wtorek, 27 sierpnia 2013

chapter 13.

aż tak bardzo się zmienił,  że stał się zależny od kogoś.




     Słońce obudziło mnie ciepłymi promykami. Zaciągnęłam się londyńskim powietrzem wpadającym przez otwarte okno mojej sypialni, właściwie jak na razie to magazynu z pudłami. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i z wielką ochotą podniosłam się z łóżka. Chciałam jak najszybciej rozpakować ostatnie pudła i definitywnie powiedzieć, że mogę tu zamieszkać. Ok 12 miała wpaść Sophie, więc wykonałam poranną toaletę, ubrałam się w jakieś roboczo-codzienne ciuchy i zeszłam do kuchni. Wzięłam potrzebne rzeczy do tego aby móc zrobić sobie śniadanie i kawę. Delektując się posiłkiem postanowiłam włączyć TV. Skakałam po kanałach bo nie interesowało mnie, że londyńska gospodarka upada a jacyś nierozważni ludzie przegrywają na giełdzie i są w stanie sprzedać duszę diabłu za złamanego funta. Robiło mi się niedobrze gdy do moich uszu dochodziły takie wiadomości.
" Znany z zespołu One Direction Zayn Malik podobno oświadczył się swojej dziewczynie Perrie Edwards z zespołu Little Mix .. " usłyszałam głos spikera i o mały włos nie udusiłabym się łykiem kawy. " Menedżerowie zespołów nie wypowiadają się na ten temat a i sami zakochani go unikają. Czy to prawda ? Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, bo "Zerrie" – jak nazwali parę fani – coraz rzadziej pokazują sie publicznie razem. Chodziły pogłoski, że 19-latka spotyka się ...
Zerrie ?! Jakie Zerrie ? Jakie oświadczyny ?
Byłam w totalnym szoku, bo wiedziałam że Zayn nie jest aż taki szybki a już na pewno nie spieszy mu się do małżeństwa. Może ta dziewczyna z fioletową głową go do tego namówiła ? A może faktycznie aż tak bardzo się zakochał... hmm, mimo wszystko ładnie mu z tą grzywką – pomyślałam wlepiając się w ekran, na którym właśnie pokazywali jego zdjęcie.
Może do niego zadzwonię, złożę mu gratulacje i zapytam o datę ślubu ?
Nie ... przecież nie wie, że tu jestem, że tu mieszkam. I miejmy nadzieję, że Harry, Lou i Liam się nie wygadają. Mieszkam w Holmes Chapel, 200 mil od Londynu i niech tak zostanie.
Punktualnie usłyszałam dzwonek do drzwi. To Sophie.
- heeeeeej ! Zwarta i gotowa ! – krzyknęła w progu moja przyjaciółka. Z dnia na dzień stawała się bardziej kobieca. Nosiła ciuchy, które pięknie podkreślały jej idealną wysportowaną figurę, a na jej twarzy zauważyłam delikatny podkład i maźnięte tuszem oczy.
- Dzięki, że mi z tym pomożesz. Sama nie dałabym chyba rady – powiedziałam, przepuszczając przyjaciółkę w progu – jest tego naprawdę dużo.
- Mam coś dla Ciebie. To tak na pamiątkę – posłała mi uśmiech i wyjęła ze swojej torebki ramkę ze zdjęciem – proszę, żeby i tutaj towarzyszyły Ci wspomnienia i żebyś nie zapomniała, że jestem zawsze. 
- Sophie ! To najpiękniejszy prezent w życiu – objawił mi się nasz przecudowny portret , który przedstawiał nas kiedy miałyśmy po 14 lat. - dziękuję. - uściskałam ją i obdarowałam buziakiem.
- No a teraz do roboty. - odparła podciągając rękawy do łokci.

     Rozmawiałyśmy na temat Zayna. Sophie twierdzi, że to chwyt marketingowy, bo zarówno chłopaki jak i Little mix nagrali singiel, teledysk i to wszystko musi ruszyć, skoro chcą dobrze zarobić. Nie sądziłam, że Zayn aż tak bardzo się zmienił,  że stał się zależny od kogoś. Przecież wtedy, na bootcampach wszyscy musieli tańczyć, a on powiedział, że nienawidzi tańca i tańczyć nie będzie. Przecież mogli go odrzucić na dzień dobry ale tego nie zrobili bo widać było, że ma charakter i nie będzie robił czegoś na co nie ma ochoty a już na pewno nie będzie nikogo udawał . Takiego go lubiłam, dominującego, pewnego siebie i wiedzącego czego w życiu chcę, Nie jakiejś wyimaginowanej laleczki z boybandu. Miałam do niego coraz bardziej sceptyczne nastawienie i towarzyszyły mi negatywne uczucia związane z jego osobą. 
Leżałyśmy rozanielone na kanapie ze skrzyżowanymi na stoliku nogami.
- Jutro idę do pracy – powiedziałam dumnie upijając łyk kawy.
- Już jutro ? Kurcze, myślałam że skoczymy na jakieś zakupy.
- Spokojnie, zakupy nie zając – zaśmiałam się.
- wiesz co ? Jest dopiero 16, może pójdziemy dziś. Nie mamy nic do roboty.
- Masz rację. - powiedziałam zrywając się gwałtownie z kanapy w celu ogarnięcia się na zakupy.
       Łaziłyśmy po centrum handlowym jak za dawnych czasów. Musiałyśmy wejść do każdego sklepu bo tam zawsze mogłyśmy spotkać jakąś okazję. Miałam jeszcze trochę pieniędzy od mamy, musiałam skorzystać. W końcu jutro idę zarabiać na samą siebie i na swoje utrzymanie więc nie będzie tak wesoło.
     Sophie musiała iść bo miała jakiś mały trening przed konkursem tańca. Wiedziałam ile taniec dla niej znaczy więc nie mogłam się gniewać ani na to, że sobie poszła ani na to, że zapomniała, że ma iść. A nawet byłam jej wdzięczna, że wyciągnęła mnie z mieszkania bo zapewne siedziałabym tam, narzekała i zadręczała się tym ile trzeba tam wnieść korekt i poprawek i ile rzeczy muszę jeszcze zrobić. nawet nie mogłabym pooglądać w spokoju telewizji, ani posłuchać radia bo wszędzie do moich uszu dochodził ten znajomy głos.A może zadzwonię do Rosie ? Nie, przecież poszli z Katie, Niall'em, Louis'em i Eleanor do kina.To może zadzwonię do Harry'ego ? Odpada, mówił, że musi jechać z Liamem do trenera, Marka czy jakby się tam nie nazywał. Nie wiem na co mu ten trener ! I tak już strasznie schudł, ma nogi jak modelka i wystają mu kości policzkowe. Niedługo będzie można spokojnie nazywać go anorektyczką. Dobrze, że uwielbia tacosy i pizzę to przynajmniej to go będzie trzymało przy życiu.

