ przestań. martwiłem się o nią, o Was.
- eech, gdzie Zayn ?
- został tam z Louisem, zapewne gadają.
- a Harry ?
- nie odbiera.
- ech, no nic. wróci. - odparłam, choć w głębi duszy nie byłam tego pewna na 100%, tak jak chciałabym być. było mi za niego tak bardzo wstyd. nie wiedziałam co chciał udowodnić tym swoim chamskim zachowaniem.
- pewnie, trzymaj się. - ruszyłam w stronę domu po słowach Liama - aaaa, Kim !
- tak? - odwróciłam się i zobaczyłam go podążającego w moją stronę. jego oczy wbite w powierzchnie przed czubkiem jego butów, jego głowa spuszczona lekko w dół i te dłonie, które stres wyginał jak tylko to było fizycznie możliwe.
- eem, bo .. - głośno westchnął, po czym spojrzał mi prosto w oczy - ja nie chcę skrzywdzić Rosie, nie chcę. przez kilka godzin zawróciła mi w głowie. chcę żebyś o tym wiedziała .. bo , no bo .. - wahał się przed wypowiedzeniem każdego słowa. ufałam mu,
- wiem, Liam, wiem. - dotknęłam jego przedramienia, uśmiechając się.
mam nadzieję, że to się ułoży.

Martwiłam się o Rosalie. wiedziałam, że się szybko nie pozbiera. Harry traktował ją jak swoje oczko w głowie, jak swój największy skarb. a teraz, nagle takie słowa . i to po tym jak błagała rodziców aby pozwolili jej ze mną przylecieć, po tym jak zarywała nocki żeby poprawić oceny, po tym jak broniła go przed mamą, jak modliła się co wieczór, żeby spełnił swoje marzenia, jak bardzo poświęciła się, aby wsiąść do samolotu. po tym wszystkim to był duży cios, zbyt duży a ona jest zbyt wrażliwa na takie ciosy ! wszystko się we mnie gotowało na samą myśl, że ten idiota ... ugh ! nawet nie chciałam pamiętać tej chwili. nie chciałam pamiętać nic co się dotychczas wydarzyło. głupi wyjazd, głupia impreza, głupi Harry !

- hej,  mogę ? - powiedziałam lekko uchylając drzwi do królestwa Rosie.
- pewnie, wejdź. - odparła zachrypniętym od płaczu głosem. wykonywała szybkie ruchy ręką w okolicach swoich policzków
- wiem, że płaczesz .. - ułożyłam się wygodnie obok niej i przytuliłam mocno
- Kim, powiedz .. dlaczego to jest niesprawiedliwe ? przecież ja tyle dla niego zrobiłam, przecież modliłam się. on nie był taki.
- Harry Cię kocha, nie powiedział tego celowo. wiesz, że był zdenerwowany.
- no tak, ale , ale .. - łkała Rose - to wcale nie powód, żeby wygadywać takie rzeczy. dlaczego nam nie ufa, Kim ? czy my go kiedyś zawiodłyśmy ? jesteśmy jego rodziną, jego siostrami.. boożeee chyba serce mi pęknie z tego żalu - płakała mocniej z każdym kolejnym wypowiadanym przez nią słowem
- cssiiiii.. wszystko się wyjaśni, wszystko się ułoży. Harry zrozumie swój błąd
- chcę wracać do mamy.
- spoookojnie... uspokój się, Rosie. może nie będzie kolorowo, ale jesteś silną dziewczyną i na pewno sobie poradzisz. kocham Cię - tuliłam siostrzyczkę i głaskałam jej włosy, poczułam że zasnęła. okryłam ją kocem i opuściłam pomieszczenie. siadłam na kanapie, porozmawiałam trochę z babcią ale jak to w niedzielę spieszyła się do Pani Heath na partyjkę warcabów, no może dwie, czasem siedem.

usłyszałam huk trzaskających drzwi, zerwałam się szybko przecierając oczy. kurde nawet nie wiem kiedy zasnęłam. obejrzałam się za siebie, zobaczyłam całego mokrego Harry'ego. jego złość tykała niczym bomba atomowa. miałam ochotę rzucić się na niego i rozszarpać go za łzy siostry. ale swoją drogą, czy to normalne chcąc zabić brata by odegrać się za siostrę ?
jestem głupiaa.
odwróciłam się dokonując dokładnych oględzin ruchów brata.
- pada ? - zapytałam głupio z takim samym uśmiechem a on w odpowiedzi pokiwał głową, mrużąc oczy. kierował się w kierunku kuchni, gdzie zapewne chciał zrobić sobie kakao. wiedziałam, że nie poprosi o to mnie, a on coraz częściej pił mleczny napój przed snem. zaczął szperać po szafkach i trzaskać ich drzwiami.
- kurwa, ja pierdole, kurwa ! - rzucał Harry, no co chrząknęłam obserwując jego ruchy - co?! - krzyknął
- jajco, odzywaj się... raz, jak nie potrafisz się zachować to idź do lasu sobie rzucaj kurwami. dwa, Rosie śpi więc radzę Ci zniżyć ton to trzy, a po czwarte to ja tu jestem i nie mam ochoty słuchać tego jak się odzywasz.
- gówno mnie obchodzi, że tu jesteś - spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
- tak, zauważyłam - umilkłam gapiąc się w telewizor, siadając po turecku, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- powinnaś się leczyć - słyszałam jego kroki po schodach.
- tak, w końcu jestem Twoją bliźniaczką, coś po Tobie odziedziczyć musiałam, niestety.

czwartek, 4 lipca 2013

chapter 3.

to część mojego życia



Obudziłam się gdzieś w granicach 9, nie chciało mi się spać. cały czas miałam przed oczami Zayna i ten jego napalony wzrok. zabolało mnie to niesamowicie. może nie tylko ze względu na to, że mi się spodobał.

