Kreatywny, ładny, tylko mój.
- kiedy przyjechałaś ? - powiedział wlepiając we mnie brązowe tęczówki. Jego ciało było nieruchome, nawet nie mrugnął oczami które przepełnione były wyrzutami w moją stronę.
- Nikotyna to okropny nałóg – wyszeptałam, niesiona nagłym przypływem śmiałości.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak zaciągnął się ostatni raz, po czym rzucił niedopałek na trawę i przydeptał butem. Posłał mi ten sam uśmiech, jak wtedy kiedy przyjechał po mnie na imprezę , popatrzył w niebo. Ja również w nie popatrzyłam. Gwiazdy powoli zaczęły zapalać się na niebieskiej płachcie a ja podniosłam się i lekko wyprostowałam by rozciągnąć kości, zamykając oczy. A gdy je otworzyłam, stał na przeciw mnie tak blisko, że przysięgam że mogłabym policzyć wszystkie odcienie brązu jego oczu.
- zamierzałaś mi powiedzieć ? - lekko zmrużył powieki.
- Witaj, Zayn. Miło znów Cię widzieć.
~*~
Jego alabastrowe włosy były całe poczochrane, a na wietrze powiewało pojedyncze blond pasemko. Oczy miał w kolorze ciemnej kawy, ciemniejsze niż widziałam je ostatni raz tak blisko, nadal zapatrzone gdzieś daleko, poza linię najdalszego horyzontu. A jasne usta wygięte w podły uśmieszek dodawały mu uroku. Zauważyłam, że szczękę chłopaka zdobi męski, już bardziej gęsty zarost co dodawało mu cholernej brutalności. Był ode mnie wyższy, gdyby chciał bez problemu cmoknąłby mnie teraz w czoło. Gdyby chciał.
Polubiłam
takiego Malika. Wcześniej widziałam dzieciaka, który próbuje
zgrywać łobuza. Teraz jest mężczyzną.
Piękny.
Nie był ładny, uroczy, słodki. Był piękny.
- czyli
mówisz, że w porządku ? - uśmiechnęłam się w Jego stronę
krzyżując ręce na klatce piersiowej. - mieszkam tu – wskazałam
chłopakowi białe, typowo angielskie drzwi z dużą klamką.
Przetarłam swoje ramiona gdy moją skórę owiał chłodny wiaterek
– trzymaj się, Malik.
Patrzyliśmy
sobie prosto w oczy. Od razu byłam skazana na przegraną bo wzrok
chłopaka, mężczyzny przenikał
moje wszystkie myśli, a w tych kawowych tęczówkach zatracałam się
z każdą sekundą. Odwinęłam się na pięcie i chciałam
szybko odmaszerować do domu. Podskoczyłam, czując na swojej dłoni
dłoń. Moje serce wystrzeliło głośno, podchodząc do gardła, a
krew zalała wszystkie moje wnętrzności. Byłam pewna, Malik. Jego
dotyk się nie zmienił. Był może bardziej szorstki ale mimo
wszystko nadal delikatny. Gdy przyciągnął mnie do siebie a palcami
przejechał po mojej szyi, odgarniając z niej włosy, zacisnęłam
mocno powieki.
Czując tę
pieszczotę, na delikatnej, cienkiej skórze, miałam wrażenie,
jakby dotykał moją duszę, nie ciało. Drżałam z chłodu i ze
strachu bo zamarzałam pod naciskiem jego dłoni, słabłam
przeraźliwie szybko. Straciłam grunt pod nogami, gdy Zayn położył
rękę na moim biodrze i przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej.
Zahipnotyzował mnie.
- tęskniłem za Tobą, rudzielcu. - wyszeptał prosto w moją twarz, wlepiając we mnie te swoje dwa bursztyny, zaciskając dłoń na mojej talii.
- Cześć mamusiu.
- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej, jutro idę do pracy. Nie mogę się doczekać.
- Cieszę się. Widziałaś się z Zay ...- mamo ... ?!
- przepraszam, wygadałam się jak przyjechał z Liamem po Rosie.
Byłam zła? Nie. Byłam wściekła. Własna matka rzuca mi kłody pod nogi. Ludzie na ogół w takich sytuacjach mówią, że to przypadek, przepraszają i obwiniają się ALE mimowolnie zrobili to dla naszego dobra. BZDU-RY. zrobili to specjalnie wiedząc, że sama tego nie zrobisz i chcąc udowodnić Ci jaka jesteś głupia i że źle postępujesz.
