niedziela, 21 lipca 2013

WAŻNE.

trochę ode mnie.

ciągle uczę się jak upiększać tego bloga. nie jestem w tym dobra i mało ogarniam ale posuwam się na przód, to najważniejsze. postanowiłam wprowadzić małe zmiany jak np. ostatnie zdania poprzednich rozdziałów dla przypomnienia czytelnikom co i jak, żebyście nie musieli grzebać, szukać, wkurzać się i klikać. mniej klikania to i człowiek szczęśliwszy, nie ? ; ) to się będzie działo dopiero od rozdziału dziesiątego, który pojawi się wkrótce i na którego zapraszam ! 
poza tym, zachęcam do komentowania bo to daję mi motywację do dalszego pisania. liczę na szczere oceny i recenzje tych wypocin. będę wdzięczna !
~ damtrue, kiss.x

środa, 17 lipca 2013

chapter 9.

dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.


Wybiła 6. na szczęście telefon milczał, nie wyrywając mnie z błogiego snu. To dobrze. Nie, nie dobrze! Bo zamiast tego do pokoju wdarł się Liam i Loius, którzy zerwali z nas kołdrę.
- co do cholery ? - mruknął Malik próbując zabrać im okrycie.
- wiecie która godzina ?! - usłyszałam przyjemny głos Louisa, który w tym momencie wydzierał się niesamowicie głośno ale to nie wyklucza faktu, że jego głos był naprawdę miły. - musimy przecież jechać !
- Zayn, nie mów że zapomniałeś ? - powiedział Liam, rzucając w niego spodniami. - ubieraj się
- Bootcampy... – ziewnął Zayn pochylając się nade mną, złapał powietrze by coś powiedzieć.
- Ani mi się waż otwierać ust. - wydusiłam z siebie zanim mulat zdążył zabrać głos. chłopaki się zaśmiali a ja mozolnie podniosłam głowę z poduszki – już wstaję – siadłam na brzegu łóżka, przetarłam oczy. - Liam, rzucisz mi skarpetki ? Tam leżą. - chłopak wykonał moją prośbę, a ja schylając się zakładałam część garderoby.
- ale masz fajne dołki w plecach ! - krzyknął Zayn. Skoro był w stanie je zobaczyć oznaczało to że na pewno koszulka podwinęła się za wysoko. Pozostała dwójka chłopców zbiegła się na zdanie wypowiedziane przez Mulata wgapiając się namiętnie w moje plecy.
- Pokaż ! – krzyknął Louis
- Nie macie swoich ? - powiedziałam z uśmiechem i dumą, bo dołeczki u dołu pleców nie zdarzają się często, szybko naciągając T-shirt na dane miejsce.
- ale Ty jesteś ... - oburzył się Liam.
- podobno nam się spieszy... – odparłam
- aaa no tak ! Dobra to my idziemy budzić pozostałych a wy się ogarnijcie! – powiedział Liam, kładąc Louisowi rękę na ramieniu.
- co ? Nas obudziliście pierwszych ?! - wydarł się Zayn.
- taak ? Bo Wy wczoraj najdłużej rozmawialiście – wypowiedział Louis tak jak to by było oczywiste, że nas trzeba katować jako pierwszych, na co ja spojrzałam w stronę Zayna mrużąc oczy.
- no bo ktoś tu wczoraj myszy słyszał ... – powiedziałam z jawnym sarkazmem w głosie.
- Zayn boi się myszy ! Zayn boi się myszy ! - chłopaki wybuchnęli śmiechem i usunęli się z naszego pokoju. Popatrzyliśmy z brunetem przez chwilę na siebie i już oboje wiedzieliśmy co chcemy powiedzieć i zrobić.
- ja pierwsza, ja pierwszy – wyrwało się równocześnie z naszych ust. Zanim się zorientowałam Zayn stał już w drzwiach łazienki.
- no to może razem ? - poruszał wymownie brwiami.    
- utop się! - rzuciłam w niego poduszką a on zniknął za drzwiami, po chwili słyszałam już tylko śpiew i dźwięk wody wydobywającej się z prysznica. Postanowiłam zebrać swoje rzeczy i ogarnąć pokój. 
Pogoda była naprawdę fajna. Podnoszące się zza horyzontu słońce idealnie pasowało do krajobrazu, który przedstawiony był za oknem a odbijające się w tafli wody promyki nadawały tylko uroku lipcowemu, ciepłemu i kolorowemu dniu. Aż chciało się żyć. Zgarniając kurtkę Zayna wypadł z niego ten notes, który podejrzewam wymacałam wtedy w jego kieszeni wracając z nad jeziora. Przeczytać ? Otworzyłam na pierwszej lepszej stronie, zobaczyłam tylko " moje marzenie w końcu się spełniło bo ona jest tu ze mną " .. poczułam przyjemne ukłucie w żołądku i nabrałam ochoty by przeczytać więcej więc delikatnie palcem próbowałam przewrócić na następną stronę. Nieee ! Jak  ty czułabyś się jakby ktoś grzebał w Twojej prywatności ? Odłóż to głupia dziewucho ! Milion myśli pojawiło się w mojej głowie, ale na szczęście w porę się opamiętałam. Włożyłam mały zeszycik z powrotem do kieszeni kurtki, z której wypadł. Serce biło mi niebezpiecznie szybko i mocno. Nie miałam pojęcia czy to z radości po przeczytaniu zdania o 'niej'. a może to po prostu ludzkie wyrzuty sumienia, że jestem wredną i wścibską babą bo interesuję się tym czym tak naprawdę nie powinnam się interesować. No ale skoro mam ludzkie wyrzuty to przecież kieruje mną ludzka ciekawość...
*to ma sens.*
Choć co by się nie działo, nie powinnam. Nigdy więcej. Mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Czyli jestem dla niego ważna. A może to nie ja ? Wolę oszaleć niż o tym myśleć, chociaż tak właśnie będzie jak myśleć nie przestanę, a nie przestanę.

W granicach 9, wszyscy siedzieliśmy już w samochodzie Liam'a. Harry wstawił swój samochód, a właściwie samochód babci do garażu obok domku, gdyż spokojnie wszyscy zmieściliśmy się w Vanie pana z grzywką. 
- wszyscy obecni ? - rzekł Liam zapinając pasy.
- Zwarci i gotowi ! – krzyknął Louis 
- Witaj Londynie ! – krzyknął Zayn
- Witaj X- Factor ! - powiedział Nial.
- Witaj sławo – powiedział Liam
- witajcie fanki ! - z największym wyszczerzem, zadowoleniem i podekscytowaniem krzyknął Harry na co każdy wybuchł śmiechem. Niestety, sielanka ta nie trwała długo ponieważ oprócz prowadzącego Liama każdy z chłopców zasnął. A może i stety, przynajmniej miałyśmy czas by spokojnie pogadać. Po godzinie Liam kazał obudzić Louisa, który miał w zastępstwie poprowadzić aż do samiutkiego Londynu. I tak też się stało, natomiast na jego miejsce poszedł obecny kierowca, który w przeciągu 3 minut zasnął na ramieniu Zayna.

Teatr, w którym obecnie miały miejsce bootcampy był ogromny, wszędzie kamery, ludzie z bagażami, którzy cieszyli się na swój widok, płakali, śpiewali, spali na walizkach, modlili się, ćwiczyli układ tańca. Wchodziliśmy dalej w głąb teatru, gdzie niestety musiałyśmy się zatrzymać, a chłopcy ze specjalnymi przepustkami weszli dalej. Pożegnałyśmy się z nimi, życząc powodzenia a następnie udałyśmy się w poszukiwaniu automatów z gorącą kawą. Chłopcy wybiegali od czasu do czasu by poinformować nas co się tam dzieje. Zapoznałyśmy się z pozostałymi, którzy czekali na swoich bliskich walczących o spełnienie marzeń. Poczułam się dość dobrze. Ta atmosfera, to odczucie motywującego do działania stresu naprawdę mi odpowiadały. Pomyślałam, że to miejsce dla mnie, dobrze się czułam na scenie. Jednak mimo wszystko nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Chciałabym aby Harry był szczęśliwy, aby jego marzenia się spełniły. Chciałabym mieć rodziców tu obok siebie. Chciałabym, żeby Rosie wyrosła na dobrego człowieka. Chciałabym aby nigdy mnie nie zawiodła. Chciałabym aby moja rodzina nie miała kłopotów. Chciałabym spełnić swoje marzenia. Chciałabym.
 
