masz rację, jak zwykle masz rację.
- ekhem ... - doznałam szoku. naprawdę doznałam niesamowitego szoku. w progu moich drzwi stał wysoki, zielonooki brunet, z mega wielką burzą loków, gdzie tam burzą .. nawałnicą loków.
- zamiast kabla włożyłeś palce do gniazdka ? - odłożyłam na bok książkę, którą właśnie namiętnie kartkowałam. swoją drogą, lubiłam czytać. lubiłam, hmm, to może zbyt duże słowo... w ostateczności, lubiłam. najchętniej zamieniłabym to na dwie pałeczki, hi-het, werbel i crash z floor-tomem. ale, książki też były spoko.
- mogę ? - odparł cicho
- jak musisz.
- Kimberly ... - powiedział, stojąc w drzwiach. ohhoo, wiedziałam, że coś chcę. ot tak nigdy nie mówił 'KIMBERLY'. nie myliłam się. - wyprasujesz mi koszulę ? - moim oczom ukazała się niczego sobie, ciemna, matowa koszula, która spoczywała w wielkiej łapie Harry'ego.
- ładna. babci nie ma ?
- nie ma - szedł w kierunku mojego łóżka.
- idź do Rosie. - rzuciłam bezmyślnie. - ona się zna na prasowaniu, jeśli chciałbyś wypalić na niej artystyczną dziurę, ewentualnie wywołać pożar.. jestem tu. - poklepałam brata po łopatce.
- alee... - zawiesił głos, ponieważ mimo tego, że minęły dopiero albo aż 4 dni, nie raczył się do nas odezwać. pieprzona Zosia Samosia. Strzelał palcami na różne sposoby. robił to celowo ? nie wiem, ale na pewno wiedział, że tego nienawidzę. przewróciłam oczami.
- daj tę koszulę. - podniosłam się powolnie z łóżka. na twarzy brata pojawił się uśmiech. a ja choćbym nie wiem jak się zapierała i powstrzymywała, zawsze się cholera uśmiechnę. - Harry, posłuchaj. musisz przeprosić Rosie. rozumiesz? ona nie wychodzi z pokoju, tylko tyle co do Katie, albo Katie do niej, albo z Katie, Naill'em i Liam'em ... tęskni za Tobą. nie zdajesz sobie sprawy ile ją to kosztowało.
- wiem, Kim.. ale zdenerwowało mnie to, że Zayn chciał Cię wykorzystać... - odrzekł z irytacją w głosie.
- nie wiemy jakie miał zamiary i uwierz nie chcę teraz wyciągać tego syfu. to Twój przyjaciel, był pijany.
- to go nie tłumaczy ..
- nie, ale zaawsze to jakaś okoliczność łagodząca.
- wcale, że nie ? - spojrzał na mnie sarkastycznie.
- nie ? ahaaa, więc jak Ty całowałeś spoconą Becky, która miała chyba ze 3 tony nadwagi, przetłuszczone włosy i ślinotok, to było dobrze ? jak się wtedy tłumaczyłeś ? - na samą myśl o tym moja buzia nie posłuchała sygnałów wysyłanych przez mózg i po prostu zaczęłam się szczerzyć jak niespełna rozumu. mina Harry'ego ? bezcenna. dałabym się pokroić gdybym mogła zobaczyć ją jeszcze raz. - wtedy też byłeś pod wpływem.
- miałem 13 lat.
- a teraz masz 16 i wcale nie jesteś mądrzejszy.
Harry spojrzał na mnie i cicho westchnął. a jego oczy w tym momencie mówiły " masz rację, jak zwykle masz rację. "
- cieszę się, że jesteś moją siostrą. - KOCHAM JEGO UŚMIECH ! - wiem - powiedziałam gwiazdorsko. -proszę Cię, napraw to.
- zależy Ci na nim ? - słowa loczka mnie dość zdziwiły, ale też zirytowały. jak mógł mnie pytać o coś takiego. myślał, że mu powiem ?!
- mhm ... - pokiwałam głową. ale jestem tępa, gratulacje Kimberly.
- mhm, a Rosie i Liam ?
- nie wiem Harry, ale ufam Liamowi. wiem, że jej nie skrzywdzi. czuję to, naprawdę...
Harry zniknął za drzwiami mojego pokoju, oczywiście nie zamykając drzwi za czym nie przepadam. mój pokój to moja osobista świątynia. zamknięte drzwi tworzą tajemnicę, tworzą ciekawość i uwielbienie samotności i prywatności przede wszystkim. gdy były choć minimalnie niedomknięte czułam się taka wystawiona na pokaz, taka obserwowana. no cóż, wypadałoby wstać i naprawić błędy brata. w końcu był starszy, o całe 4 minuty i 32 sekundy.