Kilka godzin później, park w centrum Londynu.
     Popatrzyłam na swoje odbicie w wodzie. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe, pełne usta pociągnięte błyszczykiem o lekkim czerwonym zabarwieniu, miałam bladą cerę, ciemne włosy lekko falujące na delikatnym wietrze i te piwne tęczówki, w których teraz tańczyły iskierki nadziei, że to wszystko się ułoży . A to był początek mojego nowego życia. Westchnęłam głośno wyrzucając z siebie te wszystkie niepotrzebne obawy. Bo przecież będzie dobrze, bo przecież zasługuję.
     Dotknęłam opuszkami palców spokojnej tafli małego jeziora, sprawiając, że mój wizerunek stał się niewyraźny. Uśmiechnęłam się blado i odchyliłam się do tyłu, zwracając wzrok ku górze, obserwując już niemal granatowe niebo. Do moich nozdrzy niespodziewanie doleciał tak nienawidzony już przeze mnie zapach dymu papierosowego. Gwałtownie odwróciłam się, dłonią rozpędzając biały kłębek dymu. Zauważyłam chłopaka intensywnie zaciągającego się papierosem, stojąc jakieś dwa metry za mną. Poznałam go. to ten przystojny brunet, z którym spędziłam najpiękniejszy miesiąc mojego życia, który był dla mnie najważniejszy przez długi okres czasu i którego tak nienawidziłam, za to, że mnie zostawił i o mnie zapomniał. Nienawidziłam go zarówno tak jak uwielbiałam. W moich oczach pojawiły się iskierki szczęścia a w brzuchu stado motylków. Miałam ochotę rzucić się na niego i już nigdy w życiu nie pozwolić mu odejść. A on wydawał mi się dziwnie opanowany. W jego oczach tkwiły przeplatające się ze sobą serpentyny pożądania i spokoju. Wydawało mi się, że kiedy patrzy na mnie czyta wszystkie moje myśli. Lecz ta tajemnica w oczach nie uległa zmianie, wykreował sobie wizerunek taki w jakim chciałabym go widzieć i chyba on siebie też wolał w takim wydaniu. W wydaniu BadBoya, badboya o ogromnym sercu. 
- kiedy przyjechałaś ? - powiedział wlepiając we mnie brązowe tęczówki. Jego ciało było nieruchome, nawet nie mrugnął oczami które przepełnione były wyrzutami w moją stronę.
- Nikotyna to okropny nałóg – wyszeptałam, niesiona nagłym przypływem śmiałości.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak zaciągnął się ostatni raz, po czym rzucił niedopałek na trawę i przydeptał butem. Posłał mi ten sam uśmiech, jak wtedy kiedy przyjechał po mnie na imprezę , popatrzył w niebo. Ja również w nie popatrzyłam. Gwiazdy powoli zaczęły zapalać się na niebieskiej płachcie a ja podniosłam się i lekko wyprostowałam by rozciągnąć kości, zamykając oczy. A gdy je otworzyłam, stał na przeciw mnie tak blisko, że przysięgam że mogłabym policzyć wszystkie odcienie brązu jego oczu.
- zamierzałaś mi powiedzieć ? - lekko zmrużył powieki.
- Witaj, Zayn. Miło znów Cię widzieć.

czwartek, 22 sierpnia 2013

chapter 12.

wygina się jak laska z pozostałymi gejami

*~*


"Czasami nadchodzi taki moment, kiedy powracam wspomnieniami do dawnych lat. Sprawią, że się uśmiecham. Myślę wtedy o tobie. Always and forever, prawda? Po prostu chciałabym, aby było jak dawniej. Chciałabym poczuć twój zapach, twój dotyk, usłyszeć twój głos. Chciałabym się pożegnać i po raz ostatni poczuć jak twoje ramiona mnie obejmują. Ale to niemożliwe prawda? Nie  żyję w krainie czarów i nie jestem Alicją. "


minęły 2 lata. przeżyłam posłusznie 2 lata , lata pełnych wrażeń, lata zdrad, rozstań, alkoholu, kłamstw, sztucznych uśmiechów ale też tych dobrych, takich do łez. Lata nowych znajomości, lata szczęścia, lata powodzenia, lata sukcesów, lata miłości i przyjaźni. Minęły 2 lata, odkąd widziałam jego twarz ostatni raz. Tak naprawdę, tak oczy w oczy, tak na wyciągnięcie ręki. Za każdym razem dotykając jego policzka uderzałam palcem w monitor komputera.
Miałam na życie plan. Chciałam być sobą, nie słynną bliźniaczką Styles, damską wersją nastolatka pożądanego na świecie. Był czas, że nie chciałam go znać i żałowałam, że urodziłam się JEGO siostrą. Ale co wy możecie o nim wiedzieć, co ? Kto spodziewał się, że zawsze uśmiechnięty Harry Styles, skaczący po scenie jak upity siedemnastolatek po powrocie z koncertu zaszywa się w swoim pokoju i cierpi? Czy ktokolwiek pomyślałby chociaż, że On może wrócić do hotelu, stanąć za drzwiami, oprzeć się o nie i rozpłakać? Tak po prostu. Zwyczajnie. Bo cos mu nie wyszło. Bo jest Mu źle, bo zostawił dziewczynę która wykorzystywała go jak tylko mogła i wysysała z niego energię a zdarzało się, że nawet portfel i konto w banku, Bo Harry’emu Styles’owi jest bardzo źle… Nikt by nie przypuszczał, co? Że taki energiczny, radosny, kędzierzawy przystojniak pragnie od kogoś pomocy. I absolutnie nikt nie mógł wiedzieć. Tylko ja, tylko ja to KURWA czułam to za każdym razem. Mój Harry cierpiał, a ja cierpiałam trzy razy mocniej. A oni, Ci wredni ludzie, potrafili robić tylko zdjęcia. Potrafili niszczyć wszystko, tak jak zniszczyli moją rodzinę. Tak jak zniszczyli małżeństwo moich rodziców. Ojciec zaczął chlać kiedy dowiedział się, że jego ukochany syn ma romans z kobietą praktycznie w wieku swojej matki, że jego ukochany syn ma ponad 20 tatuaży, o jego ukochanym synu piszą i mówią wszędzie. Nie chciał takiego życia, obwiniał mamę za to, że nie potrafiła go wychować tak jak się należy i że nie pracuje jak normalny facet tylko "wygina się jak laska z pozostałymi gejami i robi z rodziny pośmiewisko ". ale chyba za bardzo uwierzył w to, że on też może mieć kobietę pokroju kochanki młodszego Stylesa. Genów nie oszukasz. Zostawił nas, dzień po tym jak skończyłam 18 lat. Wyprowadził się a mama poznała Robina Twista, kochamy go jak ojca a on traktuje nas jak swoje dzieci. babcia mówi, że ojciec kręci się gdzieś w okolicach Manchesteru ale zapomniał o tym że istniejemy, guzik mnie to obchodzi, Harry'ego i Rosie też.
Własnie! Rosie... nie jest już malusią dziewczynką. Rozwija się i spełnia w fotomodelingu. Wspieramy się, pomagamy sobie. Jej historia z Liamem skończyła się dość dziwnie i spontanicznie, ale trzeba było żyć dalej. Przecież musiałyśmy wrócić do polski. Liam kogoś ma, podobno. Niall nadal spotyka się z Katie a Louis poznał Eleanor, wspólną przyjaciółkę Rosie i Harry'ego. To ona wciągnęła Rosie w świat modelek, za to jestem jej wdzięczna bo moja siostra odkryła swoje powołanie i spełnia marzenia a tak poza tym to jej nie lubię i osobiście twierdzę, że Lou jest głupi jak but ale to nie moja brocha, ja z nią nie śpię i dobrze.
A Mój Zayn, ekhem, znaczy mój przyjaciel Zayn jest z Perrie, Perrie Edwards. 19-letnią blondynką, która brała udział w 8 edycji X-factor. Świetnie, następna gwiazdunia. No cóż, skoro tak mu własnie jest dobrze i kocha ją, to go ahead ! Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. To się zaczęło jakoś w marcu 2012 roku, kiedy to przestał odbierać telefony, przestał odpowiadać na smsy, przestał dzwonić na skype. Czułam, że coś nie tak... mimo odległości i jego napiętego grafiku, zawsze rozmawialiśmy. A czasami nawet częściej niż z Harry'm bo tamtemu się zachciało Taylor Swift. Ostatecznie ją polubiłam kiedy razem z bratem złożyli mi piękne internetowe życzenia na urodziny, jest taka prawdziwa i nie gwiazdorzy co bardzo cenię w ludziach.
Zawsze mogłam liczyć na Zayna, potrzebowałam rozmów z nim jak tlenu. Skype był uruchomiony 24 na dobę, a on potrafił dzwonić nawet o 2 w nocy tylko po to żeby powiedzieć mi ' dobranoc '. lubiłam patrzeć jak zasypia wykończony po koncercie, jak ledwo wydobywa ze zmęczonego gardła dźwięk. Jakoś po tym jak rozmawialiśmy ostatni raz minął tydzień a ja zobaczyłam tweeta "@Perrie_Edwards is the most beautiful woman i've ever seen.x", potem tylko plotki, zdjęcia i znów plotki. Co do cholery ?! Harry potwierdził moje obawy. Zabolało? Może trochę...
zabolało cholera jak jeszcze nic nigdy w życiu. Postanowiłam wymazać go z głowy, z myśli, z serca. Wcale nie przeszkadzało mi, że mój brat przebywa z nim całe dnie i noce, wcale nie przeszkadzało mi, że na każdej stronie internetowej i kanale muzycznym pojawiał się on, wcale nie przeszkadzało mi to, że teoretycznie miałam go na wyciągnięcie ręki a praktycznie był nieosiągalny. Tęskniłam, przez długi czas. Ale wreszcie Ja też kogoś poznałam. miał na imię Damian, 19 lat i śliczne brązowe oczka. nie kochałam go ale byłam nim zauroczona, był taki miły i dobrze mnie traktował. Dogadywaliśmy się i lubiłam spędzać z nim czas ale Wtedy nie wiedziałam, że jest skończonym psychopatą, idiotą i zdradziecką świnią. Potrafił mnie rozśmieszyć, potrafił wymyślić coś żebym się nie nudziła. Kiedyś nawet bawiliśmy się w podpisywanie autografów, zdjęć itp. Zwłaszcza kserokopii moich i Harry'ego, Rosie i Harry'ego, mamy i Harry'ego. Tak, podpisywałam zdjęcia na których była mama. To było fajne, kreatywne. Ale do czasu kiedy nie dowiedziałam się, że ten obleśny pajac na tym zarabiał. No bo przecież jestem STYLES, cholera ! A na koniec zostawił mnie dla ciężarnej 17-latki. Przysięgłam sobie, koniec związków. KONIEC !
Zostałyśmy same z mamą i Robinem, radziłyśmy sobie ale tęskniłyśmy za domem, za tym prawdziwym domem w Holmes Chapel, tęskniłyśmy za babcią i za Harry'm przede wszystkim. To była spontaniczna decyzja ale byłyśmy pewne, że dobra. Tu nic nas nie trzymało. NIC.