Nie sądziłam, nawet się nie spodziewałam takiego przebiegu spraw. Myślałam, że będziemy musieli wracać w nocy do domu albo co najmniej spać w samochodzie. Okazało się, że dla wszystkich czekających, wspierających i kibicujących są pokoje hotelowe. Wiadomo, nie 5-cio gwiazdkowe ale zawsze to kawałek łóżka. Chłopcy ćwiczyli, pocili się, śpiewali. Tak minęły nam te dwa dni bez większych wrażeń. No chyba, że to że chłopcy wyprostowali włosy Harry'emu jak spał a ten po przebudzeniu płakał jak dzieciak. aa no i ewentualnie to, że Niall zawiązał Louisowi wszystkie sznurowadła u wszystkich butów za to, że ten wcześniej ściągnął mu na próbie spodnie i stał w samych bokserkach przed jury. jakże mogłabym zapomnieć o Zaynie i Liamie, którzy zasnęli pod łóżkiem gdzie chowali się by nikt nie znalazł ich i nie zawołał na próbę. to przecież normalne zachowanie, także generalnie można powiedzieć, że teoretycznie był spokój.

Czwartek, 23 lipca. Czekałyśmy na ogłoszenie wyników. Simon, przewodniczący jury X-Factora zwołał wszystkich uczestników. Oglądanie, czy marzenia brata mają okazję się spełnić na wielkim telebimie, nie należało do moich pragnień życiowych. Chciałabym być tam i trzymać go za rękę. Simon wymieniał po kolei imiona osób, które zakwalifikowały się do domów jurorskich. Finał spiorunował mnie tak samo mocno jak pozostałych, których bliscy nie przeszli dalej. Widziałam na twarzy Harry'ego taki smutek i zawód jakiego nigdy w życiu nie widziałam u nikogo. Naill i Liam płakali.
- nie... niech on nie płacze, proszę.. - westchnęła Rosie stojąc na przeciwko ekranu. Dotykała opuszkami palców twarzy Liama, na którą właśnie było zbliżenie.
Harry. Wchodząc za kulisy, ściągnął czapkę. Płakał. Ocierał swoją delikatną twarz tym wełnianym, szorstkim czymś. Serce pękło mi na milion kawałków, osuwałam się lekko po ścianie, szlochając. Byłam jego bliźniaczką do cholery !  W tamtym momencie przeklinałam ten stan. Odczuwałam każdy jego ból, ten psychiczny a zdarzało się nawet, że towarzyszył nam również taki identyczny ból fizyczny. Odczuwałam każde jego najmniejsze szczęście, każde zadowolenie i każde pragnienie. Po prostu to czułam i wiem, że on miał tak samo.

Dochodzący z telebimu głos mężczyzny wywołującego Harry'ego i resztę chłopaków sprawił, że podniosłam głowę chowaną w kolanach i otarłam mokre policzki od łez i czarnych tuszowych smug. Na scenie pojawili się One Direction i grupka jakichś dziewczyn. Strach, stres i nadzieja malowały na ich twarzach różne grymasy.Nicole zaczęła przepowiadać, że szkoda takich głosów, że miło będzie mieć takie dwa cudowne zespoły w X-Factor. Serce waliło mi tak jak ktoś uderzałby wielkim młotem w wielki bęben a ja o mały włos nie połamałam sobie kciuków od zaciskania ich w pięściach. 
- przechodzicie dalej ! - w końcu oznajmiła jurorka. A jak stałam jak wryta, niczym sparaliżowana. Przysięgam, że nie czułam żadnej części swojego ciała oprócz serca które chyba właśnie łamało mi żebra.

Byłyśmy już coraz bliżej. Słyszałam tylko tupot tysięcy kroków wybiegających w naszą stronę. Chciałyśmy pogratulować chłopcom kolejnego zwycięstwa i przejścia do następnego etapu. Drzwi otworzyły się a zza nich wynurzyło się kilkadziesiąt osób. Próbowałam odnaleźć znajomą twarz. Liam już zdążył podbiec do Rosie składając na jej wargach buziaka. 
- Kim .. - dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.
- Zayn ! - krzyknęłam biegnąc w jego stronę. Złapał mnie i podniósł do góry, oplatając swoje ręce na mojej talii. Mocno zacisnęłam ręce na szyi chłopaka, żeby mocą uścisku pokazać mu jak bardzo jestem szczęśliwa. 
- Tak bardzo się cieszę, tak cholernie się cieszę ! – schował głowę między moją szyję a obojczyk – nie wierzę w to – wymamrotał prosto w moje ucho, a ja na szyi czułam wzór ust wypowiadanych przez niego słów. Kiedy stałam na nogach ujęłam jego twarz w swoje dłonie a on jedną ręką wplótł palce w moje włosy, drugą natomiast trzymając w mojej talii przysuwał do siebie. Stałam osłupiała patrząc mu w oczy. Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania "przepraszam, nie powinienem tego robić", zanim wzrok utkwił w podłodze.
- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.
- Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda.
WIEDZIAŁAM !


poniedziałek, 15 lipca 2013

chapter 8.

chciałem się tylko do Ciebie przytulić.


co się tam do cholery dzieje ? no nic, na pewno mi się śni.
powoli podniosłam ciężkie powieki, przeklinając pod nosem jasno świecące promyki słońca, które wdzierały się przez odsłonięte okna padając prosto na moją twarz. jeszcze zaspana rozejrzałam się po pokoju by dokonać dokładnych oględzin pomieszczenia. gwałtownie odwróciłam głowę w drugą stronę łóżka, słysząc cichy pomruk. Malik. popatrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem.
Mulat przewrócił się na drugi bok. spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej, ósma czterdzieści cztery. postanowiłam wziąć kąpiel i naturalnie ogarnąć się by spokojnie móc przebywać z ludźmi. szybkim susem zeskoczyłam z łóżka. podchodząc do okna, popatrzyłam przez nie. nawet nie zauważyłam, że rozchodził się piękny widok jeziora.
jezioro... Zayn mnie wczoraj wrzucił do jeziora, pocałował mnie. dał mi swoją kurtkę, spałam obok niego, był tu, śpiewał mi. nadal jest.
spojrzałam w stronę mulata, uśmiechnęłam się. wydał z siebie słodki dźwięk, znów przekręcając się na bok. zasłoniłam okna, niech sobie śpi.
skończywszy poranną toaletę, rozgrzebałam swoją walizkę by odnaleźć jakieś lekkie buty i wyjść do salonu, bo hałasy dobiegające stamtąd wcale nie ucichły. wręcz przeciwnie, doszły do tego jeszcze jakieś śmiechy.
siadłam na swojej stronie łóżka, po cichu wciągając na siebie tenisówki, nie zauważając że Zayn uchylił powieki.
- wstałaś już ? - wydobył z siebie zdanie zaspanymi zdziwionym głosem.
- nie mogłam spać, myślałam, że słońce wypali mi twarz. poza tym te krzyki - spojrzałam na niego. - śpij jeszcze.
Patrzyłam jak leniwie podnosi się z łóżka, mrucząc coś na wzór "chyba z dziesięć lat tak wcześnie nie wstawałem". miał na sobie jedynie czarne bokserki. wydatną i zadziorną szczękę zdobił lekki, jeszcze niegęsty zarost a zmierzwione, czarne włosy dodawały mu tylko uroku.
- pójdę z Tobą. - powiedział, wciągając na siebie czarne spodnie, następnie bluzę.