- Oj, Anne Twist. Nagrabiłaś sobie. W ramach przeprosin życzę sobie zapiekankę z pieczarkami i ciasto z rabarbarem. Zgoda? Świetnie.
- Jutro?
- Jak najbardziej mamuniu.
- Jesteś jędzą. Miałam iść do fryzjera. - ciężko westchnęła ale zgoda na moje warunki była wyczuwalna w jej głosie.
- tęskniłem za Tobą, rudzielcu. - wyszeptał prosto w moją twarz, wlepiając we mnie te swoje dwa bursztyny, zaciskając dłoń na mojej talii.
Mój żołądek zdążył zrobić setki fikołków, myśli wspominały czarnowłosego z tamtych lat około trzysta razy, kiedy brunet pochylił się nade mną owijając moje ręce na jego talii.
- schudłeś, Malik. - uśmiechnęłam się i odsunęłam się od chłopaka.
Nie dam się drugi raz wciągnąć ! Nie tym razem.
" ani mi się waż myśleć o nim w ten sposób ! On jest z Perrie . PERRIE. P-E-R-R-I-E. Perrie Edwards, ładną blondynką o wielkich prześlicznych, niebieskich oczach. Z kawałkiem niesamowitego głosu. Zostaw go, egoistko. " W głowie słyszałam cieniutki, piskliwy głosik. Serce, jak zawsze na złość mówiło co innego. Że mam walczyć, nie odpuszczać, że zależy, że tęsknię, że kocham. Rzuciłam się na fotel, niczym we wzburzone fale morza.Taki miękko obity, wygodny i przytulny mebel nie jest w stanie zrobić mi krzywdy. A wielka szkoda, doprawdy. Bez szans na to, że się w nim utopię. W morzu mogłabym się utopić raz ciach. W fotelu trochę trudno... ale zawsze można włączyć muzykę (♪) i pomalować sobie paznokcie, prawda ?
Zapach herbaty, lakieru, balsamu do ciała, dobra muzyka i wygodny fotel w Twoim własnym, przytulnym domu z kominkiem przyozdobionym zdjęciami Twoich najbliższych. Czego chcieć więcej? Telefonu od mamy.
- cześć
kochanie.- Cześć mamusiu.
- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej, jutro idę do pracy. Nie mogę się doczekać.
- Cieszę się. Widziałaś się z Zay ...- mamo ... ?!
- przepraszam, wygadałam się jak przyjechał z Liamem po Rosie.
Byłam zła? Nie. Byłam wściekła. Własna matka rzuca mi kłody pod nogi. Ludzie na ogół w takich sytuacjach mówią, że to przypadek, przepraszają i obwiniają się ALE mimowolnie zrobili to dla naszego dobra. BZDU-RY. zrobili to specjalnie wiedząc, że sama tego nie zrobisz i chcąc udowodnić Ci jaka jesteś głupia i że źle postępujesz.
- Oj, Anne Twist. Nagrabiłaś sobie. W ramach przeprosin życzę sobie zapiekankę z pieczarkami i ciasto z rabarbarem. Zgoda? Świetnie.
- Jutro?
- Jak najbardziej mamuniu.
- Jesteś jędzą. Miałam iść do fryzjera. - ciężko westchnęła ale zgoda na moje warunki była wyczuwalna w jej głosie.
- Kocham
Cię, dobranoc. ucałuj Robina i Rosie – wycmokałam rodzicielkę przez
telefon.
Kierując
się w stronę kuchni, odstawiając filiżankę do zmywarki
przeciągnęłam się i ociężale ziewnęłam rzucając kątem oka
na ulicę rozchodzącą się za oknem. Mój wzrok przykuła ciemna
postać, stojąca zaraz za drzewem. Obserwował mnie, to mężczyzna.
Jego sylwetka nie przypominała mi nikogo znajomego. Musiał być
ubrany na czarno, bo był mało dostrzegany nawet w świetle
latarni ulicznych. Szybkim ruchem zasłoniłam rolety. Zamurowało
mnie. Podskoczyłam, ledwo łapiąc się kuchennej wysepki. Gwizdek,
to tylko czajnikowy gwizdek daje znać, że mogę wypić kolejną
herbatę i pójść spać. Zgarniając brązowy, duży kubek
podążałam w stronę sypialni. Mimochodem mój wzrok przykuła
wielka klamka. Dla pewności, sprawdziłam czy zamknęłam wszystkie
3 zamki. Zamknęłam.