Usamodzielniłam się i już nie jestem dziewczynką, która potrzebuje pomocy innych i ciągle jest zależna od kogoś. Nie jestem już małą Kim. Nadal mam dołeczki u dołu pleców, nadal mam naszyjnik od babci i czerwoną szminkę, którą ograniczam. Nadal gram na bębnach, ale wzięłam się za gitarę i pianino, nadal przyjaźnię się z Sophie, która namówiła mamę na przeprowadzkę do Londynu gdyż tak zrobiła Ann, wówczas już Pani Twist, odwieczna przyjaciółka Pani Stoner. Przyjaciółek się nie rozdziela, nawet tych co mają po 40 lat.

Nie palę, nie mam już rudych włosów. Piję herbatę przed snem i naprawdę nie cierpię swoich ud i brzucha a już na pewno nie pokocham swoich zmarszczek wokół oczu gdy próbuję się uśmiechnąć . Mam pracę w małej knajpce, niedaleko mojego własnego mieszkania, Rosie, mama i Robin mieszkają kilka ulic w głąb miasta. A ja mieszkam na Worfield Street 12 w Londynie i jestem Kimberly, Kimberly Madeleine Styles.

wtorek, 30 lipca 2013

chapter 11.

szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę.



- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika." ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.

Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.


~*~

Ujrzałam tłumy wykrzykujące ich imiona, teksty piosenek. Było cudownie. Czułam się jakby cały świat słuchał tylko ich i mogli zrobić co tylko im się podoba. Co prawda bali się zrobić coś głupiego jak na pierwszy koncert na żywo. Swoją drogą nie byłam zwolenniczką muzyki jaką mieli grać ale to w jaki sposób ją przedstawiali było niesamowicie zaraźliwe. I ta energia rozwrzeszczanych fanek. To było coś pięknego.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
- czuje się już lepiej ?
- tak, dałam jej coś od gorączki a teraz śpi.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
- Rosie się przeziębiła. - chłopak obdarował mnie spojrzeniem. Tym, co miało pokazać mi że nie rozumie co właśnie powiedziałam – musiałam się nią zająć – wyjaśniłam szybko. Jutro wyjeżdżamy.
- już jutro?
- już jutro. - potwierdziłam wlepiając się w podłogę. Podszedł bliżej i szybko złapał mój nadgarstek jakby bał się, że ucieknę. Powinnam może nie zwrócić na to uwagi i dalej wpatrywać się w swoje buty, ale oczy zaczęły mnie szczypać, pragnąc żeby móc pochłonąć wzrokiem jego kawowe tęczówki.
Widok Malika uderzył mnie jak najprawdziwszy cios w brzuch. Nie wiem dlaczego ale kiedy spojrzałam na niego nie byłam w stanie już odwrócić wzroku. To coś jakby samoistne poddawanie się pragnieniu by móc umrzeć w jego ramionach. - co się stało, Kim ? - spytał cicho.
- nic ... - westchnęłam. Patrzył tak, jakby wiedział że kłamię. Przeszywał wzrokiem każdą część ciała, nawet tę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. - ja nie mogę, Zayn. Po prostu nie mogę. to mnie przerasta. Jest mi strasznie źle z tym co się dzieje. Tutaj, teraz, między nami ... Tak będzie lepiej dla Ciebie. Teraz to wszystko rozkwita, nabiera rozpędu i ... - zacięłam się. Tak naprawdę nie wiedziałam jakich powinnam użyć słów.
- zostańmy przyjaciółmi, co? - zaśmiał się kpiąco wbijając paznokcie w moją rękę. Spuściłam wzrok wracając do obserwowania moich butów, które i tak znałam na pamięć. Widząc jego ciężkie spojrzenie nie mogłam inaczej, po prostu w takie oczy nie dało się patrzeć. Nie lubiłam takich oczu.
Chłopak złapał mocno za mój podbródek zmuszając mnie do spojrzenia w swoją stronę. Jego dotyk był taki zaczepny i bolesny, że czułam, że do oczu napływają mi łzy.
- tak, Zayn. Zostańmy przyjaciółmi. - wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i zgrabnie go ominęłam. Odwracając się dostrzegłam jak lekko mruży oczy. Wiem, że nienawidził mnie teraz całym sercem i wiem, że to wszystko zepsuje. Albo naprawi, jak kto woli.
Znikąd otoczyła chłopaka grupka rozwrzeszczanych małolat. Jestem pewna, że każda z nich dałaby się teraz pochlastać za to, żeby usłyszeć takie słowa jak ja. Ja nimi pogardziłam. Nie miałam innego wyjścia. Żyliśmy w innych światach, tego po prostu nie dałoby się pogodzić. To było nierealne. Musiałam zrezygnować. Musiałam.

Kierowałam się do tylnego wyjścia. Nie chciałam uciekać, chciałam uniknąć tych pytań " po co, dlaczego i za jakie grzechy ".
Stałam na schodach zapłakana i tak bardzo załamana jak tylko się da. Miałam cholerne wyrzuty sumienia, że nie powiedziałam Zaynowi co do niego czuję. wiedziałam, ze krzywdzę wszystkich dookoła. A najbardziej krzywdziłam samą siebie. No czy można być masochistą aż do tego stopnia?! Chciałam jak najszybciej wtulić się w mamę, przytulić " polskie " łóżko i zapomnieć o tym całym szumie. Nie przywykłam do kamer, nigdy tego nie lubiłam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój mały Harry, mój brat, kawałek mojego serca, ktoś z kim byłam połączona pępowiną przez 9 miesięcy jest rozchwytywany teraz przez miliony nastolatek, gdzie ta liczba nawet nie miała zamiaru zmaleć, tylko rosła i rosła. Dziewczyny kochały go, płakały na jego widok i pytały czy się z nimi ożeni. Chciałam znów swojego brata. Swojego cudaśnego, słodkiego brata, który był sobą, który mógł wyjść na ulicę ze swoimi siostrami bez względu na to, że ktoś zaraz zrobi nam zdjęcia, czy też zasugeruje czy nie jesteśmy czasem parą. Nie chciałam też być z kimś takim. Bo po co ? Żeby latali ze mną z aparatami ? Bezsens. Jest osobą publiczną, niech znajdzie sobie kogoś swojego pokroju kto jest już przyzwyczajony do kamer. Ja odpadam, ja się do tego nie nadaję.
usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi i tupot zbiegających ze schodów kroków, następnie znów drzwi.
- Zayn zaczekaj ! - to ukochane imię, wypowiadane przez mojego brata było piękne. dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam co tracę. Cofnęłam się na myśl, że mógłby mnie zobaczyć.
-czego chcesz ?! - warknął mulat – zostawcie mnie w spokoju ... - kątem oka wypatrzyłam, że siadł na schodku, opierając łokcie na na kolanach, chowając twarz w dłoniach – wszyscy mnie zostawcie.
- Zayn ... - Harry objął go ramieniem – nie rozumiesz. Kimberly już taka jest. Zawsze martwi się o każdego bardziej niż o siebie. Ona nie chce Cię skrzywdzić, rozumiesz? Ona Cię kocha chłopie !
- Ale ona wyjeżdża ... nie mogę z nią być, już nie chcę. Ona wyjedzie.. zostawi mnie. A ja co?
- My mamy koncerty, słyszałeś Paula. Przed nami inne życie, inny świat. Czy nie tego chciałeś jak przyszedłeś na casting? Taka jest kolej rzeczy, Zayn. ona tam ma szkołę. Nie może jej zmienić, już raz to robiła a to nie jest fajne.
- Chciałbym żeby tylko tu była. Nie chcę cierpieć a przy niej tak się właśnie dzieje.
- Jak możesz być takim pieprzonym egoistą? A to, że ona teraz cierpi się nie liczy? Że może płacze gdzieś w kącie, że może obgryza paznokcie z tęsknoty i bólu ? pomyśl ..
- szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę. Niech lepiej wróci stamtąd skąd przyjechała bo ja nie mogę zapewnić jej nic, nic oprócz łez. Tak jak do tek pory. I ma rację, zostańmy przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. Myślałem, ze takie rzeczy dzieją się w tanich filmach... - usłyszałam głos Malika, który widocznie się rozkleił. Poczułam ukłucie w sercu tak bardzo bolesne, że myślałam, że poziom zasolenia z bólu łez wypali moje policzki.
Płakał ... Zayn Malik płakał, płakał przeze mnie, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Tak miało być lepiej. Zayn, Zayn, Zayn .. w mojej głowie roiło się od jego imienia, gdzieś przewinęło się nazwisko a gdzieś oczy. Nie mogłam wyobrazić sobie jak teraz kapały z nich łzy. Przeze mnie. Czułam się beznadziejnie, cała jestem beznadziejna. Mogłam wrócić do tego pieprzonego Sopotu wtedy kiedy mama kazała i nie komplikować życia nikomu! Nie czekając na nikogo, wybiegłam na zewnątrz. Nie chciałam zostać na tym pieprzonym koncercie. Zamówiłam sobie taksówkę i już po chwili byłam w mieszkaniu. Zajrzałam do Rosie. Gorączka spadła, to dobrze. Oby jutro poczuła się lepiej. Przykryłam Sophie kocem, który podejrzewam zrzuciła z siebie podczas piruetów na łóżku.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.