- urządziliście sobie koncert ?! o 8 rano ?! - warknęłam nalewając sobie szklankę soku.
- i to beze mnie ?! - powtórzył z taką samą irytacją ale też z uśmiechem na twarzy Zayn, wykonując tą czynność co ja.
- baa, ale zobacz ją mamy widownię - Lou wskazał na kanapę, na której siedziały Sophie i Kate, a przed nimi grupka chłopców w gaciach, ręcznikach bądź kocach. A Louis miał na sobie kuchenny fartuszek. Rosie jeszcze spała co mnie nie zdziwiło, bo była takim samym śpiochem jak ja i Harry.
Brat poinformował mnie i Zayna, że przesłuchania do domów jurorskich są już jutro.
Okazało się, że to może trwać ok 5 dni więc akurat do naszego wyjazdu. Chciałyśmy z Rosie zostać co najmniej do finału, ale to aż 4 tygodnie. Miejmy nadzieję, że mama się zgodzi. 
Ten dzień spędzilismy na wspólnych zabawach, na wspólnych wygłupach, na koncertach, na karaoke, na playstation, na monopolu, grze w karty i bitwy na poduszki ponieważ Niall był stanowczo za bardzo przeciwny by rzucać się jedzeniem. Przedstawił nam również perspektywę sprzątania i cała paczka zrezygnowała z pomysłu. Poduszki były bezpieczniejsze.
W pokoju panował harmider, który stworzyli dwaj chłopacy za sprawą gry, którą uwielbiali i która sprawiała, że mogli zapomnieć swoich problemach. 
- No dalej! Dalej ! – krzyczał zielonooki, który pod wpływem emocji, aż podskoczył na kanapie.
- Nie masz szans ! – zauważył Liam, który opanowany i pewny siebie coraz szybciej zbliżał się do zwycięstwa. 
- Głupia ta gra ...
Sam jesteś głupi ! – zaśmiał się – nie umiesz przegrywać, po prostu. Mistrzem wyścigów zostaje…- urwał, aby dodać napięcia – Liam! Wygrałem! Juuuhuuuu ! – wrzasnął, podskakując na kanapie. – widzisz Harry, to tak się robi…
- dobra, dobra – pokręcił głową, widocznie rozczarowany i sfrustrowany Harry faktem, że to on okazał się być tym drugim. Nie chciał się do tego przyznać, ale był zły na przyjaciela, że kolejny raz wygrał.- Ta gra i tak jest do niczego – wzruszył ramionami, biorąc do rąk miskę z popcornem, która stała na stoliku obok.
- Chłopcy, przećwiczcie sobie układ, piosenki i te inne a my zrobimy coś do jedzenia – rzuciła Sophie. - no dziewczynki, jazda do kuchni !
Przygotowałyśmy makaron z jakimś sosem, co miało się nazywać spaghetti ale w żadnym detalu tego nie przypominało. pocieszające było to, że Niall i tak to zje. swoją drogą, gdzie on to mieścił ? po nim nie widać nawet że je cokolwiek a tymczasem pochłania tyle, co my wszyscy razem wzięci.

- Sophie, co z Harry'm ? - powiedziałam do przyjaciółki, wycierającą naczynia, stając obok niej. ruszyłam szybko brwiami w górę i dół a na jej twarzy wymalował się promienny uśmiech. Daję słowo, że wierzchołki jej ust dotykały w tym momencie uszu.
- jak co ? Masz niesamowitego brata. Gadaliśmy caaaaałą noc, przypominaliśmy sobie dzieciństwo, jak obsiadły Cię mrówki kiedy próbowałaś je zdobyć chcąc wrzucić Harry'emu w kanapki. - zaśmiałyśmy się.
- Ale, hmm.. czy wy coś tego ? No wiesz .. 
- nie.. na pewno nie.
- chciałabyś, co?
- aż tak bardzo widać ?
- Mhm – pokiwałam twierdząco głową 
- powodzenia. -  Sophie uśmiechnęła się po czym krzyknęła na cały głos :
- kolacja darmozjady !
Wybiła 23 i wszyscy zdecydowali się, że idą spać. W końcu jutro trzeba było wstać wcześnie bo  przed nami ponad 200 mil i ciężkie dni w X-factorze.
Ułożyłam się wygodnie na boku wkładając pod głowę róg kołdry. Zawsze tak robiłam, szybciej zasypiałam i czułam się bezpieczniej przed potworami wyskakującymi z szafy. A najbardziej bałam się Oompa Loompasów z ' Charlie i fabryka czekolady '. po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz kiedy wyobraziłam sobie, że jeden taki zielonowłosy miałby mi się zaraz ukazać. Próbowałam pociągnąć jeszcze trochę kołdry, owijając się w nią ale coś stanęło mi na drodze.
Ktoś.
- ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie.
- Co ? - odwróciłam głowę w stronę, z której usłyszałam dźwięk.
- też tu jestem księżniczko – powiedział kpiąco Zayn, podkreślając ostatni wypowiedziane słowo, który faktycznie obok mnie leżał, gwałtownie i silnie pociągając za kołdrę.
- faktycznie ! Jakże mogłam o Tobie zapomnieć ?! – zaśmiałam się, po czym złapałam za kołdrę otulając nią Zayna – już okryję Cię dzieciaczku żebyś czasem nie zmarzł – powiedziałam pieszczotliwie. Moja twarz znajdowała się co najmniej 15 cm nad jego twarzą a włosy opadały swobodnie na jego czoło i policzki. Spojrzeliśmy na siebie, wymownie chrząknęłam aby przerwać milczenie i wykorzystać moment by odsunąć się na bardziej przyzwoitą odległość.
- eeeem... no tak, w porównaniu do Ciebie to ja jestem mało widoczny na tym łóżku – zaśmiał się.
- Czubek...
- się nie przezywaj – powiedział komicznym głosem Zayn.
- Idź spać – pacnęłam go rogiem kołdry – jutro ważny dzień. - Przymknęłam oczy.
- Ale będziesz tam ze mną ?
- Będę wariacie, dobranoc – uśmiechnęłam się, poprawiając się na łóżku aby uzyskać wygodną pozycję do spania. Kiedy mi się to udało, dość szybko zasypiałam.
- Kim ...
- mhm ? - odparłam zaspanym głosem nawet nie otwierając oczu.
- Słyszę komara..
- no i co z tego ? Nie zje Cię.
- ale ja słyszę to bzyczenie – mówił podenerwowanym głosem.
- to zatkaj sobie uszy - odwróciłam głowę w stronę bruneta.
- Kim ... - niestety ponownie usłyszałam głos bruneta. westchnęłam cicho i z opanowaniem w głosie mruknęłam.
- Tak ?
- Wydaje mi się że słyszałem mysz...
- Zayn ... nie obgryzą Ci paznokci.. śpij, ok ? - ułożyłam wygodniej głowę kładąc jedną rękę na kołdrę. Zayn westchnął ale po sekundzie ucichł. 
- Kim ... - chłopak nie dawał za wygraną. 
- co ?! - warknęłam głośno zrywając się do pozycji siedzącej. Chłopak spojrzał na mnie podnosząc głowę.
- Nic, po protu lubię jak się złościsz – posłał mi wyszczerzony uśmiech a ja wywróciłam oczami.
- ale jesteś głupi – rzekłam z wyrzutem bezwładnie rzucając się na poduszkę, automatycznie odwracając się tyłem do Zayna.
- nie gniewaj się – dźgnął mnie w bok
- ostrzegam Cię- Zayn powtórzył czynność a we mnie się gotowało i byłam skłonna zrobić mu krzywdę – Zayn ostrzegam – kolejny raz poczułam jego palec między żebrami. Przekręciłam się szybko w jego stronę – pożałujesz .. - pogroziłam wskazującym palcem w jego stronę a on jak gdyby nigdy nic złapał mnie za rękę i położył ją na swoim policzku
- chciałem się tylko do Ciebie przytulić – zrobił smutną minę, która była tak bardzo udawana że aż prawdziwa i naprawdę byłam w stanie mu uwierzyć.
- nie tym razem, kochany nie tym razem – posłałam mu uśmiech, zabierając rękę z jego policzka, potargałam mu włosy, które już i tak miał nieogarnięte. Odwróciłam się tyłkiem do bruneta, on po krótkiej chwili zrobił to samo
- Kim ...
- Zaaaaaayn ! - powiedziałam zaciskając zęby – co ?
- posuń kuper .. - usłyszałam cichy śmiech mulata.
- dobranoc Zayn – promiennie odpowiedziałam Malikowi. Poczułam, że wierci się na łóżku, przeklęłam w myśli i wywróciłam oczy.
- dobranoc, Kimberly – powiedział prosto w moje ucho zagłębiając się w głębokie miejsce niedaleko obojczyka. - dobranoc. - uśmiechnęłam się. Poczułam miłe ukłucie w sercu, a po moim ciele przeszedł równie miły dreszcz.
* dobranoc kochanie *