cholera, naprawdę mi się podobał, ale też dlatego, że chłopaki widzą we mnie tylko obiekt westchnień erotyczno-seksualnych, traktują mnie jak kawał mięsa . idę pobiegać, może mi to pomoże. zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się w jakieś tam sportowe wygodne ciuchy i wyszłam z domu. naturalnie włożyłam słuchawki w uszy. biegłam trasą, którą zawsze z Harry'm chodziliśmy do szkoły. tęsknię za tymi czasami, naprawdę. kiedy trzymaliśmy się za rączki, żadne z nas nie rozstawało się ze swoim misiem, nawet w szkole. zawsze byliśmy blisko, mówiliśmy sobie o wszystkim, śmieliśmy się razem i razem płakaliśmy. dopóki nie pojawiła się ta obrzydliwa Kayla.. ugh ! aż mną rzuca jak o niej pomyślę... przebiegłam chyba ze 30000km. wróciłam do domu, było coś po 10. wzięłam butelkę zimnej wody i postanowiłam zajrzeć do Rosie ale ku mojemu zdziwieniu nie było jej w swoim pokoju, nie ukrywam że się przestraszyłam. pobiegłam szybko do pokoju Harry'ego, żeby go poinformować. miałam wątpliwości co do tego, żee .. ale niee ! przecież ona nie jest taka głupia, żeby ... wbiegłam szybko i co zobaczyłam ? moje cudowne rodzeństwo przytulone do siebie mniej więcej tak. zaczęłam się śmiać, choć to był naprawdę słodki obraz. postanowiłam przywrócić w nich życie.
- noo raz, dwa pijaki ! wstaaaajemy ! - zaczęłam się wydzierać na cały głos, po czym podeszłam do okna zwinąć roletę.
- zamknij mordę - Harry narzucił sobie na głowę poduszkę
- nie ma mowy, mieliście siłę żeby pić to macie siłę żeby wstać. no raz, raz - zaczęłam ściągać z nich kołdrę. Harry podniósł się i zaczął naciskać palcem na moje policzki i twarz. stałam jak słup
- co robisz ? - zapytałam ze zdziwieniem
- szukam guzika żeby Cię wyłączyć
- Ty sobie lepiej mózg włącz ! wstawaj ! - pacnęłam go w kręconą głowę ale ten wrócił do pozycji leżącej. - hmm, to Wy mi tak ? dooobra ! - wskoczyłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać.
- ostrzegam Cię - powiedział Harry
- la la la la la la - olałam go i dalej wykonywałam swoją czynność.
- Kimberly ostrzegam - tym razem krzyknął 
- taa, no. - skakałam dalej. Harry nagle zerwał się z miejsca i łapiąc mnie za nogę przewrócił na łóżko
- aaaaałaaaaa ! - krzyknęłam 
- ostrzegałem, a teraz śpij. - zarzucił na mnie nogę i mocno mnie przytulił 
- puść mnie no ! - krzyczałam ale on tylko udawał, że chrapał - Harry no ! - nadal nic. wiedziałam co mogło pomóc uwolnić mnie z jego ramion . łaskotki. kiedyś, pamiętam była taka akcja, że jak spał związałyśmy go z Rosie i zaczęłyśmy łaskotać aż zsikał się w majtki, a jak był już bliski płaczu pobiegł poskarżyć się mamie. co prawda miałyśmy przesrane przez dobry miesiąc, dzień w dzień bo mścił się jak tylko umiał ale warto było ! :P
zaczęłam go łaskotać a on rzucał się po łóżku jak ryba bez wody.
- oo nie ! przesadziłaś! - zrobił wielkie oczy i złapał mnie za nadgarstki. 
- a cioo ? źnów posiusiamy się w majtećki ? - zaczęłam się śmiać
- booże, nienawidzę Was - odezwała się półżywa Rosie, odwróciła głowę w naszą stronę - która godzina?
- hmm, jakaś 15 ? - odpowiedziałam
- co ?! - zerwał się loczek - przecież ja mam zaraz próbę, kurwa... 
- żartowałam, jest coś po 10.
- masz szczęście.
- jak zawsze. kocham Was, wiecie ? - objęłam rodzeństwo a oni spojrzeli na mnie jak na głupią
- no, fajnie. - powiedziała Rosie bez entuzjazmu
- oo, ale Wy jesteście.. doobra, już nigdy więcej tego nie powtórzę ! a teraz idźcie umyć zęby bo śmierdzi wam z pysków jak nie powiem z czego.
- sama śmierdzisz - powiedział Harry podnosząc się z łóżka. 
zeszliśmy do kuchni, zjedliśmy śniadanie, napiliśmy się babcinego kompotu i czekała nas cała niedziela leniuchowania. 
- Kim, co się wczoraj stało, że płakałaś ?
- nic... - odpowiedziałam siostrze
- Zayn Ci coś zrobił ? - drążyła dalej
- co ?! - odezwał się Harry zapatrzony w swój telefon
- oj niee.. nic, po prostu.. boże nic . - nie chciałam im mówić, wstydziłam się. wiedziałam też, że jak zacznę o tym opowiadać to się po prostu rozpłaczę a tego nie chciałam. wstałam i szłam w stronę kuchni.
- na pewno ? - pytał dociekliwie Harry. przez chwilę zamilkłam.
- tak, na pewno.
w granicach 14 przyszła Sophie, przywitała się z nami gorąco.
- hej Harry - uśmiechnięta powiedziała w stronę chłopaka a ten tylko uniósł rękę w celu machnięcia jej         ' siema '. siadła obok niego.
- co robisz ? 
- esemesuję ? - odpowiedział sarkastycznie
- eeem, jak po wczorajszej imprezie ?
- skoro żyje to chyba dobrze ? 
- no tak. - dziewczynie zrobiło się wyraźnie przykro, a ja z siostrą obserwowałyśmy zachowanie brata i obsypywałyśmy go w myślach wyzwiskami. 
Sophie nie była 'kobiecą' dziewczyną. lubiła sport, lubiła taniec. nie lubiła szpilek, sukienek, makijażu itp. wolała naturalne wydanie siebie, co zresztą pokazała dziś ( ubierając się tak + jej ukochany fullcap ).
zrobiłyśmy sobie kawę i poszłyśmy do mnie na górę.
- doobra to opowiadaj - siadła obok mnie na łóżku, ja spojrzałam na nią i rozpłakałam się jak małe dziecko. zaczęłam opowiadać co się wydarzyło na imprezie, przyjaciółka pocieszała mnie, co pomagało ale tylko na chwilę. usłyszałyśmy pukanie do drzwi
- wejdź - to był Harry - co chcesz?
- Rosie już się szykuje, jedziecie ze mną na próbę ?
- a będzie tam Zayn ? - chłopak zaśmiał się na moje pytanie
- a dlaczego miałoby go nie być ? należy do zespołu.
- to nie jadę. - Harry podejrzanie na mnie spojrzał
- yyyyee, jedziemy, jasne. daj nam minutkę - Sophie uśmiechnęła się do loczka a ten wyszedł po chwili.
- co ?! ja nigdzie nie jadę!
- chcesz żeby Harry się domyślał ? musisz jechać bo jak ze względu Zayna będziesz zawsze zostawać w domu to Harry zacznie węszyć, a jak się dowie to go zabije.. tego chcesz? żeby przed samymi eliminacjami doszło do zbrodni ? no nie wydaję mi się.
- masz rację... chodź, zbieramy się. nie ma czasu.
- dasz radę, jestem z Tobą - przytuliła mnie.
ogarniałam się dość szybko, wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ciuchy i dodatki ( w efekcie wyglądało to tak ). maznęłam oka lekko eyelinerem i tuszem, a usta oczywiście czerwoną szminką.
" Kiiiiiiiiiiiiiiiim " - usłyszałam z dołu głos Harry'ego. zeszłyśmy na dół, czekali tam na nas już Harry i Rosie.
- no nareszcie - powiedzieli razem.
zapakowaliśmy się do auta i za jakieś 35 minut byliśmy na miejscu, w miejscowości większej od Holmes Chapel jest taki dom kultury, tam można poćwiczyć choreografię, pograć na instrumentach, obejrzeć filmy i różne takie fajne rzeczy. weszliśmy na salę, wszyscy tam już byli. nawet Katie w objęciach Naila,  no ale to ich sprawa. chcą być szczęśliwi, daj im boże.
- heeeej, heeej, czeeeść. - witaliśmy się z obecnymi buziakiem w policzek. na przeciwko mnie stanął Zayn
- hej Kimberly - przysunął się do mnie ale odsunęłam się kilka kroków, Harry podejrzanie spojrzał. w końcu przeszli do ćwiczeń, ćwiczyli piosenki solowe jak i z zespołem. próba marnie im szła.
- skupcie się do cholery ! - krzyknął Liam
- co będziecie śpiewać na bootcampie?
- chyba  'Torn' - powiedział Louis
- łooooł, to ciężka piosenka na męski wokal.
- no, nie zaprzeczam.. grasz, śpiewasz ?
- tak troszkę ..
- śpiewa, śpiewa i to ładnie -wyrwała się Sophie
- taa się odezwała co nie śpiewa.. - zaśmiałyśmy się.
- dooobra chłopcy, my tu gadu gadu a trzeba ćwiczyć ! X- Factor się sam nie wygra. - chłopcy pracowali a ja wyszłam do łazienki. zaczęłam rozglądać się po tym całym pomieszczeniu, zauważyłam perkusję. podeszłam do niej i zaczęłam wybijać jakiś rytm, humor od razu mi się poprawił. TO było coś ! TO zawsze pomagało mi kiedy miałam doła. TO to część mojego życia.
- masz talent, dziewczyno - usłyszałam męski głos, odwróciłam się. to był Zayn
- eeem, tak ? to dzięki. - spuściłam wzrok .
- Kim, powiedz mi .. co się dzieje ? - spojrzałam na niego jak na głupka
- nie udawaj idioty..
- ale .. ja nie wiem o co Ci chodzi, myślałem że wpadłem Ci w oko ..
- ale to kurwa nie powód żeby mnie macać i składać mi takie propozycje ! co ja mam na czole napisane ' prześpij się ze mną, jestem łatwa ' ?! - stanęłam na przeciwko chłopaka