Budzik, jego dźwięk doprowadzał mnie do szału. Dostrzegłam kątem oka godzinę szóstą trzydzieści. Boże ! Przecież dzisiaj wyjeżdżam! muszę obudzić Rosie i Harry'ego, muszę zadzwonić do babci, muszę się pożegnać z Sophie. Nie zdążę, na pewno nie zdążę.
Wyskoczyłam z łózka szybkim susem, biegnąc tak samo szybko do łazienki. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że dziś wracam do Polski, że zostawiam tu kawałek siebie. Do moich oczu cisnęły się łzy. Życie nauczyło mnie stwarzać mur, otoczkę przed złem. Zawsze sobie radziłam, zawsze. Teraz jedna osoba, jedna taka mała osóbka z Bradford postanowiła to zburzyć, tylko Jemu udało się zburzyć tą obronę. Zapragnęłam znaleźć się już w domu, z mamą i tatą. Rzucić się na swoją puchatą poduszkę w kolorze pudrowego różu i płakać. Tyle ile się da. Tyle żebym wypłakała wszystkie łzy by już nigdy więcej nie ograniczały mi widoczności, a przy zamykanych powiekach nie wypalały moich policzków.
Podbiegłam do pokoju siostry, obudziłam ją, następnie do pokoju Harry'ego mając na celu ten sam plan.
Wszyscy staliśmy już na nogach. Chłopaki byli tak bardzo podekscytowani występem i tym wszystkim, że nie robiło to na nich większego wrażenia czy wyjeżdżamy. Nie miałyśmy im tego za złe, w końcu mieli powód by podniecać się ich osobistą wygraną.
- Rosie, spakowałaś wszystko ? - zapytałam wystawiając z pokoju walizkę. Jeszcze raz, dla pewności, rozejrzałam się po pokoju czy aby na 100% niczego nie zapomniałam.
- tak, mam na pewno. To co ruszamy ? - westchnęła głośno Rosie.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
Pożegnania nadszedł czas. Louis, Niall podeszli do nas mocno nas obejmując, przytulając, ściskając i całując.
- Zaopiekuję się nim, obiecuję – powiedział do mnie cicho Louis, a ja w odpowiedzi przytuliłam go mocno.
- A ja zaopiekuję się Katie – powiedział Niall z wyszczerzonymi zębami.
- tak się cieszę, że was poznałam – powiedziała Rosie jeszcze raz mocno przytulając chłopaków do siebie. Następnie podszedł Liam, przytuliłam go szybko, dziękując za wszystko, jeszcze przed tym jak niemalże przylepił ciało mojej siostry do siebie. Ten chłopak to naprawdę dobry chłopak ! Strasznie o wszystkich dba i się martwi. Jest taki kochany. Za to go cenię, bo wiem że Harry'emu na pewno się nic nie stanie, tak jak pozostałym. No i Zaynowi... 
- Trzymaj się Kim. Obiecaj, że wszystko będzie w porządku – podszedł do mnie, lekko pocierając moje ramiona.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
Mimo wszystko i tak najgorsze pożegnania czekały mnie dopiero na lotnisku. Nie chciałam znów zostawiać Sophie samej, a nawet miałam wyrzuty, że to robię. Polały się łzy, kiedy docierało do mnie, że muszę się z nimi rozstać. Widziałam jak mój mały brat się rozkleja i nie chce wypuścić nas z objęć.
-no już Harry, już spokój. Niedługo się zobaczymy. Uważaj na siebie ! I obiecaj, żee ..
-obiecuję Kim, obiecuję. – przetarł oczy – kocham Was moje małe. Ucałujcie rodziców i dajcie znać jak dolecicie.
Zmierzałyśmy w stronę bramek, machając i żegnając się Harry'm i Sophie.


Do widzenia, kochani. Do zobaczenia.




__________________________
no to mamy 11. czyli nieoficjalnie KONIEC !
koniec części pierwszej. :)
ale muszę dać sobie z tym lekki spokój, bo to mnie pochłania i najlepiej nie robiłabym nic tylko pisała i szukała dobrych materiałów :)
na pewno nie skończy się to tak. musi być przecież morał tej bajki.
tymczasem kiss ! xX
~ damntrue.






sobota, 27 lipca 2013

100 LAT DLA MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ !

Jesteś najlepszą przyjaciółką o jakiej można marzyć. Dzieliłaś ze mną śmiech i łzy, łączą nas NAJPIĘKNIEJSZE wspomnienia z dzieciństwa a nawet teraz kiedy zachowujemy się jak dzieci jesteśmy RAZEM. Tylko TY jedyna nie zostawiłaś mnie kiedy było naprawdę ciężko i wiedz, że ja Ciebie też nie zostawię! To wielkie szczęście, że jesteś moją siostrą bo taka siostra to skarb. i nieprawda, że kiedy mama przywiozła Cię ze szpitala jak ściągnęłam Cię z łóżka to chciałam Cię zrzucić ; * Czasami potrzeba trochę czasu żeby docenić jaki skarb ma się przy sobie. Kocham Cię, dziękuję że jesteś i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SIOSTRZYCZKO! 
JUSTYNKO PAYNE :D xxx

wtorek, 23 lipca 2013

chapter 10.

Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. 





" Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A Gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania " przepraszam, nie powinienem tego robić " zanim wzrok utkwił w podłodze

- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.

-Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda. WIEDZIAŁAM! "

~*~

Razem przebrnęliśmy aż do wielkiego finału. Byłam tak bardzo podekscytowana, że w tamtej chwili nie liczyło się dla mnie nic! Musieli wygrać, przecież wysłałam 47586947 milionów esemesów.
Siedziałam ze spuszczoną głową. Słuchałam Dermota O'Leary'ego jak wypowiadał te przeklęte i jednocześnie tak bardzo utęsknione słowa.
" Zwycięzcą ósmej edycji " X- Factor " jest ... są ..-. coraz bardziej podnosił mi ciśnienie ...- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - gdybym mogła, zabiłabym go. Kurcze! Przegryzłam wargę aż do krwi, boli. To chyba czas przerzucić się na obgryzanie paznokci.
Chłopcy też się stresowali. Tam, na bootcampach myślałam, że ich stres osiągnął swoje apogeum, ale to co wypisywało się na ich twarzach w tym momencie to było coś fantastycznego, że tak bardzo zależy im na marzeniach ale zarazem przerażającego, że właśnie tak bardzo im zależy, bo to podchodziło pod chorobę. Ostatnimi dniami żyli tylko i wyłącznie śpiewem, Niall to nie jadł chyba przez pół dnia, a z jego strony to prawie jak samobójstwo. Uwierzcie.
Nawet zakupy, na które postanowiłyśmy ich wyrwać nie pomogły. Bo kiedy jeden pokazywał wybrany ciuch drugiemu, ten odpowiadał " może założę to na finał ? ". niewdzięczne snoby ! To my męczymy się, żeby było im miło, żeby choć na moment zapomnieli o tej presji a oni nam tak ? Nawet kolega Lou, towarzysząc nam w lataninie po sklepach stwierdził, że zwariowali na tym punkcie a na czole powinni mieć wytatuowane wielkie "jestem debilem do potęgi X". tak mówiliśmy 3 dni przed finałem chociaż z każdą godziną dopadał nas wszystkich coraz większy stres ale nie dawaliśmy tego po sobie poznać, trzeba było się przecież wspierać....
- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - powiedz One Direction, powiedz to. Powiedz ! Modliłam się i prosiłam w myśli wszystko co możliwe. - do.. Matt'a Cardle'a. Ogłuchłam tak? One Direction zajęło 3 miejsce. Do moich oczu napływały teraz nawałnice łez. Zapomniałam, że ściskam kciuki tak mocno, że nawet ich teraz nie czuję.
Oficjalnie nie wygrali, ale dla mnie i tak są zwycięzcami.



28 sierpień, Londyn.
Siedziałam na hotelowym, bordowym fotelu z książką w dłoni. Znów nie miałam co robić. Dziewczyny poszły na zakupy, co szczerze mówiąc nudziło mnie niemiłosiernie. A chłopcy udzielali jakiegoś wywiadu. Drzwi do ich sławy otworzyły się z prędkością światła. Tak samo jak pojawiały się tłumy fanek, od 12 lat do 25. Robiło się ich coraz więcej, a nam coraz to bardziej duszno. 
Mama ze względu na Harry'ego pozwoliła nam zostać do końca wakacji. Chłopcy mieli zagrać koncert już jutro a my wyjeżdżałyśmy następnego dnia. Musimy dziś odwiedzić babcię i się z nią pożegnać. Harry zostaje w Londynie, a my wracamy do Polski. Też mogłybyśmy zostać, ale szkoła. Poza tym, mama umiera z tęsknoty i twierdzi, że czym prędzej wrócimy do domu tym szybciej przywieziemy jej kawałek Harry'ego. Dziwnie to brzmiało słuchając tego przez telefon, ale pogodziliśmy się już z faktem że nasza kochana Anne Cox jest wariatką.


"Rozstanie boli tak bardzo dlatego, że nasze dusze stanowią jedno. Może zawsze tak było i może na zawsze tak niepozostanie. Może przed tym wcieleniem żyliśmy po tysiąc razy i w każdym życiu siebie odnajdowaliśmy. I może za każdym razem z tego samego powodu nas rozdzielano. Co oznaczałoby, że dzisiejsze pożegnanie równa się pożegnaniu sprzed dziesięciu tysięcy lat i stanowi preludium przyszłego pożegnania. "


Wróciłam do czytania i od razu w oczy wpadło mi słowo ' ostanie ' . Prziecież muszę powiedzieć Zaynowi o wyjeździe w poniedziałek. Nie chciałam się z nim rozstawać. Nie chciałam się rozstawać z Sophie, z Harry'm, z chłopcami i Katie... przez ten miesiąc przywiązałam się do nich, spędzaliśmy 24 na dobę razem. Znałam ich już na wylot a nawet mogę powiedzieć, że ich kochałam. Byliśmy jedną, wielką, szczęśliwą, zakochaną w sobie rodzinką ! Czy to znaczy, że kocham Malika jak brata ? Czy ja go w ogóle kocham?



Po powrocie od babci marzyłam o tym aby wziąć prysznic i położyć się spać. Chciałam zmyć z siebie wszystkie jej buziaki przepełnione słonymi łzami i tą nadchodzącą tęsknotą. Czułam, że im szybciej się tego pozbędę tym szybciej dojdę do siebie i odpuchną mi oczy, które wówczas były niczym dwie dojrzałe, fioletowe śliwki.
Harry i Rosie rzucili się na kanapę obok pozostałych. Lustrując dokładnie widzów jakiegoś dennego science-fiction nie dostrzegłam czarnego łebka z tą zawadiacko stojącą grzywą. Zaintrygowało mnie to. No ale może poszedł spać albo zaszył się w wannie tak jak ja to za chwilę uczynię.
Rzuciłam torebkę w pierwszy kąt i zbliżając się do łazienki ściągałam z siebie T-shirt. W moim pokoju było wystarczająco jasno od latarni ulicznych, więc nie potrzebowałam zapalać światła. Jakoś nie za bardzo przepadałam za jasnością w pomieszczeniu w którym obecnie przebywałam, gdy było ciemniej to było przytulnie i tajemniczo a ja właśnie to uwielbiałam. Ku mojemu zdziwieniu nagle w pokoju rozbłysło jaskrawe światło lampki nocnej.
- Malik ! Co Ty do cholery robisz w moim pokoju ? - warknęłam.
- czekałem na Ciebie. - jego mina nie wskazywała teraz stu procent dobrego humoru. Był przygnębiony i przybity choć chyba powinien się cieszyć z sukcesu.
- ale ja właśnie .. - kiwnęłam kciukiem za siebie wskazując drzwi łazienki. - to ważne? - chłopak pokiwał twierdząco głową. Westchnęłam cicho i już siedziałam po turecku obok niego, opierając plecy o ścianę. -co jest ?
- bo widzisz Kim .. - gwałtownie podniósł się z łóżka i stanął naprzeciwko mnie. - Kim bo ja .. chciałem –
nerwowo zgryzł wargę i spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem pełnym nadziei na to, że pomogę mu wydobyć jakieś słowo.    
- prosto z mostu. - rozłożyłam ręce zsuwając się do krawędzi łóżka.
- ja bardzo Cię lubię, wiesz ? Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. Wiedziałem już, że mam dla kogo to robić. Jesteś jak taki anioł stróż i chciałbym żebyś była zawsze, zawsze przy mnie. - cicho westchnął. Kucnął przy mnie i oparł brodę na moich kolanach – chciałbym się przy Tobie budzić i patrzeć na Ciebie w każdej sekundzie i na tę chwilę nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie i może to głupie ale ja Ciebie chyba ... - mikro-sekundowa cisza pozwoliła mi przejąć ten dialog. Zayn podziwiał teraz albo swoje buty, albo moje stopy albo dywan.
- Zayn, ja wyjeżdżam. Wracam do polski. W poniedziałek – przerwałam mu nie chcąc by wypowiedział te ostatnie słowo. Tak, głównie ze względu na siebie bo byłoby mi trudniej się z nim pożegnać.
- co ? - spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie jakby chciał zaraz zabić mnie siłą swojego wzroku.
- muszę wrócić do Polski. Mam tam szkołę. - przeczesałam ręką włosy Zayna. - myślałam  że wiesz. - oczywiście, że wiedziałam że nie wie ! Ale przecież miałam świadomość tego, że ma ochotę mnie teraz zabić więc musiałam udać głupią. Psychicznie chorych się oszczędza i traktuje łagodniej. Zaczęłam nerwowo wykręcać palce a on wryty w to co robię, opierał się na moich kolanach bez słowa. W pokoju panowała taka cisza, że jego oddech teraz brzmiał jak rockowy koncert Ozziego Osbourna.
Skrzywdziłam go. Przecież chciałam żeby się zakochał, przecież mi na nim zależy. Moje ciało rozrywały teraz wyrzuty sumienia a do moich oczu napłynęły łzy. Jestem głupia. Rozkochuję w sobie chłopaka, który na domiar złego jest idealny, a potem tak perfidnie mówię mu że to koniec gdzie nawet jeszcze nie było początku ? Głupie 16-latki tak mają.

- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika.
" ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.
Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie mogłam dodać nic wczoraj, bo zwyczajnie nie miałam czasu.
korzystając z okazji chciałabym złożyć BEST WISHES EVER z okazji 3 rocznicy twórczości chłopaków ! <3
no i oczywiście, Leeroy wymiata *,*
rozdział dedykuję Pauli, która męczyła mnie wczoraj do 3:15, która razem z 3 miśkami zajmowała większą cześć mojego łóżka.
comment !
damntrue, kiss. x

niedziela, 21 lipca 2013

WAŻNE.

trochę ode mnie.

ciągle uczę się jak upiększać tego bloga. nie jestem w tym dobra i mało ogarniam ale posuwam się na przód, to najważniejsze. postanowiłam wprowadzić małe zmiany jak np. ostatnie zdania poprzednich rozdziałów dla przypomnienia czytelnikom co i jak, żebyście nie musieli grzebać, szukać, wkurzać się i klikać. mniej klikania to i człowiek szczęśliwszy, nie ? ; ) to się będzie działo dopiero od rozdziału dziesiątego, który pojawi się wkrótce i na którego zapraszam ! 
poza tym, zachęcam do komentowania bo to daję mi motywację do dalszego pisania. liczę na szczere oceny i recenzje tych wypocin. będę wdzięczna !
~ damtrue, kiss.x

środa, 17 lipca 2013

chapter 9.

dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.


Wybiła 6. na szczęście telefon milczał, nie wyrywając mnie z błogiego snu. To dobrze. Nie, nie dobrze! Bo zamiast tego do pokoju wdarł się Liam i Loius, którzy zerwali z nas kołdrę.
- co do cholery ? - mruknął Malik próbując zabrać im okrycie.
- wiecie która godzina ?! - usłyszałam przyjemny głos Louisa, który w tym momencie wydzierał się niesamowicie głośno ale to nie wyklucza faktu, że jego głos był naprawdę miły. - musimy przecież jechać !
- Zayn, nie mów że zapomniałeś ? - powiedział Liam, rzucając w niego spodniami. - ubieraj się
- Bootcampy... – ziewnął Zayn pochylając się nade mną, złapał powietrze by coś powiedzieć.
- Ani mi się waż otwierać ust. - wydusiłam z siebie zanim mulat zdążył zabrać głos. chłopaki się zaśmiali a ja mozolnie podniosłam głowę z poduszki – już wstaję – siadłam na brzegu łóżka, przetarłam oczy. - Liam, rzucisz mi skarpetki ? Tam leżą. - chłopak wykonał moją prośbę, a ja schylając się zakładałam część garderoby.
- ale masz fajne dołki w plecach ! - krzyknął Zayn. Skoro był w stanie je zobaczyć oznaczało to że na pewno koszulka podwinęła się za wysoko. Pozostała dwójka chłopców zbiegła się na zdanie wypowiedziane przez Mulata wgapiając się namiętnie w moje plecy.
- Pokaż ! – krzyknął Louis
- Nie macie swoich ? - powiedziałam z uśmiechem i dumą, bo dołeczki u dołu pleców nie zdarzają się często, szybko naciągając T-shirt na dane miejsce.
- ale Ty jesteś ... - oburzył się Liam.
- podobno nam się spieszy... – odparłam
- aaa no tak ! Dobra to my idziemy budzić pozostałych a wy się ogarnijcie! – powiedział Liam, kładąc Louisowi rękę na ramieniu.
- co ? Nas obudziliście pierwszych ?! - wydarł się Zayn.
- taak ? Bo Wy wczoraj najdłużej rozmawialiście – wypowiedział Louis tak jak to by było oczywiste, że nas trzeba katować jako pierwszych, na co ja spojrzałam w stronę Zayna mrużąc oczy.
- no bo ktoś tu wczoraj myszy słyszał ... – powiedziałam z jawnym sarkazmem w głosie.
- Zayn boi się myszy ! Zayn boi się myszy ! - chłopaki wybuchnęli śmiechem i usunęli się z naszego pokoju. Popatrzyliśmy z brunetem przez chwilę na siebie i już oboje wiedzieliśmy co chcemy powiedzieć i zrobić.
- ja pierwsza, ja pierwszy – wyrwało się równocześnie z naszych ust. Zanim się zorientowałam Zayn stał już w drzwiach łazienki.
- no to może razem ? - poruszał wymownie brwiami.    
- utop się! - rzuciłam w niego poduszką a on zniknął za drzwiami, po chwili słyszałam już tylko śpiew i dźwięk wody wydobywającej się z prysznica. Postanowiłam zebrać swoje rzeczy i ogarnąć pokój. 
Pogoda była naprawdę fajna. Podnoszące się zza horyzontu słońce idealnie pasowało do krajobrazu, który przedstawiony był za oknem a odbijające się w tafli wody promyki nadawały tylko uroku lipcowemu, ciepłemu i kolorowemu dniu. Aż chciało się żyć. Zgarniając kurtkę Zayna wypadł z niego ten notes, który podejrzewam wymacałam wtedy w jego kieszeni wracając z nad jeziora. Przeczytać ? Otworzyłam na pierwszej lepszej stronie, zobaczyłam tylko " moje marzenie w końcu się spełniło bo ona jest tu ze mną " .. poczułam przyjemne ukłucie w żołądku i nabrałam ochoty by przeczytać więcej więc delikatnie palcem próbowałam przewrócić na następną stronę. Nieee ! Jak  ty czułabyś się jakby ktoś grzebał w Twojej prywatności ? Odłóż to głupia dziewucho ! Milion myśli pojawiło się w mojej głowie, ale na szczęście w porę się opamiętałam. Włożyłam mały zeszycik z powrotem do kieszeni kurtki, z której wypadł. Serce biło mi niebezpiecznie szybko i mocno. Nie miałam pojęcia czy to z radości po przeczytaniu zdania o 'niej'. a może to po prostu ludzkie wyrzuty sumienia, że jestem wredną i wścibską babą bo interesuję się tym czym tak naprawdę nie powinnam się interesować. No ale skoro mam ludzkie wyrzuty to przecież kieruje mną ludzka ciekawość...
*to ma sens.*
Choć co by się nie działo, nie powinnam. Nigdy więcej. Mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Czyli jestem dla niego ważna. A może to nie ja ? Wolę oszaleć niż o tym myśleć, chociaż tak właśnie będzie jak myśleć nie przestanę, a nie przestanę.

W granicach 9, wszyscy siedzieliśmy już w samochodzie Liam'a. Harry wstawił swój samochód, a właściwie samochód babci do garażu obok domku, gdyż spokojnie wszyscy zmieściliśmy się w Vanie pana z grzywką. 
- wszyscy obecni ? - rzekł Liam zapinając pasy.
- Zwarci i gotowi ! – krzyknął Louis 
- Witaj Londynie ! – krzyknął Zayn
- Witaj X- Factor ! - powiedział Nial.
- Witaj sławo – powiedział Liam
- witajcie fanki ! - z największym wyszczerzem, zadowoleniem i podekscytowaniem krzyknął Harry na co każdy wybuchł śmiechem. Niestety, sielanka ta nie trwała długo ponieważ oprócz prowadzącego Liama każdy z chłopców zasnął. A może i stety, przynajmniej miałyśmy czas by spokojnie pogadać. Po godzinie Liam kazał obudzić Louisa, który miał w zastępstwie poprowadzić aż do samiutkiego Londynu. I tak też się stało, natomiast na jego miejsce poszedł obecny kierowca, który w przeciągu 3 minut zasnął na ramieniu Zayna.

Teatr, w którym obecnie miały miejsce bootcampy był ogromny, wszędzie kamery, ludzie z bagażami, którzy cieszyli się na swój widok, płakali, śpiewali, spali na walizkach, modlili się, ćwiczyli układ tańca. Wchodziliśmy dalej w głąb teatru, gdzie niestety musiałyśmy się zatrzymać, a chłopcy ze specjalnymi przepustkami weszli dalej. Pożegnałyśmy się z nimi, życząc powodzenia a następnie udałyśmy się w poszukiwaniu automatów z gorącą kawą. Chłopcy wybiegali od czasu do czasu by poinformować nas co się tam dzieje. Zapoznałyśmy się z pozostałymi, którzy czekali na swoich bliskich walczących o spełnienie marzeń. Poczułam się dość dobrze. Ta atmosfera, to odczucie motywującego do działania stresu naprawdę mi odpowiadały. Pomyślałam, że to miejsce dla mnie, dobrze się czułam na scenie. Jednak mimo wszystko nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Chciałabym aby Harry był szczęśliwy, aby jego marzenia się spełniły. Chciałabym mieć rodziców tu obok siebie. Chciałabym, żeby Rosie wyrosła na dobrego człowieka. Chciałabym aby nigdy mnie nie zawiodła. Chciałabym aby moja rodzina nie miała kłopotów. Chciałabym spełnić swoje marzenia. Chciałabym.
 