~*~
jeśli już  to czytasz, będę wdzięczna jak zostawisz po sobie komentarz. to znaczy dla mnie naprawdę dużo.
kiss ! x

wtorek, 9 lipca 2013

chapter 7.

jego oczy same w sobie były zabijające


- wiesz, że śpimy razem ? - mruknęłam nieśmiało chcąc przerwać tę niezręczną ciszę. nie odważyłam spojrzeć mu w oczy, wtuliłam się w jego kurtkę.
- tak ? poczekaj, niech zgadnę .. Louis ?
- brawo Sherlocku - obydwoje zaśmialiśmy się.
- stresuję się przed bootcampami - powiedział znikąd.
- przecież masz dobry głos.
- dobry to nie znaczy najlepszy - spojrzał kątem oka. coś w tym było, miał rację.
- dasz radę - posłałam mu uśmiech i znów zapadła cisza. słyszałam bezgłośną melodię jego oddechu, która idealnie współgrała z odgłosami przyrody. lubiłam kiedy milczał, lubiłam kiedy mówił. wszystko lubiłam. ciszę tę przerwały nam krzyki, śmiechy i dźwięk gitary. to znak, że zmierzaliśmy w dobrym kierunku.
- cześć Wam - rzucił Zayn, łapiąc za puszkę piwa swobodnie opadając na trawę blisko ogniska. co to miało być ? najpierw wbija swoje usta w moje, tak zachłannie jakby chciał wyssać ze mnie życie a teraz omija mnie obojętnie jakbym nie istniała ? Tak się nie robi Malik.
- dlaczego jesteście mokrzy ? - zapytała Sophie. wszystkie oczy skierowały się na mnie ja tylko uśmiechnęłam się w stronę chłopaka, który również  z uśmiechem przeszywał mnie wymownym wzrokiem.
- eeem, bo się poślizgnęłam, wpadłam do wody, Zayn próbował mi pomóc i sam też wpadł. tam jest stromo, jutro się przekonacie - pogrążałam się w swoich własnych słowach, a Harry patrzył na mnie podejrzanie z lekko uniesioną lewą brwią.
- masz ! okryj się, bo ja Cię jutro nie będę wiózł do szpitala - rzucił we mnie kocem jakże kochany braciszek.

Siedzieliśmy na przeciwko siebie, czułam jego wzrok na swojej sylwetce. wydawało mi się, że patrzy coraz częściej i coraz dłużej. odwzajemniłam spojrzenie, patrzyłam mu prosto w oczy a skaczące wesoło iskry wcale nie przeszkadzały mi w samobójstwie. tak, to było samobójstwo. jego oczy były same w sobie zabijające + zmiażdżenie wątroby, trzustki i żołądka przez stado jakiegoś upartego robactwa i stały paraliż twarzy z powodu nadmiernego powstrzymywania uśmiechu.

Rosie zasnęła na kolanach Liama, który postanowił że zaniesie ją do pokoju i położy do łóżka. swoją drogą, był bardzo opiekuńczy. fajnie.
- Lou, śpij z nimi. miej go na oku. - nieufny Harry posłał bruneta do pokoju tamtych, spojrzałam na niego - co znów ?
- obiecałeś ...
- wieem ? ale martwić się nie przestanę a przecież wylosowała Niall'a ale to logiczne, że Liam będzie tam spał bo niby zasnął bla bla bla. i ani słowa -  wskazującym palcem skierowanym w moją stronę chciał podkreślić powagę swoich słów  - chodź Sophie, na nas już pora. - wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki a ta posłusznie ujęła dłoń brata. przysięgam, że odpadam z tego maratonu.
- Niall ! jestem głodna, choć pomożesz mi coś przygotować - rzekła Katie a blondyn był wyraźnie zaskoczony - chodź ! - szarpnęła go za rękę, szczerząc się do nas. - dobranoc - powiedziała, rzucając koc na moje barki.
- no to ja też jestem śpiąca dlatego idę spać, dobranoc. - szybko wstałam na nogi, pozostawiając koce na swoim miejscu. obojętnie ruszyłam w stronę drzwi, nawet nie zauważyłam kiedy Zayn również wstał. chwycił mnie za nadgarstek.
- najpierw pomożesz mi posprzątać, rudzielcu.

światło księżyca wdzierało się przez okno, które było na wprost naszego łóżka. i ta błoga cisza, coraz bardziej ją lubiłam. chłopak ułożony na plecach, z rękoma skrzyżowanymi pod głową namiętnie wpatrywał się w sufit.
- nie mogę zasnąć - powiedziałam, podpierając się na łokciach.
- to policz baranki. jednego masz już obok siebie - jego wargi uniosły się ku górze.
- zaśpiewaj mi coś - chłopak był wyraźnie zaskoczony moją prośbą
- może lepiej nie ? - odrzekł z lekkim grymasem na twarzy, zerkając w moją stronę. delikatnie poprawił kosmyk włosów, który zagubił się gdzieś na moim grubym policzku.
- dlaczego ? no weź, Zayn. no weź. - lekko trąciłam bruneta pod żebra, odskoczył delikatnie w bok co miało oznaczać, że na pewno ma łaskotki. szybko złapał moją rękę i lekko ścisnął.
- dobrze, ale nigdy więcej tego nie rób. nie lubię dźgania - zaśmiał się.


* yesterday
all my troubles seemed so far away.
now it look so though they're here to stay .
oh, I belive in yesterday. *
                                        
miał taki piękny głos, taki niespotykany. ułożyłam się wygodnie na brzuchu podkładając ręce pod głowę. jego dłoń znów powędrowała w stronę mojej twarzy, zabierając stamtąd włosy. a ja ? ja sparaliżowana jego ciepłym wówczas dotykiem oddawałam się w ręce snu, lekko uśmiechając się do Zayna.



~*~


*  the beatles - yesterday.
czy nikt do cholery nie czyta tych moich wypocin ? -.-

niedziela, 7 lipca 2013

chapter 6.

to ten chłopak z tajemnicą w oczach



naszym oczom ukazał się mały ale przecudowny domek, na dość klasycznej działce, bardzo zadbanej czego nie dało się nie zauważyć poprzez rzucające się w oczy kwiaty i kolorowe ogródkowe ozdoby. powietrze było takie świeże, aż chciało się tam zostać na zawsze. na podjeździe stał już samochód Liama. miałam przeczucie, że będzie fajnie. dotarło do mnie, że za niecałe dwa tygodnie będę musiała wrócić do Polski. tu był mój dom do cholery. zawsze odwiedzając babcię, chciałam wracać jak najszybciej do Sopotu, do szkoły, do znajomych. teraz wcale ten pomysł mi się ani nie podobał, ani nie wzniecał we mnie żadnych pozytywnych emocji. ciekawe co mnie tu trzyma ? zapewne nie tylko ponure, ciche, angielskie Holmes Chapel, które ubóstwiałam jak nikt inny. 