- co ?! o czym Ty do cholery gadasz ?! jakie propozycje ?
- wiesz co ? rzygać mi się chce ..
- Kimberly ja nie pamiętam niczego takiego ! przysięgam
- oooch jakie niewiniątko ! dobierałeś się do mnie rozumiesz ? macałeś jak ostatnią szmatę, proponowałeś jakiś tandetny seks .. co Ty sobie wyob .. - nie dokończyłam bo w tym momencie wpadł Harry, złapał Zayna za ubrania i popchnął na ścianę 
- zabije Cię !!! zabije Cię rozumiesz ?! jakim prawem dotykasz łapy do mojej siostry co ?! - był tak wściekły, że bałam się że to może się źle skończyć - odpowiadaj świnio !
- Harry ! Harry przestań ! Harry ! - podbiegłam do brata i zaczęłam go odciągać od Zayna - HARRY !
- jeszcze raz, rozumiesz ? jeszcze raz dowiem się, że dotknąłeś ją, że chociaż na nią spojrzałeś to przysięgam Ci, że pożałujesz jasne ?! - puścił Zayna, nie spuszczając go ze wzroku złapał mnie za nadgarstek - do domu, Kim. już ! - w tym momencie wpadli Sophie i Rosie, która trzymała za rękę Liama  - Ty też, raz powiedziałem ! - wyrwał rękę Rosie i prowadził nas za sobą
- Harry spokojnie ... - Sophie lekko dotknęła jego ramienia
- a Ty to kurwa co ?! taka z Ciebie koleżanka ?! gdzie byłaś jak to się działo, co ? masz jej pilnować, jesteś starsza do kurwy nędzy - wydarł się na Sophie.
- ale Harry ...
- gówno mnie obchodzą wasze ale. do domu! już !
wepchnął nas do samochodu.
- co Ty kurwa robisz ? - krzyknęła Rosie
- a Wy ? Wy co robicie ? 
- co, co takiego robimy ? - wyjęłam fajka.
- latacie za tymi chłopakami jak nie wiem kim by byli ! 
- uważaj co mówisz ! za nikim nie latamy ! przyjechałyśmy tu dla Ciebie ale Ty wolisz chlać albo spotykać się z tą sztuczną suką - krzyczałam 
- wyrażaj się o niej ! 
- bo co nam zrobisz ? puszcza się pewnie z każdym lepszym a Ty idioto lecisz jak niedorozwinięty do niej ! - Rosie wybuchła - nazywasz się naszym bratem ?! nazywasz nas swoimi gwiazdeczkami i ukochanymi siostrzyczkami ?! a tymczasem masz nas w dupie, bo wszystko liczy się bardziej niż my. nawet z Polski przed nami uciekłeś ! poza tym, jeśli będę chciała się spotykać z kimkolwiek to będę to robić i Kim też, bo my Ci nie mówimy co masz robić a czego nie, więc daj nam święty spokój i choć raz zaufaj Harry ! nie układaj nam życia pod swoje dyktando, też chcemy być kurwa szczęśliwe ...
- ale to nie znaczy kurwa że macie brać każdego, który ma kutasa między nogami ! - wydarł się konkretnie. zapadła cisza, grobowa cisza. spojrzałam na niego wrednym i zawiedzionym wzrokiem. Rosie popłakała się, wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami i pobiegła przed siebie - Rosie .. to nie tak ! przepraszam, Rosie ... 
- zadowolony ? - powtórzyłam czynność po siostrze, spojrzałam w stronę całej grupki, którzy stali i przyglądali się całej tej akcji. Sophie ruszyła za mną... - nie, nie teraz... - pobiegłam za siostrą. - Rosie, Rosie zaczeeekaj. 