Nie sądziłam, nawet się nie spodziewałam takiego przebiegu spraw. Myślałam, że będziemy musieli wracać w nocy do domu albo co najmniej spać w samochodzie. Okazało się, że dla wszystkich czekających, wspierających i kibicujących są pokoje hotelowe. Wiadomo, nie 5-cio gwiazdkowe ale zawsze to kawałek łóżka. Chłopcy ćwiczyli, pocili się, śpiewali. Tak minęły nam te dwa dni bez większych wrażeń. No chyba, że to że chłopcy wyprostowali włosy Harry'emu jak spał a ten po przebudzeniu płakał jak dzieciak. aa no i ewentualnie to, że Niall zawiązał Louisowi wszystkie sznurowadła u wszystkich butów za to, że ten wcześniej ściągnął mu na próbie spodnie i stał w samych bokserkach przed jury. jakże mogłabym zapomnieć o Zaynie i Liamie, którzy zasnęli pod łóżkiem gdzie chowali się by nikt nie znalazł ich i nie zawołał na próbę. to przecież normalne zachowanie, także generalnie można powiedzieć, że teoretycznie był spokój.

Czwartek, 23 lipca. Czekałyśmy na ogłoszenie wyników. Simon, przewodniczący jury X-Factora zwołał wszystkich uczestników. Oglądanie, czy marzenia brata mają okazję się spełnić na wielkim telebimie, nie należało do moich pragnień życiowych. Chciałabym być tam i trzymać go za rękę. Simon wymieniał po kolei imiona osób, które zakwalifikowały się do domów jurorskich. Finał spiorunował mnie tak samo mocno jak pozostałych, których bliscy nie przeszli dalej. Widziałam na twarzy Harry'ego taki smutek i zawód jakiego nigdy w życiu nie widziałam u nikogo. Naill i Liam płakali.
- nie... niech on nie płacze, proszę.. - westchnęła Rosie stojąc na przeciwko ekranu. Dotykała opuszkami palców twarzy Liama, na którą właśnie było zbliżenie.
Harry. Wchodząc za kulisy, ściągnął czapkę. Płakał. Ocierał swoją delikatną twarz tym wełnianym, szorstkim czymś. Serce pękło mi na milion kawałków, osuwałam się lekko po ścianie, szlochając. Byłam jego bliźniaczką do cholery !  W tamtym momencie przeklinałam ten stan. Odczuwałam każdy jego ból, ten psychiczny a zdarzało się nawet, że towarzyszył nam również taki identyczny ból fizyczny. Odczuwałam każde jego najmniejsze szczęście, każde zadowolenie i każde pragnienie. Po prostu to czułam i wiem, że on miał tak samo.

Dochodzący z telebimu głos mężczyzny wywołującego Harry'ego i resztę chłopaków sprawił, że podniosłam głowę chowaną w kolanach i otarłam mokre policzki od łez i czarnych tuszowych smug. Na scenie pojawili się One Direction i grupka jakichś dziewczyn. Strach, stres i nadzieja malowały na ich twarzach różne grymasy.Nicole zaczęła przepowiadać, że szkoda takich głosów, że miło będzie mieć takie dwa cudowne zespoły w X-Factor. Serce waliło mi tak jak ktoś uderzałby wielkim młotem w wielki bęben a ja o mały włos nie połamałam sobie kciuków od zaciskania ich w pięściach. 
- przechodzicie dalej ! - w końcu oznajmiła jurorka. A jak stałam jak wryta, niczym sparaliżowana. Przysięgam, że nie czułam żadnej części swojego ciała oprócz serca które chyba właśnie łamało mi żebra.

Byłyśmy już coraz bliżej. Słyszałam tylko tupot tysięcy kroków wybiegających w naszą stronę. Chciałyśmy pogratulować chłopcom kolejnego zwycięstwa i przejścia do następnego etapu. Drzwi otworzyły się a zza nich wynurzyło się kilkadziesiąt osób. Próbowałam odnaleźć znajomą twarz. Liam już zdążył podbiec do Rosie składając na jej wargach buziaka. 
- Kim .. - dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.
- Zayn ! - krzyknęłam biegnąc w jego stronę. Złapał mnie i podniósł do góry, oplatając swoje ręce na mojej talii. Mocno zacisnęłam ręce na szyi chłopaka, żeby mocą uścisku pokazać mu jak bardzo jestem szczęśliwa. 
- Tak bardzo się cieszę, tak cholernie się cieszę ! – schował głowę między moją szyję a obojczyk – nie wierzę w to – wymamrotał prosto w moje ucho, a ja na szyi czułam wzór ust wypowiadanych przez niego słów. Kiedy stałam na nogach ujęłam jego twarz w swoje dłonie a on jedną ręką wplótł palce w moje włosy, drugą natomiast trzymając w mojej talii przysuwał do siebie. Stałam osłupiała patrząc mu w oczy. Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania "przepraszam, nie powinienem tego robić", zanim wzrok utkwił w podłodze.
- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.
- Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda.
WIEDZIAŁAM !


poniedziałek, 15 lipca 2013

chapter 8.

chciałem się tylko do Ciebie przytulić.


co się tam do cholery dzieje ? no nic, na pewno mi się śni.
powoli podniosłam ciężkie powieki, przeklinając pod nosem jasno świecące promyki słońca, które wdzierały się przez odsłonięte okna padając prosto na moją twarz. jeszcze zaspana rozejrzałam się po pokoju by dokonać dokładnych oględzin pomieszczenia. gwałtownie odwróciłam głowę w drugą stronę łóżka, słysząc cichy pomruk. Malik. popatrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem.
Mulat przewrócił się na drugi bok. spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej, ósma czterdzieści cztery. postanowiłam wziąć kąpiel i naturalnie ogarnąć się by spokojnie móc przebywać z ludźmi. szybkim susem zeskoczyłam z łóżka. podchodząc do okna, popatrzyłam przez nie. nawet nie zauważyłam, że rozchodził się piękny widok jeziora.
jezioro... Zayn mnie wczoraj wrzucił do jeziora, pocałował mnie. dał mi swoją kurtkę, spałam obok niego, był tu, śpiewał mi. nadal jest.
spojrzałam w stronę mulata, uśmiechnęłam się. wydał z siebie słodki dźwięk, znów przekręcając się na bok. zasłoniłam okna, niech sobie śpi.
skończywszy poranną toaletę, rozgrzebałam swoją walizkę by odnaleźć jakieś lekkie buty i wyjść do salonu, bo hałasy dobiegające stamtąd wcale nie ucichły. wręcz przeciwnie, doszły do tego jeszcze jakieś śmiechy.
siadłam na swojej stronie łóżka, po cichu wciągając na siebie tenisówki, nie zauważając że Zayn uchylił powieki.
- wstałaś już ? - wydobył z siebie zdanie zaspanymi zdziwionym głosem.
- nie mogłam spać, myślałam, że słońce wypali mi twarz. poza tym te krzyki - spojrzałam na niego. - śpij jeszcze.
Patrzyłam jak leniwie podnosi się z łóżka, mrucząc coś na wzór "chyba z dziesięć lat tak wcześnie nie wstawałem". miał na sobie jedynie czarne bokserki. wydatną i zadziorną szczękę zdobił lekki, jeszcze niegęsty zarost a zmierzwione, czarne włosy dodawały mu tylko uroku.
- pójdę z Tobą. - powiedział, wciągając na siebie czarne spodnie, następnie bluzę.