wchodząc do środka rozejrzałam się po pięknym i gustownie umeblowanym pomieszczeniu. moim oczom ukazała się 4 dobrze znajomych twarzy. nie zauważyłam Mulata. miałam wątpliwości czy zapytać o niego, no ale niby dlaczego miałabym tego nie zrobić? 
- gdzie Zayn ? - rzuciłam bezmyślnie. wszystkie oczy skierowały się nagle na Harry'ego, który ewidentnie nie był zadowolony z mojego pytania. ale przecież obiecał, obiecał że mi zaufa.
- przyjedzie później. - rzucił Naill, którego tył wystawał z lodówki.
- on tak zawsze ? - zapytałam 
- o boże, zawsze. - westchnął Louis. - to tak, żeby było zabawniej losujemy kto z kim śpi - zaśmiał się złowieszczo. no co za idiota, pomyślałam. nie było mi to na rękę. ale niech będzie, nie chciałam odstawać od reszty. nie chciałam wyjść też na sztywniaczkę. naprawdę, Louis, naprawdę ? długowłosy miał już przygotowane karteczki z imionami nas wszystkich. - wy losujcie a ja się potem przyłączę do któregoś z Was, ok ? ok ! - podszedł do Rosie. dziewczyna otworzyła karteczkę
- Naill - odrzekła.
- co ? - wydarł się zdziwiony blondyn z pełnymi ustami wynurzając się z lodówki. wytypował następną osobę, padło na Katie.
- Liam - otworzyła karteczkę opadając bezwładnie na łóżko. miny tej czwórki mówiły same za siebie, nie wyglądali na zadowolonych, ale cóż .. losy to losy. przyszła kolej Sophie. no tej to chociaż szczęście dopisało.
- Harry .. - dziewczyna zarumieniła się a jej oczy nie wyglądały bynajmniej na niezadowolone. o dziwo Harry też nie wydawał się oburzony wyborem, wręcz przeciwnie. 
- no to chyba wszystko jasne, co Kimi ? - szeroko uśmiechał się Louis. 
no pięknie, jeszcze brakowało tego żebym spała w jednym pokoju z chłopakiem, który mnie kręci, który mnie intryguje i którego, nie ukrywam, boję się jak cholera choć jego twarz wygląda jeszcze tak dziecinnie, niewinnie i  ale to mi się w nim podoba. właśnie to coś. 

wybiła 19, standardowo ognisko, kiełbaski, gitara i śpiew. 
- no to One Direction pokażcie co potraficie - powiedziała Rosie, poprawiając się na ławce, na której właśnie siedziała, okryta kocem. 
- nie ma naszej piątej ręki - odpowiedział Liam. faktycznie ! dopiero teraz dotarło do mnie, że nie ma jeszcze Zayna. zmartwiłam się. odeszłam od grupki przepraszając.
Pogoda była idealna. Powiewał cieplutki, letni wiatr, który kołysał delikatnie koronami drzew. Księżyc w całej swej okazałości lśnił na tle ciemnoniebieskiego nieba, które przyozdobione zostało tysiącem błyszczących gwiazd. Szłam w milczeniu napawając się tym ciepłym powietrzem. Od małego zachwycałam się nocą, wtedy wszystko wydawało się jedną wielką tajemnicą. On sam był tajemnicą, dlatego być może, całkiem możliwe, utknął gdzieś w mojej podświadomości. Spacer o tak pięknej porze był wręcz wymarzony. Raz po raz rozglądałam się. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą dłoń. To on ! to ten chłopak z tajemnicą w oczach.
- ładnie wyglądasz - powiedział, mierząc mnie od czubka głowy po sam czubek butów.
- Ty też. cześć Zayn - obdarowałam go gorącym uściskiem - wszyscy tu na Ciebie czekali.
- a Ty ? - miał tak idealnie przytłumiony głos, lekka chrypka towarzyszyła mu przy każdym wypowiadanym słowie. wyglądał całkiem inaczej niż wcześniej. z dnia na dzień wydawał się coraz bardziej męski, może to ten zarost, może to te włosy niestarannie ale mimo wszystko idealnie ułożone do góry. miał na sobie tę skórzaną kurtkę, którą uwielbiałam ale rzecz jasna, nie mogłam się do tego przyznać.
- gdzie się podziewałeś ? - odparłam bez większych górujących wówczas we mnie emocji.
- musiałem pozałatwiać sprawy. masz ochotę na spacer ? - * oczywiście, że mam pajacu *
chciałam pospacerować sama ale skoro się już pojawił. kogo ja oszukuję ? przecież w tamtym momencie poszłabym z nim na koniec świata. 
- mhm.. - pokiwałam obojętnie głową 
- ale wiesz co ? - zbliżył się na niebezpieczną odległość do mojej twarzy, delikatnie opuszkiem palców zgarniając kosmyk moich włosów za ucho - radziłbym Ci zdjąć te buty - zaśmiał się kpiąco. spojrzałam na swoje stopy. która normalna 16-latka zakłada szpilki na ognisko na działce ? tylko ja byłam tak nierozgarnięta, ale dotarło do mnie, że innej opcji nie było, jeśli zakłada się sukienkę. ale która normalna 16-latka zakłada sukienkę na ognisko ? boże, jestem taka głupia. Odczekawszy chwilę, aż niezgrabnie zdejmę szpilki ruszył lekko stromym trawnikiem tuż przy brzegu jeziora. chłopak szedł wpatrując się w dal, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, stąpałam za nim powoli... podeszłam do mulata stając kilka kroków za nim. wpatrywał się w spokojną taflę wody. nie wiedziałam, co mną kierowało, ale miałam ochotę wpić się w jego malinowe wargi z zachłannością. Ściągnął skórzaną kurtkę i cisnął ją na trawę. odwrócił się do mnie przodem, przyciskając mnie do zimnej kory drzewa, oblanego bladym światłem księżyca. pochylił się, wargami musnął moje usta, poczułam smak papierosów. szorstkimi palcami muskał mój prawy policzek, drugą dłoń ułożył na moim biodrze. Kilkudniowym zarostem pieścił delikatną skórę mojej twarzy. gdy ciepłą dłonią podwinął zwiewną sukienkę, przejeżdżając po moim gładkim udzie, oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie. Był całkowicie oszołomiony moją reakcją. 

Oparłam mu się. Wiedział, że nie byłam jedną z tych, które rozbierały go wzrokiem i wpakowywały mu się do łóżka chwilę później, ale w końcu był Zaynem Malikiem, któremu żadna nie potrafiła się oprzeć i chyba tak o sobie właśnie myślał, mając dopiero 17 lat. ale czego się spodziewał po tej akcji na imprezie? co ja w ogóle sobie wyobrażałam, odwzajemniając ten pocałunek? 

Wyciągnął dłoń łapiąc mnie w pasie, chcąc ponownie przyciągnąć do siebie, ale odtrąciłam go na tyle mocno, że nie mogąc utrzymać równowagi z impetem wleciał do wody.
- Styles ! - Wściekły krzyk wyrwał się z jego gardła. - pożałujesz tego - zagroził.
po jego idealniej fryzurze nie było już śladu. odgarnął ręką mokre włosy z czoła. słodko, przemknęło mi przez myśl. Wybuchłam śmiechem, a on ruszył w stronę brzegu.
- No i na co się gapisz? - syknął.
- Na nic. - Zakryłam dłonią usta próbując powstrzymać kolejną dawkę śmiechu.
Mokra koszulka przylgnęła do mało umięśnionego torsu. Zagryzłam wargi. *Cholera*. Odwróciłam się, by ukryć rumieniec. Nagle poczułam jak jego ręce oplatają mnie w pasie. reszta zdarzeń potoczyła się dosłownie w kilka sekund. Zayn uchwycił mnie mocno swoimi silnymi ramionami. Podniósł lekko, podchodząc do brzegu wskoczył do wody. Później słychać już było tylko głośny plusk i mój pisk, a nasza dwójka momentalnie zniknęła pod wodą.
Wypłynęłam na powierzchnię i nabrałam gwałtownie powietrza. Odgarnęłam do tyłu mokre włosy. Po chwili za mną wynurzył się chłopak.
- Kretyn ! - warknęłam na niego, trzęsąc się z zimna, a on wybuchł śmiechem widząc moją narastającą złość. Szybkim krokiem ruszyłam na brzeg. Potarłam przedramiona, na których pojawiła się gęsia skórka spowodowana chłodnym podmuchem wiatru.
- Tak jest Ci o wiele lepiej. - Usłyszałam jego głos przesycony kpiną tuż nad swoim uchem. Jego wzrok powędrował po moim ciele, przyglądając się moim długim, zgrabnym nogom, piersiom i pośladkom, do których przylgnął mokry materiał sukienki. Nie miałam idealnego ciała. Zawsze gdzieś było kilka centymetrów za dużo. Nie mogę powiedzieć, że się katowałam żeby to drastycznie zrzucić. Lubiłam siebie taką i wcale nie uważałam się za grubą. Prychnęłam oburzona i spuściłam wzrok na trawnik, na którym zauważyłam jego skórę. Złapałam ją szybko, odchodząc od niego i okrywając ramiona .
- O nie, rudzielcu. - ( zapomniałam dodać, że wówczas miałam włosy przefarbowane na rudo-brązowo-blond-nie wiadomo jaki. to przez zakład, ale to inna historia. Całkiem mało ważna i na inną okazję ). skierowałam swoje spojrzenie na niego. - Myślisz, że mi nie jest zimno? - z irytacją ściągnęłam kurtkę z ramion i rzuciłam mu ją pod nogi.
- Idiota ! - syknęłam pod nosem. usta zaczęły mi sinieć pod wpływem coraz to mocniejszego wiatru. złapałam swoje szpilki w dłonie i ruszyłam w kierunku, z którego przyszliśmy. jednak po chwili poczułam jak zarzuca mi kurtkę na ramiona i otula mnie nią.
- żartowałem, rudzielcu. Trochę serca mam. - Spojrzałam na niego unosząc brwi w niedowierzaniu, odkąd go zobaczyłam widziałam zimne spojrzenie, słyszałam lekceważący i kpiący głos, sarkastyczne uwagi. 
- nie rób takiej miny. naprawdę... - dostrzegłam na jego twarzy coś na kształt uśmiechu, ale nie tego ironicznego, tylko wesołego, z nutką szczerości.
Ruszyliśmy przed siebie. Przez większą część drogi milczeliśmy, idąc obok siebie i nie zaszczycając się nawzajem ani jednym spojrzeniem, aż do czasu gdy włożyłam dłonie do kieszeni kurtki i z jednej z nich wyjęłam mały notesik... Czyżbyś pisał pamiętnik, mój czekoladowooki ?
Kolejna tajemnica. To mnie kiedyś zabije.