środa, 3 lipca 2013

chapter 2.

jesteście moimi gwiazdeczkami


wybiła 20:40, czekałyśmy na tego kolegę pod domem wystrojone a jak, nie bez powodu byłyśmy przecież  na zakupach ( Kimberly & Rosie ). dochodziła już 21..

- no, niesamowicie punktualnie kurwa - powiedziałam - muszę zapalić. - wyjęłam fajki i zdążyłam podpalić a przed nami stanął ciemny samochód z ciemnymi szybami. szyba od strony pasażera otworzyła się a naszym oczom pokazał się dość przystojny chłopak w ciemnych okularach, w białym T-shircie i jedną z moich ulubionych rzeczy w męskiej garderobie - czarna, skórzana kurtka.
- " vas hapenin? " - usłyszałyśmy śmieszny głos
- eee ? - odezwałam się
- zapewne Wy musicie być siostry Styles.
- podobno, a Ty to ? - chłopak wysiadał z samochodu a my patrzyłyśmy na każdy ruch. podszedł do mnie.
- jestem Zayn, a Ty ? - złapał moją rękę.
- Kimberly -  pocałował mnie w dłoń,  cały czas patrząc mi w oczy. speszona odwróciłam głowę, żeby nie zauważył wpadki. moje serce dziwnie zaczęło bić a w brzuchu czułam jakby przechodziło w nim stado wściekłych motyli. 

' boże, co się ze mną dzieje? ja pierdole, co ma oczy zajebiste... matko. "

- a Ty to Rosie w takim razie. - podszedł do siostry wykonując tę samą czynność a tamta jak zahipnotyzowana i niespełna rozumu się do niego uśmiechała.
- mhm - odrzekła nieśmiało.
- to co, lejdis ? jedziemy ? - otworzył przed nami drzwi. 
- ta, a można w tym samochodzie palić ?
- pewnie. siadajcie. 
wsiadłyśmy, od razu zapięłyśmy pasy.
- nie bójcie się, nie jeżdżę szybko - uśmiechnął się, a że siedziałam z przodu widziałam jego piękne, śnieżnobiałe ząbki. 
- i dobrze - rzuciłam sucho mimo wszystko.
- ooou, ktoś to jest chyba obrażony.
- chyyyybaaaa Kiiiimberly - powiedziała Rosie a Zayn odwrócił się do niej i posłał jej uśmiech. znów ten sam zajebiście słodki uśmiech.
- po prostu nie lubię jak ktoś się spóźnia, czekałyśmy na Ciebie ponad 20 minut.
- ooojej?! i co ? jesteście dziewczynami, wiedziałem że jak zwykle Wy się lubicie spóźniać.
- nie jesteśmy jak każde, ok ?! - uniosłam głos, złapałam ostatniego bucha i wyrzuciłam peta przez okno. 
- zauważyłem - zmierzył mnie od góry do dołu - zaaaauważyłem.
resztę drogi spędziliśmy w ciszy, tzn głównie ja bo nie chciałam wcinać się w gadkę  między brunetem a Rosie.
- Harry kazał zawiązać Wam oczy jak dojedziemy - powiedział gdy już praktycznie byliśmy na miejscu
- serio ? - skrzywiłam się
- mhm - pokiwał twierdząco Zayn
- boże, ten to nigdy nie zmądrzeje. no ok.

* wszystko gotowe, już jesteśmy pod clubem. taaa, noo. a ok. nara * - po zakończonej konwersacji, Zayn wrzucił telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki, spojrzał na mnie i uśmiechnął się cwaniacko, jak typowy BadBoy, najsłodszy i najbardziej zakazany w całym wszechświecie.