Cholerne
słońce! Jakie ono ma tupet, że jest tak gorące i tak daleko ode
mnie! Chciałabym je strącić z nieba, oblać wodą, za każdym
razem, gdy świeci kiedy nie powinno. Razi swoim głupkowatym
blaskiem, dołuje... Debilna, wielka kula gazów. Zawsze rano
zadaję sobie to samo pytanie: "Dlaczego ono świeci?"
Dlaczego świeci, gdy mam zły humor i za nic w świecie nie chcę go
oglądać? Zasłonię rolety. To nic nie daje. Pojedyncze promyki i
tak przesmykną się przez cienki, granatowy materiał. Wciąż będą
wpadać mi prosto w oczy. Niedługo
pobudka. Wstajemy, ubieramy się, jemy śniadanie i ruszamy do pracy.
Tylko dlaczego nie mam ochoty ? Muszę uważać by nie zgramolić się
z łóżka lewą nogą. To mogłoby się źle skończyć, przecież
przed chwilą denerwowałam się na słońce. Wypadałoby się
ubrać, co? I przede wszystkim doprowadzić do stanu normalności.
Przeczesałam ręką długie włosy i otwierając szafę doznałam
szoku. Co się wkłada na rozmowę o pracę ? Szpilki ? Ołówkową
kieckę, koszulę z dekoltem i okulary ?
Walkę
z moim gustem, zawartością mojej szafy a prawidłowym ubiorem na
rozmowę kwalifikacyjną przerwał telefon dając znak, że dostałam
smsa.
'
powodzenia w pracy, Z.M. Xx '. cholera, on nawet przez telefon
potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Moje ciało przeszedł
delikatny dreszcz a ja nabrałam siły, energii i motywacji na ten
dzień. Nucąc pod nosem wzięłam prysznic, twarz delikatnie ozdobiły przeznaczone kosmetyki a na siebie włożyłam to.
Podobno praca uszlachetnia, daje satysfakcję. Jeśli lubisz to co robisz, a robisz to co lubisz to nie przepracujesz ani jednego dnia. A ja muszę czekać jeszcze rok, zanim pójdę na studia. a na studia pójdziemy razem z Rosie, obiecałyśmy to sobie jako dzieci. Do nas miał dołączyć Harry, ale teraz to Harry Styles i nie studia mu w głowie.
Planowałam być
dziennikarką, wtedy praca dawałaby mi satysfakcję. bo jak ta
knajpa okaże się śmierdzącą meliną dla lubujących się w piwie
i wszelakich alkoholach to Chyba umrę.
Jadąc autobusem, patrzyłam
na ludzi. Każdy się gdzieś spieszył, każdy pędził w swoim
kierunku a ja wa tym momencie zrozumiałam, że urodziłam się pod
szczęśliwą gwiazdą i nie będę narzekać. Wpadłam na pomysł,
że chcę to gdzieś zapisać, uwiecznić by zapamiętać i by ta
myśl z czerwoniaka towarzyszyła mi przez resztę życia. Nie
chciałam o tym zapomnieć, wręcz przypominać, że mimo wszystko
moje życie jest cudowne. chcę mieć tatuaż. Kreatywny, ładny,
tylko mój.
Usłyszałam
charakterystyczne "ding" i wiedziałam, że muszę
wysiadać. Dochodzę do Lancer Square z nadzieją, że to jednak
będzie melina i będę miała wymówkę po co tam nie weszłam. Co
widzę ? Duży, złoty napis "Café Rouge" na czerwonym
tle restauracji. Moje myśli, emocje i ruchy żołądka są niczym
duże, obrotowe drzwi wprowadzające do środka. Westchnęłam
głęboko. No Kimberly, idź!
jest 2:48 a ja piszę ten rozdział i płaczę. doszło do mnie kilka faktów i cóż, trzeba się z nimi pogodzić. rozdział dedykuję Ani, za wsparcie i za wszystko i nic. jesteś chyba moim aniołem stróżem, hieno xx
przy okazji polecam jej FF, jest naprawdę dobre : http://thefiftyshadesofstyles.blogspot.com/
muszę kończyć to opowiadanie, bo niedługo jadę do Anglii a tam nie będę miała czasu by pisać.
kiss ! x
- damntrue.