- urządziliście sobie koncert ?! o 8 rano ?! - warknęłam nalewając sobie szklankę soku.
- i to beze mnie ?! - powtórzył z taką samą irytacją ale też z uśmiechem na twarzy Zayn, wykonując tą czynność co ja.
- baa, ale zobacz ją mamy widownię - Lou wskazał na kanapę, na której siedziały Sophie i Kate, a przed nimi grupka chłopców w gaciach, ręcznikach bądź kocach. A Louis miał na sobie kuchenny fartuszek. Rosie jeszcze spała co mnie nie zdziwiło, bo była takim samym śpiochem jak ja i Harry.
Brat poinformował mnie i Zayna, że przesłuchania do domów jurorskich są już jutro.
Okazało się, że to może trwać ok 5 dni więc akurat do naszego wyjazdu. Chciałyśmy z Rosie zostać co najmniej do finału, ale to aż 4 tygodnie. Miejmy nadzieję, że mama się zgodzi. 
Ten dzień spędzilismy na wspólnych zabawach, na wspólnych wygłupach, na koncertach, na karaoke, na playstation, na monopolu, grze w karty i bitwy na poduszki ponieważ Niall był stanowczo za bardzo przeciwny by rzucać się jedzeniem. Przedstawił nam również perspektywę sprzątania i cała paczka zrezygnowała z pomysłu. Poduszki były bezpieczniejsze.
W pokoju panował harmider, który stworzyli dwaj chłopacy za sprawą gry, którą uwielbiali i która sprawiała, że mogli zapomnieć swoich problemach. 
- No dalej! Dalej ! – krzyczał zielonooki, który pod wpływem emocji, aż podskoczył na kanapie.
- Nie masz szans ! – zauważył Liam, który opanowany i pewny siebie coraz szybciej zbliżał się do zwycięstwa. 
- Głupia ta gra ...
Sam jesteś głupi ! – zaśmiał się – nie umiesz przegrywać, po prostu. Mistrzem wyścigów zostaje…- urwał, aby dodać napięcia – Liam! Wygrałem! Juuuhuuuu ! – wrzasnął, podskakując na kanapie. – widzisz Harry, to tak się robi…
- dobra, dobra – pokręcił głową, widocznie rozczarowany i sfrustrowany Harry faktem, że to on okazał się być tym drugim. Nie chciał się do tego przyznać, ale był zły na przyjaciela, że kolejny raz wygrał.- Ta gra i tak jest do niczego – wzruszył ramionami, biorąc do rąk miskę z popcornem, która stała na stoliku obok.
- Chłopcy, przećwiczcie sobie układ, piosenki i te inne a my zrobimy coś do jedzenia – rzuciła Sophie. - no dziewczynki, jazda do kuchni !
Przygotowałyśmy makaron z jakimś sosem, co miało się nazywać spaghetti ale w żadnym detalu tego nie przypominało. pocieszające było to, że Niall i tak to zje. swoją drogą, gdzie on to mieścił ? po nim nie widać nawet że je cokolwiek a tymczasem pochłania tyle, co my wszyscy razem wzięci.

- Sophie, co z Harry'm ? - powiedziałam do przyjaciółki, wycierającą naczynia, stając obok niej. ruszyłam szybko brwiami w górę i dół a na jej twarzy wymalował się promienny uśmiech. Daję słowo, że wierzchołki jej ust dotykały w tym momencie uszu.
- jak co ? Masz niesamowitego brata. Gadaliśmy caaaaałą noc, przypominaliśmy sobie dzieciństwo, jak obsiadły Cię mrówki kiedy próbowałaś je zdobyć chcąc wrzucić Harry'emu w kanapki. - zaśmiałyśmy się.
- Ale, hmm.. czy wy coś tego ? No wiesz .. 
- nie.. na pewno nie.
- chciałabyś, co?
- aż tak bardzo widać ?
- Mhm – pokiwałam twierdząco głową 
- powodzenia. -  Sophie uśmiechnęła się po czym krzyknęła na cały głos :
- kolacja darmozjady !
Wybiła 23 i wszyscy zdecydowali się, że idą spać. W końcu jutro trzeba było wstać wcześnie bo  przed nami ponad 200 mil i ciężkie dni w X-factorze.
Ułożyłam się wygodnie na boku wkładając pod głowę róg kołdry. Zawsze tak robiłam, szybciej zasypiałam i czułam się bezpieczniej przed potworami wyskakującymi z szafy. A najbardziej bałam się Oompa Loompasów z ' Charlie i fabryka czekolady '. po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz kiedy wyobraziłam sobie, że jeden taki zielonowłosy miałby mi się zaraz ukazać. Próbowałam pociągnąć jeszcze trochę kołdry, owijając się w nią ale coś stanęło mi na drodze.
Ktoś.
- ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie.
- Co ? - odwróciłam głowę w stronę, z której usłyszałam dźwięk.
- też tu jestem księżniczko – powiedział kpiąco Zayn, podkreślając ostatni wypowiedziane słowo, który faktycznie obok mnie leżał, gwałtownie i silnie pociągając za kołdrę.
- faktycznie ! Jakże mogłam o Tobie zapomnieć ?! – zaśmiałam się, po czym złapałam za kołdrę otulając nią Zayna – już okryję Cię dzieciaczku żebyś czasem nie zmarzł – powiedziałam pieszczotliwie. Moja twarz znajdowała się co najmniej 15 cm nad jego twarzą a włosy opadały swobodnie na jego czoło i policzki. Spojrzeliśmy na siebie, wymownie chrząknęłam aby przerwać milczenie i wykorzystać moment by odsunąć się na bardziej przyzwoitą odległość.
- eeeem... no tak, w porównaniu do Ciebie to ja jestem mało widoczny na tym łóżku – zaśmiał się.
- Czubek...
- się nie przezywaj – powiedział komicznym głosem Zayn.
- Idź spać – pacnęłam go rogiem kołdry – jutro ważny dzień. - Przymknęłam oczy.
- Ale będziesz tam ze mną ?
- Będę wariacie, dobranoc – uśmiechnęłam się, poprawiając się na łóżku aby uzyskać wygodną pozycję do spania. Kiedy mi się to udało, dość szybko zasypiałam.
- Kim ...
- mhm ? - odparłam zaspanym głosem nawet nie otwierając oczu.
- Słyszę komara..
- no i co z tego ? Nie zje Cię.
- ale ja słyszę to bzyczenie – mówił podenerwowanym głosem.
- to zatkaj sobie uszy - odwróciłam głowę w stronę bruneta.
- Kim ... - niestety ponownie usłyszałam głos bruneta. westchnęłam cicho i z opanowaniem w głosie mruknęłam.
- Tak ?
- Wydaje mi się że słyszałem mysz...
- Zayn ... nie obgryzą Ci paznokci.. śpij, ok ? - ułożyłam wygodniej głowę kładąc jedną rękę na kołdrę. Zayn westchnął ale po sekundzie ucichł. 
- Kim ... - chłopak nie dawał za wygraną. 
- co ?! - warknęłam głośno zrywając się do pozycji siedzącej. Chłopak spojrzał na mnie podnosząc głowę.
- Nic, po protu lubię jak się złościsz – posłał mi wyszczerzony uśmiech a ja wywróciłam oczami.
- ale jesteś głupi – rzekłam z wyrzutem bezwładnie rzucając się na poduszkę, automatycznie odwracając się tyłem do Zayna.
- nie gniewaj się – dźgnął mnie w bok
- ostrzegam Cię- Zayn powtórzył czynność a we mnie się gotowało i byłam skłonna zrobić mu krzywdę – Zayn ostrzegam – kolejny raz poczułam jego palec między żebrami. Przekręciłam się szybko w jego stronę – pożałujesz .. - pogroziłam wskazującym palcem w jego stronę a on jak gdyby nigdy nic złapał mnie za rękę i położył ją na swoim policzku
- chciałem się tylko do Ciebie przytulić – zrobił smutną minę, która była tak bardzo udawana że aż prawdziwa i naprawdę byłam w stanie mu uwierzyć.
- nie tym razem, kochany nie tym razem – posłałam mu uśmiech, zabierając rękę z jego policzka, potargałam mu włosy, które już i tak miał nieogarnięte. Odwróciłam się tyłkiem do bruneta, on po krótkiej chwili zrobił to samo
- Kim ...
- Zaaaaaayn ! - powiedziałam zaciskając zęby – co ?
- posuń kuper .. - usłyszałam cichy śmiech mulata.
- dobranoc Zayn – promiennie odpowiedziałam Malikowi. Poczułam, że wierci się na łóżku, przeklęłam w myśli i wywróciłam oczy.
- dobranoc, Kimberly – powiedział prosto w moje ucho zagłębiając się w głębokie miejsce niedaleko obojczyka. - dobranoc. - uśmiechnęłam się. Poczułam miłe ukłucie w sercu, a po moim ciele przeszedł równie miły dreszcz.
* dobranoc kochanie *





~*~
jeśli już  to czytasz, będę wdzięczna jak zostawisz po sobie komentarz. to znaczy dla mnie naprawdę dużo.
kiss ! x