wysiadłyśmy z samochodu.
- czeeeeeeeeeeeść pysie ! - w clubu wybiegł kompletnie pijany Harry.
- no to ładnie - powiedziała Rosie a Harry podbiegł do niej i zaczął ją przytulać i całować - odejdź frajerze, śmierdzisz.
- Ty za to pięknie pachniesz moja perełko ! - przymilał się loczek - kocham Cię siostrrrro. i Ciebie też kocham bliźniaczko - Harry objął nas obydwie bełkocząc coś pod nosem 
- matko kochana, Harry... - powiedziałam trzymając go w pasie.
- właśnie niespodzianka! Zayn zawiąż oczy Kim, Rosie chodź do mnie - próbował założyć jej opaskę na głowę
- o nieee nieee nieee ... ja się tak nie poświęcę - odsunęła się o kilka kroków w tył. - czy może mi ktoś pomóc ? 
- LIAAAAAAAAAAAM ! - krzyknął Zayn zawiązujący mi opaskę na oczach - chodź szybko !
- co jest ? - krzyknął blondyn wyskakujący z clubu uśmiechnięty od ucha do ucha.
- ta oto prześliczna młoda dama potrzebuje pomocy bo jej upośledzono - najebany brat próbował wydłubać jej oczy . - zaśmiał się
- ahaaa, więc to Ty jesteś Kimberly ? - podszedł do Rosie
- nie, to ona jest Kimberly, ja jestem Rosie ta ładniejsza. - uśmiechnęła się
- eeee, świnio! ja wszystko słyszę. - zaśmiałam się
- wszystko rozumiem, ok.  ja jestem Liam, ten najprzystojniejszy - posłał jej uśmiech.
- no właśnie widzę - patrzyli na siebie jakby znali się od zawsze, wiedziałam, że ta dwójka będzie kochała się na zabój. Liam zawiązał oczy małej, Zayn mi. Brunet objął mnie w pasie od tyłu.
- gotowa na szok? - powiedział mi do ucha a ciarki przeszły po całym moim ciele, jak nigdy.
- pewnie. prowadź.
coraz to głośniej grała muzyka, było słychać dźwięk szkła, pisk i śmiech dziewczyn, rozmowy facetów.
- show time !!! - krzyknął Harry, który jakoś człapał za nami. 
w końcu byliśmy w środku, chłopaki zdjęli nam opaski z oczu. rozglądałyśmy się, co było naturalnym odruchem.
- co to za niespodzianka ? - zapytałam Zayna 
- co ?! - krzyknął 
- co to za niespodzianka ?! - powtórzyłam głośniej
- coo?! - przysunął głowę na bliską odległość do mojej, objął mnie w pasie, spojrzeliśmy sobie prosto w oczy, a ja głupia nie mogłam oderwać wzroku od jego brązowych jak najsłodsza czekolada oczu, staliśmy tak przez dłuższą chwilę. kiedy zrobiło mi się trochę niezręcznie zapytałam ponownie, tym razem prosto w ucho Zayna.
- yyym, więc co z tą niespodzianką ?
- aaaaa no tak. odwróć się. - jednym ruchem pomógł mi obrócić się o 180 stopni.
zrobiłam to co kazał chłopak i faktycznie razem z Rose, doznałyśmy szoku ! stały tam nasze najukochańsze, Sophie - moja najlepsza przyjaciółka, Katie - najlepsza przyjaciółka Rosie. gdy już doszło do nas, że to one rozległ się przeogromny, mega głośny pisk ! zaczęłyśmy się przytulać, wszystkie razem. to była najpiękniejsza chwila w moim życiu,w naszym życiu !
- ale co Wy tu robicie ? - powiedziałam tuląc do siebie Sophie.
- jesteśmy, po prostu jesteśmy. cieszysz się ? 
- jasne ! taaak za Tobą tęskniłam, nie widziałam Cię 3 lata ! boooże kocham Cię ! - tuliłam ją tak mocno jak tylko mogłam
- moooja Kimi, moooja mała Kimi ! nic się nie zmieniłaś, nadal jesteś piękna!
- to wszystko dzięki Harry'emu. zadzwonił do Sophie, powiedział, że przylatujecie. nie mogłyśmy ominąć takiej okazji ! - powiedziała Kate trzymając Rose za dłonie, która oczywiście rozpłakała się ze szczęścia. cała grupka powiedziała tylko krótkie ' aaaaaaawww ' a przystojniak Liam podszedł i czule ją przytulił. gdy emocje już trochę opadły razem z siostrą wyściskałyśmy naszego loczka a on ze łzami w oczach powiedział " jesteście moimi gwiazdeczkami, jak tak długo Was nie było naprawdę tęskniłem. brakowało mi Was jak cholera! kocham moje małe siostrzyczki ! to co, pijemy ? " 

pachniało mocnym alkoholem, papierosowym dymem i mieszającymi się perfumami setkami ludzi. 
ruszyłyśmy na loże, gdzie siedziała reszta chłopaków z zespołu uformowanego w X-Factor
- poznajcie się - powiedział Harry - to są moje siostry, Kimberly i Rosalie a to Louis i Naill, dziewczyny się już znają .. bla bla bla . to kto do baru ? - uśmiechnął się Loczek
- pewnie wszyscy - powiedziała Sophie na co zareagowaliśmy śmiechem.
wypiliśmy po kilka drinków, ruszyliśmy na parkiet, wariowaliśmy i wygłupialiśmy się. oczywiście DJ musiał zapuścić 'wolny rytm dla zakochanych'. Louis tańczył z Katie, Nail z Jessie - jego koleżanką, która zjawiła się tam podczas imprezy, Liam z Rosie. gdy usłyszałyśmy piosenkę stwierdziłyśmy z Sophie, że to nie dla nas, zresztą rozumiałyśmy się bez słów. złapałam koleżankę za rękę i podążałam za nią w stronę naszego stolika. nagle poczułam dotyk na swojej dłoni, odwróciłam się
- zatańczysz ? - zobaczyłam przed sobą Zayna.
- yyy, aaalee ja właśnie ... - spojrzałam na Sophie, która pokazała mi tylko ruch głową żebym się zgodziła, ona natomiast poszła do stolika - eech, ok - uśmiechnęłam się. zarzuciłam ręce na barki bruneta, starałam się nie patrzeć mu w oczy choć on nie przestawał tego robić. kątem oka wyczaiłam brata, który z piwem w dłoni " obczajał laski ". złapałam Zayna za rękę, nie wiedział o co chodzi. 
- przepraszam na momencik. - podeszłam do Harry'ego. - mały, może już wystarczy ? to raz - zabrałam mu alkohol. - a dwa to idź poproś Sophie do tańca co? - wskazałam na przyjaciółkę 
- hmm, no w sumie. nic mi się nie stanie. - ruszył w stronę dziewczyny, która widocznie była baardzo zaskoczona ale i przeszczęśliwa propozycją Harry'ego.
- wiedziałam, że jej nie przeszło - powiedziałam gdy wracaliśmy na parkiet
- huh ? 
- nic, nic. - wróciliśmy do poprzedniej pozycji tańca ale brunet nie był zadowolony moją odpowiedzią. westchnęłam - ech, bo widzisz Sophie była zakochana jako dzieciak w Harry'm i najwyraźniej jej nie przeszło.
- aa to tak, zauważyłem.
- no właśnie ale to dłuższa historia.
minęło kilka godzin, dobiegła 4 nad ranem. każdy był  pod wpływem alkoholu oprócz Louisa i Liama, którzy mieli odwieźć nas do domów. tańczyliśmy ostatni taniec i mieliśmy w planach się zwijać . nagle poczułam na swoim pośladku coś w postaci klapsa, gwałtownie się odwróciłam
- eej ! co jest kurwa? Zayn !?
- ale jesteś zajebista, mmmm ! może się przejdziemy tam gdzie nikt nie będzie patrzył ? - złapał mnie w talii i przysunął do siebie. był ostro pijany.
- ZAYN ! zabieraj łapy rozumiesz ? - próbowałam się wydostać
- eej maleńka, przecież na mnie lecisz - uśmiechnął sie jak stary pedofil co wzbudziło we mnie odruchy wymiotne
- zostaw mnie kurwa dociera?!
- laaaleczko, no co jest ? - coraz bardziej się przysuwał
- zostaw ją ! - krzyknęła Sophie - zostaw ! - podbiegła szybko, odepchnęła chłopaka. gdy już się uwolniłam, wymierzyłam brunetowi siarczysty policzek
- nienawidzę Cię ! - rozpłakałam się i pobiegłam w stronę loży, łapiąc w pośpiechu swoją torebkę. - Liam, odwieziesz mnie do domu ? 
- co się stało ? - zapytała zdenerwowana Rosie a wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę.
- nic mała, chcę jechać do domu.
- jasne, już się robi. 
zgarnęliśmy ledwo żywego Harry'ego do samochodu, pożegnaliśmy się z resztą i ja , Sophie, Liam, Rosie i Harry odjechaliśmy spod clubu. Rosie dopytywała co się stało, ale Sophie pokazywała żeby przestała. gdy dojechałam pod dom rzuciłam tylko suche ' cześć ' a Sophie i reszta dobudzali Harry'ego.
chciałam jak najszybciej zasnąć, więc zdjęłam ubrania, założyłam piżamę i położyłam się na do mojego łóżka, w moim pokoju. nawet nie wiem kiedy zasnęłam. i dobrze.