chapter 5.

masz rację, jak zwykle masz rację.



- ekhem ... - doznałam szoku. naprawdę doznałam niesamowitego szoku. w progu moich drzwi stał wysoki, zielonooki brunet, z mega wielką burzą loków, gdzie tam burzą .. nawałnicą loków.
- zamiast kabla włożyłeś palce do gniazdka ? - odłożyłam na bok książkę, którą właśnie namiętnie kartkowałam. swoją drogą, lubiłam czytać. lubiłam, hmm, to może zbyt duże słowo... w ostateczności, lubiłam. najchętniej zamieniłabym to na dwie pałeczki, hi-het, werbel i crash z floor-tomem. ale, książki też były spoko.
- mogę ? - odparł cicho
- jak musisz.
- Kimberly ... - powiedział, stojąc w drzwiach. ohhoo, wiedziałam, że coś chcę. ot tak nigdy nie mówił 'KIMBERLY'. nie myliłam się. - wyprasujesz mi koszulę ? - moim oczom ukazała się niczego sobie, ciemna, matowa koszula, która spoczywała w wielkiej łapie Harry'ego.
- ładna. babci nie ma ?
- nie ma - szedł w kierunku mojego łóżka.
- idź do Rosie. - rzuciłam bezmyślnie. - ona się zna na prasowaniu, jeśli chciałbyś wypalić na niej artystyczną dziurę, ewentualnie wywołać pożar.. jestem tu. - poklepałam brata po łopatce.
- alee... - zawiesił głos, ponieważ mimo tego, że minęły dopiero albo aż 4 dni, nie raczył się do nas odezwać. pieprzona Zosia Samosia. Strzelał palcami na różne sposoby. robił to celowo ? nie wiem, ale na pewno wiedział, że tego nienawidzę. przewróciłam oczami.
- daj tę koszulę. - podniosłam się powolnie z łóżka. na twarzy brata pojawił się uśmiech. a ja choćbym nie wiem jak się zapierała i powstrzymywała, zawsze się cholera uśmiechnę. - Harry, posłuchaj. musisz przeprosić Rosie. rozumiesz? ona nie wychodzi z pokoju, tylko tyle co do Katie, albo Katie do niej, albo z Katie, Naill'em i Liam'em ... tęskni za Tobą. nie zdajesz sobie sprawy ile ją to kosztowało.
- wiem, Kim.. ale zdenerwowało mnie to, że Zayn chciał Cię wykorzystać... - odrzekł z irytacją w głosie.
- nie wiemy jakie miał zamiary i uwierz nie chcę teraz wyciągać tego syfu. to Twój przyjaciel, był pijany.
- to go nie tłumaczy ..
- nie, ale zaawsze to jakaś okoliczność łagodząca.
- wcale, że nie ? - spojrzał na mnie sarkastycznie.
- nie ? ahaaa, więc jak Ty całowałeś spoconą Becky, która miała chyba ze 3 tony nadwagi, przetłuszczone włosy i ślinotok, to było dobrze ? jak się wtedy tłumaczyłeś ? - na samą myśl o tym moja buzia nie posłuchała sygnałów wysyłanych przez mózg i po prostu zaczęłam się szczerzyć jak niespełna rozumu. mina Harry'ego ? bezcenna. dałabym się pokroić gdybym mogła zobaczyć ją jeszcze raz. - wtedy też byłeś pod wpływem.
- miałem 13 lat.
- a teraz masz 16 i wcale nie jesteś mądrzejszy.
Harry spojrzał na mnie i cicho westchnął. a jego oczy w tym momencie mówiły " masz rację, jak zwykle masz rację. "
- cieszę się, że jesteś moją siostrą. - KOCHAM JEGO UŚMIECH ! 

- wiem - powiedziałam gwiazdorsko. -proszę Cię, napraw to.
- zależy Ci na nim ? - słowa loczka mnie dość zdziwiły, ale też zirytowały. jak mógł mnie pytać o coś takiego. myślał, że mu powiem ?!
- mhm ... - pokiwałam głową. ale jestem tępa, gratulacje Kimberly.
- mhm, a Rosie i Liam ?
- nie wiem Harry, ale ufam Liamowi. wiem, że jej nie skrzywdzi. czuję to, naprawdę...

Harry zniknął za drzwiami mojego pokoju, oczywiście nie zamykając drzwi za czym nie przepadam. mój pokój to moja osobista świątynia. zamknięte drzwi tworzą tajemnicę, tworzą ciekawość i uwielbienie samotności i prywatności przede wszystkim. gdy były choć minimalnie niedomknięte czułam się taka wystawiona na pokaz, taka obserwowana. no cóż, wypadałoby wstać i naprawić błędy brata. w końcu był starszy, o całe 4 minuty i 32 sekundy.
Zastanawiało mnie jedno. Czy aby na pewno Zayn nie miał złych zamiarów ? co prawda, wyglądał na tajemniczego. jego oczy za każdym razem wybiegały gdzieś poza horyzont, zawsze wydawało mi się, że patrzy dalej, widzi więcej niż wszyscy. właśnie to mnie w nim kręciło. dwie czaarne, dziury, otoczone nieziemsko brązowymi tęczówkami, głośno wołającymi ' jestem Zayn, Zayn Malik ' . 
coś w tym było, naprawdę.

- Rosie. dorastasz, stajesz się już kobietą. nie przyzwyczaję się do tego, że moja mała siostrzyczka, z piegami i roztrzepanymi włosami, kitami na boku i dmuchanym młotkiem w rączce staje się kobietą. pamiętasz jak zawsze budziłaś mnie tym młotkiem wołając " Haji, Haji wśtawaj " ? tęsknię za tym. i możesz mówić i myśleć co chcesz ale nie pogodzę się z tym, że cycki Ci rosną. - usłyszałam głośny śmiech siostry, idąc korytarzem. chciałam oddać mu te koszulę, wyprasowaną i złożoną w staranną kostkę.  - przepraszam Rosalie, z całego serca Cię przepraszam. - stojąc pod drzwiami do pokoju siostry, oparłam się o nie. tak, podsłuchiwałam jak dobrze, że się pogodzili. teraz wszystko wróci do normy. uśmiechnęłam się mimowolnie. cieszyłam się jak dzieciak.
nareszcie !

z hukiem runęłam na podłogę. połamałam łopatki, kręgosłup i chyba wszystko co dało się połamać.
- podsłuchiwałaś ? - usłyszałam dwa znajome głosy i dwie znajome sylwetki stojące nade mną.
- nieee ? chciałam mu oddać te koszulę. - podniosłam się do pozycji siedzącej, popatrzyłam na nich wymownie. - już ? zgoda ?
- taak! - Harry objął Rosie i pocałował ją w czoło.
- na zawsze - dodała blondynka
- no ja myślę.