Zastanawiało mnie jedno. Czy aby na pewno Zayn nie miał złych zamiarów ? co prawda, wyglądał na tajemniczego. jego oczy za każdym razem wybiegały gdzieś poza horyzont, zawsze wydawało mi się, że patrzy dalej, widzi więcej niż wszyscy. właśnie to mnie w nim kręciło. dwie czaarne, dziury, otoczone nieziemsko brązowymi tęczówkami, głośno wołającymi ' jestem Zayn, Zayn Malik ' .
coś w tym było, naprawdę.
- Rosie. dorastasz, stajesz się już kobietą. nie przyzwyczaję się do tego, że moja mała siostrzyczka, z piegami i roztrzepanymi włosami, kitami na boku i dmuchanym młotkiem w rączce staje się kobietą. pamiętasz jak zawsze budziłaś mnie tym młotkiem wołając " Haji, Haji wśtawaj " ? tęsknię za tym. i możesz mówić i myśleć co chcesz ale nie pogodzę się z tym, że cycki Ci rosną. - usłyszałam głośny śmiech siostry, idąc korytarzem. chciałam oddać mu te koszulę, wyprasowaną i złożoną w staranną kostkę. - przepraszam Rosalie, z całego serca Cię przepraszam. - stojąc pod drzwiami do pokoju siostry, oparłam się o nie. tak, podsłuchiwałam jak dobrze, że się pogodzili. teraz wszystko wróci do normy. uśmiechnęłam się mimowolnie. cieszyłam się jak dzieciak.
nareszcie !
z hukiem runęłam na podłogę. połamałam łopatki, kręgosłup i chyba wszystko co dało się połamać.
- podsłuchiwałaś ? - usłyszałam dwa znajome głosy i dwie znajome sylwetki stojące nade mną.
- nieee ? chciałam mu oddać te koszulę. - podniosłam się do pozycji siedzącej, popatrzyłam na nich wymownie. - już ? zgoda ?
- taak! - Harry objął Rosie i pocałował ją w czoło.
- na zawsze - dodała blondynka
- no ja myślę.
- Rosie, Kim - zawołał Harry wpadając do salonu, rzucając się na kanapę między mnie a siostrę. mimo, że się krzywiłyśmy lubiłyśmy kiedy to robił. - mam niespodziaaaankę - wyszczerzył się i wykonał dość dziwny ruch ciałem, co potem nazywał tańcem szczęścia.
- niespodziankę ? ja lubię niespodzianki - uradowała się Kim odkładając na bok telefon.
- jedziemy nad jezioro. - spojrzałyśmy na niego jak na debila po czym wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. - co? - wyraźnie nie wiedział o co chodzi
- czekałyśmy kiedy to zaproponujesz - powiedziałam.
- jakbyś nie umoczył tyłka w wodzie to byś umarł, nie ?
- no - wyszczerzył szereg białych ząbków. - babcia już wszystko wie, wrócilibyśmy za jakieś 4-5 dni, w zależności od tego kiedy zadzwonią z X-factora. - popatrzyłyśmy na siebie z blondynką, w sumie mogłybyśmy się przejechać i tak nie miałyśmy nic konkretnego do roboty
- Kayla będzie ? - zapytałam
- nie, nie będzie. - Rosie machnęła rękami w stylu yes, yes, yes. aby okazać radość z tego powodu, wcale nie ukrywała swojej radości. ale ja wyczuwałam, że coś jest nie tak. może się pokłócili ? może ze sobą zerwali ? może się roztopiła pod lampami na solarium. cokolwiek by się z nią nie stało, cieszyłabym się i nie zamierzałam pocieszać Harry'ego ani nawet o to pytać. trudno, mogę być egoistką ale jeśli chodzi o NIĄ to wcale nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia.
po godzinie stałyśmy już w korytarzu z walizkami w dłoniach, Harry oczywiście złapał się za głowę poprawiając swoje niesforne kosmyki loków, co miało oznaczać, że wzięłyśmy za dużo ubrań. ale to jest aż 5 dni. może i nie lubiłyśmy się stroić ale zawsze się coś przydało.
- poczekajcie, zgarnę Sophie. - gwałtownie włożyłam dłoń w kieszeń spodni by zadzwonić do przyjaciółki i poinformować ją, że zaraz wyjeżdżamy. wcześniej powiedziałam oczywiście, że taki wyjazd będzie miał miejsce a jej reakcja była nieziemska
- już to zrobiłem, mamy po nią podjechać - rzucił obojętnie Harry, wyrywając mi walizkę z rąk. - chodźcie już. nie chcę żeby Sophie .. - zagalopował się wyraźnie ale równie szybko poprawił swoją wypowiedź - yy, nie chcę żeby chłopaki czekali.
uśmiechnęłam się sama do siebie. co Ty knujesz Styles ? boże, daj cierpliwości.