****
dobranoc ! 

chapter 1.

" tego wariata do końca pogięło "

ROK 2010, lipiec.
- hej mała. - powiedział z ogromnym entuzjazmem w głosie
- co chcesz? - rzuciłam w odpowiedzi.
- zapewne oglądasz TV , więc włącz na FOX Life.
- po co? nie mam czasu, uczę się.
- taa, jasne. jak znam życie to leżysz z dupą w salonie, żresz lody a Rosie maluje Ci paznokcie u stóp - powiedział to tak pewnie jakby był obok. zrobiłam zdziwioną minę, no ale w końcu był moim bliźniakiem. - no włącz.
- oo Jezu, jesteś ponad 1000km ode mnie a i tak mnie wkurzasz - zaczęłam gramolić się na łóżku w poszukiwaniu pilota, Rosie spojrzała na mnie złowieszczo bo ruszyłam nogą i zepsułam jej cudowne dzieło sztuki malowane na moim paznokciach, posłałam jej buziaka.
- też Cię kocham.
- rzygi.
- włączyłaś ? - pytał niecierpliwie
- no mam i co z teee... o mój boże - zaczęłam krzyczeć - oo booożeee! - poderwałam się gwałtownie z kanapy.
- matko boska, tego wariata do końca pogięło. - Rosie usiadła obok mnie i mocno złapała za rękę - noo jeśli już, powodzenia braciszku.
- Harry powaliło Cię? co Ty, po co? o boże, mama Cię zabije.
- (śmiech) nie zabije jak się dowie, że przeszedłem dalej, czaisz? naprawdę. jeszcze tylko przesłuchania przed wysłaniem do domów jurorskich, za tydzień będę wiedział kiedy co i jak. a teraz muszę kończyć, musicie przyjechać. kocham Was, hej - rozłączył się zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- ale to jest wariat, pogłośnij trochę. łaaa ! wybrał moją ulubioną piosenkę! patrz, ciocia i wujek z nim poszli. aleeee faaajnie - Rosie miała łzy w oczach, ja zresztą też.
- głupek! mama i tak go zabije, jak się dowie, że poszedł do X-factora.  - usadowiłam się wygodnie na kanapie dalej oglądając program.
Wracając do Harry'ego. zawsze chciał śpiewać zawodowo, ale sądził, że się nie nadaje. ta jego lala wcale go nie wspierała. namawiałyśmy go z Rosie, ale nie chciał słuchać, uważał, że sobie nie poradzi. no miał wówczas 16 lat. przyszedł czas przesłuchań i eliminacji do domów jurorskich. Rosie i ja postanowiłyśmy go wspierać, porozmawiałyśmy z rodzicami, zabookowałyśmy bilety, spakowałyśmy się i w przeciągu kilku dni poleciałyśmy do ojczystego miasta.
hmm, bo to było tak. Moi rodzice dostali zlecenie, są architektami czy czymś tam, wieeeelkie zlecenie zresztą. musieli przylecieć do Polski w delegację. spodobało im się tutaj tak bardzo, że postanowili że się przeprowadzimy. a że my wtedy kończyliśmy podstawówkę, zgodziliśmy się. zawsze czy to ja, czy Harry czy też nasza mała Rosie lubiliśmy podróżować, zaszczepił w nas to dziadek opowiadając różne historyjki. mieliśmy wtedy po hmm 13 lat, Rosie miała 12. chodziliśmy tu do prywatnej szkoły z angielsko-polskim nauczaniem, gdzie nie mieliśmy większego problemu. mieszkamy tu już 3 lata i jak na razie bardzo mi się tu podoba, choć tęsknię za Holmes Chapel, za swoją ulubioną huśtawką, za naszym domkiem na drzewie, za moją Sophie, moją kochaną Sophie...


~~~~ kilka dni później ~~~
- maaaamo! Harry będzie czekał na nas na lotnisku, przestań płakać - powiedziałam tuląc rodzicielkę do siebie.
- tak, wiem. ale jednak to jakiś stres, będziecie za mną tęsknić ? - powiedziała jeszcze głośniej szlochając
- tato powiedz jej coś - Rosie przewróciła oczami a tatuś się tylko wymownie uśmiechnął
- Anne, chodź już. zobacz jakie mamy dorosłe, odpowiedzialne córki. poradzą sobie - powiedział stary Styles obejmując mamę za barki.
- tak myślisz ? 
- jestem tego pewien, no chodźmy już a one niech lecą bo się spóźnią na odprawę. - tata podał mi oraz siostrze walizki po czym przytulił mnie mocno do siebie - uważajcie na siebie, tak ?
- tatuś, wiem. nie musisz się martwić. Wy też na siebie uważajcie. - zrobiliśmy wymianę, ja do mamy, siostra do taty, buziaczki, tulanki, pożegnania, łzy mamy i ostrzeżenia taty, prośby mamy i znów jej łzy, machanki, odprawa i do samolotu. usiadłyśmy na swoich miejscach. 
- Rosie, jesteś pewna, że chcesz przy oknie ? - zapytałam
- tak, tym razem chcę. jak coś to Ci powiem, ok?
- ech, niech Ci będzie. znowu! ok.
- ooo nareszcie !
- boooże, aż mi się zachciało żyć na myśl, że w końcu będę w domu ! - zapięłam pasy i usiadłam wygodnie w fotelu, naturalnie podciągając stopę pod udo. 
- oj tak ja też. i wyobraź sobie, placki babci, kebab od Seida, wszędzie hinduski i nasz przystojny Josh - rozmarzyła się Rose
- yyych ! to Ty pamiętasz Josha ? - zdziwiłam się, bo ostatni raz widziała go jak miała może z 11 lat
- pewnie! nigdy nie zapomnę jak podglądałaś go z okna - zaśmiała się
- weeeź ! mówiłaś, że spałaś ...
- bo "spałam" - pokazała na palcach słynny gest
- ciota - uśmiechnęłam się
- menda, kocham Cię. idę spać. - włożyła słuchawki i odkręciła się do okna