- Rosie, Kim - zawołał Harry wpadając do salonu, rzucając się na kanapę między mnie a siostrę. mimo, że się krzywiłyśmy lubiłyśmy kiedy to robił. - mam niespodziaaaankę - wyszczerzył się i wykonał dość dziwny ruch ciałem, co potem nazywał tańcem szczęścia.
- niespodziankę ? ja lubię niespodzianki - uradowała się Kim odkładając na bok telefon.
- jedziemy nad jezioro. - spojrzałyśmy na niego jak na debila po czym wybuchłyśmy nieopanowanym śmiechem. - co? - wyraźnie nie wiedział o co chodzi
- czekałyśmy kiedy to zaproponujesz - powiedziałam.
- jakbyś nie umoczył tyłka w wodzie to byś umarł, nie ?
- no - wyszczerzył szereg białych ząbków. -  babcia już wszystko wie, wrócilibyśmy za jakieś 4-5 dni, w zależności od tego kiedy zadzwonią z X-factora. - popatrzyłyśmy na siebie z blondynką, w sumie mogłybyśmy się przejechać i tak nie miałyśmy nic konkretnego do roboty
- Kayla będzie ? - zapytałam 
- nie, nie będzie. - Rosie machnęła rękami w stylu yes, yes, yes. aby okazać radość z tego powodu, wcale nie ukrywała swojej radości. ale ja wyczuwałam, że coś jest nie tak. może się pokłócili ? może ze sobą zerwali ? może się roztopiła pod lampami na solarium. cokolwiek by się z nią nie stało, cieszyłabym się i nie zamierzałam pocieszać Harry'ego ani nawet o to pytać. trudno, mogę być egoistką ale jeśli chodzi o NIĄ to wcale nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia.
po godzinie stałyśmy już w korytarzu z walizkami w dłoniach, Harry oczywiście złapał się za głowę poprawiając swoje niesforne kosmyki loków, co miało oznaczać, że wzięłyśmy za dużo ubrań. ale to jest aż 5 dni. może i nie lubiłyśmy się stroić ale zawsze się coś przydało.
- poczekajcie, zgarnę Sophie. - gwałtownie włożyłam dłoń w kieszeń spodni by zadzwonić do przyjaciółki i poinformować ją, że zaraz wyjeżdżamy. wcześniej powiedziałam oczywiście, że taki wyjazd będzie miał miejsce a jej reakcja była nieziemska
- już to zrobiłem, mamy po nią podjechać - rzucił obojętnie Harry, wyrywając mi walizkę z rąk. - chodźcie już. nie chcę żeby Sophie .. - zagalopował się wyraźnie ale równie szybko poprawił swoją wypowiedź - yy, nie chcę żeby chłopaki czekali.
uśmiechnęłam się sama do siebie. co Ty knujesz Styles ? boże, daj cierpliwości.




sobota, 6 lipca 2013

chapter 4.

jesteś silną dziewczyną


dobiegłam, łapiąc siostrę za ramię, odwróciła się i zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- heej, nie płaczemy .. - Rosie wtuliła się we mnie tak mocno jak się tylko dało. jej łzy doprowadzały mnie do ostateczności. każda mała kropelka, niewinnie i całkiem ot tak, spływająca po jej policzku przecinała moje serce na miliony najmniejszych, najdrobniejszych kawałków. byłam bliska płaczu, czułam jak moja broda zaczyna skakać jak galaretka, a oczy przepełnione słoną wydzieliną coraz bardziej rozmazywały obraz przede mną. musiałam być twarda, mimo wszystko. - noo już, cicho - gładziłam ją po włosach a moja bezsilność na widok płaczącej Rosie, mojej ukochanej Rosie, zabijała mnie z każdą sekundą. - chodźmy do domu, jesteś zmęczona.
gdy wędrowałyśmy sobie powoli, starałyśmy unikać się tematu Harry'ego i całej tej chorej sytuacji.
- wsiaadajcie, zawieziemy Was - ujrzałyśmy Sophie wystawiającą głowę z samochodu, Liama, Katie i Nailla.
" dzięki bogu " - pomyślałam i szybko zgarnęłam siostrę do auta. Liam spojrzał w lusterko a ja rzuciłam mu gest ustami : DZIĘKUJĘ ! posłał mi buziaka, co zapewne miało oznaczać ' nie ma za co '. dojechaliśmy pod dom, Rosie wysiadła i bez słowa zniknęła za drzwiami.
- dziękuję Wam bardzo. - powiedziałam, przytulając Liama
- ależ przestań. martwiłem się o nią, o Was.
- eech, gdzie Zayn ?
- został tam z Louisem, zapewne gadają.
- a Harry ?
- nie odbiera.
- ech, no nic. wróci. - odparłam, choć w głębi duszy nie byłam tego pewna na 100%, tak jak chciałabym być. było mi za niego tak bardzo wstyd. nie wiedziałam co chciał udowodnić tym swoim chamskim zachowaniem.
- pewnie, trzymaj się. - ruszyłam w stronę domu po słowach Liama - aaaa, Kim !
- tak? - odwróciłam się i zobaczyłam go podążającego w moją stronę. jego oczy wbite w powierzchnie przed czubkiem jego butów, jego głowa spuszczona lekko w dół i te dłonie, które stres wyginał jak tylko to było fizycznie możliwe.
- eem, bo .. - głośno westchnął, po czym spojrzał mi prosto w oczy - ja nie chcę skrzywdzić Rosie, nie chcę. przez kilka godzin zawróciła mi w głowie. chcę żebyś o tym wiedziała .. bo , no bo .. - wahał się przed wypowiedzeniem każdego słowa. ufałam mu,
- wiem, Liam, wiem. - dotknęłam jego przedramienia, uśmiechając się.
mam nadzieję, że to się ułoży.

Martwiłam się o Rosalie. wiedziałam, że się szybko nie pozbiera. Harry traktował ją jak swoje oczko w głowie, jak swój największy skarb. a teraz, nagle takie słowa . i to po tym jak błagała rodziców aby pozwolili jej ze mną przylecieć, po tym jak zarywała nocki żeby poprawić oceny, po tym jak broniła go przed mamą, jak modliła się co wieczór, żeby spełnił swoje marzenia, jak bardzo poświęciła się, aby wsiąść do samolotu. po tym wszystkim to był duży cios, zbyt duży a ona jest zbyt wrażliwa na takie ciosy ! wszystko się we mnie gotowało na samą myśl, że ten idiota ... ugh ! nawet nie chciałam pamiętać tej chwili. nie chciałam pamiętać nic co się dotychczas wydarzyło. głupi wyjazd, głupia impreza, głupi Harry !