- nara. - zrobiłam to samo, myślałam o tym wszystkim. chciałam żeby mój braciszek przeszedł dalej, naprawdę miał ku temu możliwości. będę go wspierać ile mam sił w sobie, całym serduchem i całą duszą - obiecuję ! przysięgłam sobie, że tak będzie i słowa dotrzymam. tak minęły ponad 2 godziny lotu
- Kim, obudź się. już jesteśmy w Stansted - budziła mnie Rosie
- co ? już ? oo jezu, spałam. trzeba było mi nie pozwolić ! - zbierałam się i ogarniałam żeby wyglądać chociaż w połowie jak człowiek. - masz gumę ? 
- helooł ? ja zawsze mam - siostra rzuciła mi na dłoń 2 miętowe drażetki, po czym odpinała pasy. również zaczęłam je odpinać i zabierać podręczne bagaże z schowka nad głowami. po kilku minutach kierowałyśmy się już do wyjścia. 
- Rosie! wzięłaś angielski numer ?
- kurwa, obudź się dziewczyno - zaśmiała się i pomachała mi przed oczyma telefonem
- jak dobrze, że Cię mam 
- tak, wiem. - powiedziała dumnie i ominęła mnie w dość gwiazdorskim stylu.
czekałyśmy na 1 odprawę, kolejka była niesamowicie ogromna. gdy już przeszłyśmy przez bramkę w końcu mogłyśmy odebrać nasze bagaże. gdy już to zrobiłyśmy, szłyśmy do wyjścia. zaczęłyśmy się rozglądać
- gdzie ten głupek ? miał na nas czekać ... - zmartwiłam się zerkając na zegarek
- dziwi Cię to ? bo mnie ani trochę i lepiej zamówmy sobie taksówkę jak nie chcemy spać na lotnisku - Rosie postawiła walizkę i siadła na niej znudzona
- Witam Panie, potrzebują Panie czegoś ? może mógłbym w czymś pomóc? - usłyszałyśmy szarmancki głos tuż za naszymi plecami 
- spadaj natrrrr ... - powiedziała Rosie, ale po sekundzie umilkła bo wiedziałyśmy już dokładnie czyj to głos, odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy naszego ukochanego PUPILKA 
- HAAAAAAAAAAAAARRRRYYYYYY - rzuciłyśmy się na brata, objął nas i mocno przytulił 
- cześć kochane - sprzedał nam po ciepłym buziaku - boooże ale za Wami tęskniłem, Rosie ale urosłaś - złapał za rękę młodą i zaczął obracać 
- wcale nie, no może trochę - uśmiechała się od ucha do ucha 
- Kim, a Ty ... a Ty jesteś nadal gruba - przytulił mnie
- a Ty wyglądasz jak małpiszon. co, w Holmes Chapel poumierali wszyscy fryzjerzy ?
- to mój nowy zajebisty image gwiazdy, jeszcze będziesz mi go zazdrościć.
- taa, szczególnie tego skupiska wesz. też tęskniłam - przytuliłam go ciepło
- to co ? do domu ?
- ooo taaak - krzyknęłyśmy razem
- babcia nie może się doczekać - ruszył przodem
- te panie gwiazda, może byś ogarnął te walizki ?
- no tak, bo przecież moim księżniczkom to ja zawsze pomogę - uśmiechnął się słodko, złapał za rączki walizek i ciągnął za sobą
- kim jesteś i co zrobiłeś naszemu bratu ? - rzuciła zdziwiona Rosie, a w odpowiedzi usłyszałyśmy głośny śmiech - Kimberly, on jest chory ? 
- skąd mam wiedzieć ?
- to Ty jesteś jego bliźniaczką
- oo jezu, chodź ...
W domku babcia równie ciepło nas przywitała, a można powiedzieć że tak samo jak pożegnała mama, tyle że jej łzy były bardziej entuzjastyczne. oczywiście nakarmiła, pomogłyśmy jej posprzątać i rozpakowałyśmy prezenty od rodziców. po tym całym zamieszaniu cała nasza czwórka usiadła na kanapę w salonie, zaczęło się opowiadanie co, jak, po co, z kim, gdzie i dlaczego. nie zorientowałyśmy się, że wybiła już 17
- no to ja się zwijam - powiedział Harry podnosząc się z kanapy
- a Ty gdzie ? - zapytałam 
- jak to gdzie ? spotkać się z Kaylą.
- oooo jeeeezu to Ty nadal z nią jesteś ?
- a dlaczego nie ? kocham ją.
- zaraz zwymiotuje... przecież to jest kurwa chodzący plastik...
- ROSIE ! - oburzyła się babcia
- przepraszam babciu, ale to jest nienormalne. nie widzieliśmy się ponad pół roku a ten - zaczęła wymachiwać rękoma pokazując na brata - baran idzie spotkać się z żywą lalką barbie, jakby nie było go stać na lepszą. - obrażona założyła ręce.
- ech, niech robi co chce. ja się nie wtrącam... - babcia kierowała się w stronę kuchni
- przestań dramatyzować, wieczorem zabiorę Was na imprezę. poznacie moich kumpli z zespołu, ok ? pultynku ? puuuultyyyynku ? - powiedział siadając i dając Rosie pstryczka w nos, ta mimowolnie się uśmiechnęła - wiedziałam, że dasz się namówić. kocham Was - rzucił, kierując się do wyjścia.
- my Cię też. to co siostro, zakupy ? 
- jak Ty mnie znasz, pewnie. tylko wiesz co ? zadzwońmy najpierw do mamy.
ok, to tak. przebrałyśmy się w coś świeższego ( Kimberly & Rosie ) i wybrałyśmy się na wymarzone zakupy. będąc na miejscu cieszyłyśmy się jak dziecko, byłyśmy w domu, nareszcie w DOMU.
- Kim, co powiesz na latte machiato z bitą śmietanką ? - siostra złapała mnie za rękę
- a Ty to nie jesteś czasem na diecie ?
- ooooj tam, dzisiaj trzeba świętować.
- masz rację. to podwójna bita ?
- bez przesady, nie będę mogła zrobić kupci - zrobiła smutną i przerażoną minę, w rezultacie zaczęłyśmy się śmiać.
Tak minęła godz 20, wracając do domu zadzwonił Harry
- co tam? - odebrałam
- włącz na głośnik.
- no co tam ? - zrobiłam tak jak kazał brat
- to jak, jedziecie ze mną na tą imprezę ? - spojrzałyśmy na siebie
- taaaaak! - powiedziałyśmy razem
- doobra, to tak. 20:40 zabierze Was mój kolega, Zayn.
- a czemu nie Ty ? 
- bo ja wypiłem już piwo - przerwóciłam oczami
-ech no dobra.. 
- ok, to do zobaczenia pyszczki 
- aa Harry ...
- no ?
- będzie tam Kayla ?
- ( śmiech ) nie będzie jej, ale za to mam dla Was niespodziankę.
- jaką ? 
- się nie interesuj, 20:40 i ani minuty dłużej. nara - rozłączył się
- Rosiee ...!
- no ?
- mamy 35 minut 
- co ? ja pierdole
- kto ostatni ten zmywa - zaczęłam biec.
- meeeeendaaa - krzyczała siostra ale nie dawała za wygraną.




****
heeej ! mam nadzieję, że się spodoba. nie bawiłam się w żadne prologi i inne bajki. miłego czytania.
- kaRolka. ; )




wtorek, 2 lipca 2013

przedstawienie postaci

Kimberly Madeliene Styles - ur. 1 lutego 1994r.  w Holmes Chapel, Wielka Brytania. ma młodszą siostrę, Rosie, którą kocha najbardziej na świecie i brata bliźniaka, Harry'ego. Towarzyska, sympatyczna. uwielbia śpiewać, grać na perkusji, leniuchować i spać. nie rozstaje się z telefonem i naszyjnikiem od babci.
" Ty się serce ogarnij, a ty rozum pilnuj serca "



Rosalie Veronika Styles - ur. 27 lipca 1995r. w Holmes Chapel, Wielka Brytania. ma dwoje rodzeństwa, bliźniaków - Kim i Harry'ego, za którymi poszłaby w ogień. zawsze uśmiechnięta i roześmiana, ma wielkie poczucie humoru a jej hobby to śpiew, gra na fortepianie, modeling i opieka nad małymi pieskami i kotkami. ma tatuaż, słonika z rogami, na lewym biodrze
" witam Cię w świecie gdzie wieje hardcorem"



Harry Styles - ur. 1 lutego 1994r. w Holmes Chapel, Wielka Brytania. nie umie żyć bez telefonu internetu i swoich sióstr. ma 180 cm wzrostu i zielone oczy. świetnie gotuję, uwielbia spędzać czas w kuchni. ma kilka tatuaży.
jest kobieciarzem o wielkim poczuciu humoru, lubi chodzić po domu i spać nago. kocha grę na gitarze, chciałby nauczyć się grać na fortepianie. kocha siatkówkę, szczególnie dziewcząt.
" zbyt wiele tracimy myśląc o tym co powiedzą inni "



Sophie Stoner - ur. 13 listopada 1993r w Londynie, Wielka Brytania. od 11 lat najlepsza przyjaciółka Kimberly. pozytywnie zwariowana, inteligenta i wysportowana. kocha taniec. jej zainteresowania to siatkówka, piłka ręczna i nożna ale pragnie spełniać marzenia dotyczące tańca. potajemnie zakochana w Harrym. uzależniona od latte machiato.
" co Cię nie zabije to Cie wkurwi "


Katherine Waller - ur. 22 marca 1994r. w Londynie, Wielka Brytania. najlepsza przyjaciółka Rosie i Eleanor
. jest jedynaczką, ale kocha swoich przyjaciół jak rodzeństwo. odpowiedzialna i rozsądna, niepoprawna romantyczka. marzy o wielkiej miłości. jej hobby czytanie książek, pisanie wierszy i komedie romantyczne. dziewczyny zazdroszczą jej włosów.
" walcz do końca o wszystko "



Nailler 'Naill' James Horan - ur. 13 września 1993r. w Mullingar, Irlandia. ma 171 wzrostu i mocno niebieskie oczy. uwielbia jeść, świetne gra na gitarze, kocha śpiewać i pisać piosenki, wziął udział w angielskim X-Factor, gdzie zachwycił jurora Louisa Walsha. farbuje włosy na blond, choć naturalnie jest brunetem. uwielbia się przytulać, bawić się włosami swojej dziewczyny. zawsze jest pogodny, uśmiechnięty i radosny. jest fanem Justina Biebera.
" wykorzystaj to, co masz. zrób to, co możesz "



Zayn Javaad Malik - ur. 12 stycznia 1993r. w West Lane Baildon, Bradford, Wielka Brytania. ma 175 cm wzrostu i czekoladowe oczy. jego ulubiony kolor to niebieski. pozytywnie zakręcony, uwielbia się wygłupiać i rozśmieszać innych. lubi dobrze wyglądać, dlatego uwielbia spędzać czas na siłowni choć jest wielkim leniuchem i najchętniej nie wstawałby z łóżka. ma małe znamię koło wargi, nałogowo pali papierosy.
" nieważne ile razy ludzie będą Cię krytykować, najlepszą zemstą jest pokazanie im, że się mylili "



Louis William Tomlinson - ur. 24 grudnia 1991 w Doncaster, Wielka Brytania. ma 175 wzrostu i niebiesko-zielone oczy, jego ulubionym kolorem jest czerwony. wziął udział w VII edycji angielskiego X-Factora. jest najbardziej zabawny i mimo wieku bardzo dziecinny, ma wielkie poczucie humoru. umie grać na pianinie i uczy się na gitarze. uwielbia film "Grease". uwielbia marchewki
" śmiej się, niech inni mają zagadkę dlaczego "



Liam James Payne - ur. 29 sierpnia1993r. ur. w Wolverhampton, Anglia. pozytywny świr z wiecznym poczuciem humoru. uwielbia śpiewać, brał udział w V edycji X-Factor, ale odpadł ponieważ Simon stwierdził, że jest za młody na karierę. potrafi grać na gitarze, ale lepiej wychodzi mu na pianinie. uwielbia sport, szczególnie koszykówkę. lubi małe zwierzątka, zwłaszcza kotki i pieski.
" you were born to be real, not to be perfect "

Postacie drugoplanowe : 


Kayla Jenkins (...)
Eleanor Calder (...)
Hugo "Ache"  Olivera (...)