- hej,  mogę ? - powiedziałam lekko uchylając drzwi do królestwa Rosie.
- pewnie, wejdź. - odparła zachrypniętym od płaczu głosem. wykonywała szybkie ruchy ręką w okolicach swoich policzków
- wiem, że płaczesz .. - ułożyłam się wygodnie obok niej i przytuliłam mocno
- Kim, powiedz .. dlaczego to jest niesprawiedliwe ? przecież ja tyle dla niego zrobiłam, przecież modliłam się. on nie był taki.
- Harry Cię kocha, nie powiedział tego celowo. wiesz, że był zdenerwowany.
- no tak, ale , ale .. - łkała Rose - to wcale nie powód, żeby wygadywać takie rzeczy. dlaczego nam nie ufa, Kim ? czy my go kiedyś zawiodłyśmy ? jesteśmy jego rodziną, jego siostrami.. boożeee chyba serce mi pęknie z tego żalu - płakała mocniej z każdym kolejnym wypowiadanym przez nią słowem
- cssiiiii.. wszystko się wyjaśni, wszystko się ułoży. Harry zrozumie swój błąd
- chcę wracać do mamy.
- spoookojnie... uspokój się, Rosie. może nie będzie kolorowo, ale jesteś silną dziewczyną i na pewno sobie poradzisz. kocham Cię - tuliłam siostrzyczkę i głaskałam jej włosy, poczułam że zasnęła. okryłam ją kocem i opuściłam pomieszczenie. siadłam na kanapie, porozmawiałam trochę z babcią ale jak to w niedzielę spieszyła się do Pani Heath na partyjkę warcabów, no może dwie, czasem siedem.

usłyszałam huk trzaskających drzwi, zerwałam się szybko przecierając oczy. kurde nawet nie wiem kiedy zasnęłam. obejrzałam się za siebie, zobaczyłam całego mokrego Harry'ego. jego złość tykała niczym bomba atomowa. miałam ochotę rzucić się na niego i rozszarpać go za łzy siostry. ale swoją drogą, czy to normalne chcąc zabić brata by odegrać się za siostrę ?
jestem głupiaa.
odwróciłam się dokonując dokładnych oględzin ruchów brata.
- pada ? - zapytałam głupio z takim samym uśmiechem a on w odpowiedzi pokiwał głową, mrużąc oczy. kierował się w kierunku kuchni, gdzie zapewne chciał zrobić sobie kakao. wiedziałam, że nie poprosi o to mnie, a on coraz częściej pił mleczny napój przed snem. zaczął szperać po szafkach i trzaskać ich drzwiami.
- kurwa, ja pierdole, kurwa ! - rzucał Harry, no co chrząknęłam obserwując jego ruchy - co?! - krzyknął
- jajco, odzywaj się... raz, jak nie potrafisz się zachować to idź do lasu sobie rzucaj kurwami. dwa, Rosie śpi więc radzę Ci zniżyć ton to trzy, a po czwarte to ja tu jestem i nie mam ochoty słuchać tego jak się odzywasz.
- gówno mnie obchodzi, że tu jesteś - spojrzał na mnie z grymasem na twarzy.
- tak, zauważyłam - umilkłam gapiąc się w telewizor, siadając po turecku, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- powinnaś się leczyć - słyszałam jego kroki po schodach.
- tak, w końcu jestem Twoją bliźniaczką, coś po Tobie odziedziczyć musiałam, niestety.

czwartek, 4 lipca 2013

chapter 3.

to część mojego życia



Obudziłam się gdzieś w granicach 9, nie chciało mi się spać. cały czas miałam przed oczami Zayna i ten jego napalony wzrok. zabolało mnie to niesamowicie. może nie tylko ze względu na to, że mi się spodobał.

cholera, naprawdę mi się podobał, ale też dlatego, że chłopaki widzą we mnie tylko obiekt westchnień erotyczno-seksualnych, traktują mnie jak kawał mięsa . idę pobiegać, może mi to pomoże. zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się w jakieś tam sportowe wygodne ciuchy i wyszłam z domu. naturalnie włożyłam słuchawki w uszy. biegłam trasą, którą zawsze z Harry'm chodziliśmy do szkoły. tęsknię za tymi czasami, naprawdę. kiedy trzymaliśmy się za rączki, żadne z nas nie rozstawało się ze swoim misiem, nawet w szkole. zawsze byliśmy blisko, mówiliśmy sobie o wszystkim, śmieliśmy się razem i razem płakaliśmy. dopóki nie pojawiła się ta obrzydliwa Kayla.. ugh ! aż mną rzuca jak o niej pomyślę... przebiegłam chyba ze 30000km. wróciłam do domu, było coś po 10. wzięłam butelkę zimnej wody i postanowiłam zajrzeć do Rosie ale ku mojemu zdziwieniu nie było jej w swoim pokoju, nie ukrywam że się przestraszyłam. pobiegłam szybko do pokoju Harry'ego, żeby go poinformować. miałam wątpliwości co do tego, żee .. ale niee ! przecież ona nie jest taka głupia, żeby ... wbiegłam szybko i co zobaczyłam ? moje cudowne rodzeństwo przytulone do siebie mniej więcej tak. zaczęłam się śmiać, choć to był naprawdę słodki obraz. postanowiłam przywrócić w nich życie.
- noo raz, dwa pijaki ! wstaaaajemy ! - zaczęłam się wydzierać na cały głos, po czym podeszłam do okna zwinąć roletę.
- zamknij mordę - Harry narzucił sobie na głowę poduszkę
- nie ma mowy, mieliście siłę żeby pić to macie siłę żeby wstać. no raz, raz - zaczęłam ściągać z nich kołdrę. Harry podniósł się i zaczął naciskać palcem na moje policzki i twarz. stałam jak słup
- co robisz ? - zapytałam ze zdziwieniem
- szukam guzika żeby Cię wyłączyć
- Ty sobie lepiej mózg włącz ! wstawaj ! - pacnęłam go w kręconą głowę ale ten wrócił do pozycji leżącej. - hmm, to Wy mi tak ? dooobra ! - wskoczyłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać.
- ostrzegam Cię - powiedział Harry
- la la la la la la - olałam go i dalej wykonywałam swoją czynność.
- Kimberly ostrzegam - tym razem krzyknął 
- taa, no. - skakałam dalej. Harry nagle zerwał się z miejsca i łapiąc mnie za nogę przewrócił na łóżko
- aaaaałaaaaa ! - krzyknęłam 
- ostrzegałem, a teraz śpij. - zarzucił na mnie nogę i mocno mnie przytulił 
- puść mnie no ! - krzyczałam ale on tylko udawał, że chrapał - Harry no ! - nadal nic. wiedziałam co mogło pomóc uwolnić mnie z jego ramion . łaskotki. kiedyś, pamiętam była taka akcja, że jak spał związałyśmy go z Rosie i zaczęłyśmy łaskotać aż zsikał się w majtki, a jak był już bliski płaczu pobiegł poskarżyć się mamie. co prawda miałyśmy przesrane przez dobry miesiąc, dzień w dzień bo mścił się jak tylko umiał ale warto było ! :P
zaczęłam go łaskotać a on rzucał się po łóżku jak ryba bez wody.
- oo nie ! przesadziłaś! - zrobił wielkie oczy i złapał mnie za nadgarstki. 
- a cioo ? źnów posiusiamy się w majtećki ? - zaczęłam się śmiać
- booże, nienawidzę Was - odezwała się półżywa Rosie, odwróciła głowę w naszą stronę - która godzina?
- hmm, jakaś 15 ? - odpowiedziałam
- co ?! - zerwał się loczek - przecież ja mam zaraz próbę, kurwa... 
- żartowałam, jest coś po 10.
- masz szczęście.
- jak zawsze. kocham Was, wiecie ? - objęłam rodzeństwo a oni spojrzeli na mnie jak na głupią
- no, fajnie. - powiedziała Rosie bez entuzjazmu
- oo, ale Wy jesteście.. doobra, już nigdy więcej tego nie powtórzę ! a teraz idźcie umyć zęby bo śmierdzi wam z pysków jak nie powiem z czego.
- sama śmierdzisz - powiedział Harry podnosząc się z łóżka. 
zeszliśmy do kuchni, zjedliśmy śniadanie, napiliśmy się babcinego kompotu i czekała nas cała niedziela leniuchowania. 
- Kim, co się wczoraj stało, że płakałaś ?
- nic... - odpowiedziałam siostrze
- Zayn Ci coś zrobił ? - drążyła dalej
- co ?! - odezwał się Harry zapatrzony w swój telefon
- oj niee.. nic, po prostu.. boże nic . - nie chciałam im mówić, wstydziłam się. wiedziałam też, że jak zacznę o tym opowiadać to się po prostu rozpłaczę a tego nie chciałam. wstałam i szłam w stronę kuchni.
- na pewno ? - pytał dociekliwie Harry. przez chwilę zamilkłam.
- tak, na pewno.
w granicach 14 przyszła Sophie, przywitała się z nami gorąco.
- hej Harry - uśmiechnięta powiedziała w stronę chłopaka a ten tylko uniósł rękę w celu machnięcia jej         ' siema '. siadła obok niego.
- co robisz ? 
- esemesuję ? - odpowiedział sarkastycznie
- eeem, jak po wczorajszej imprezie ?
- skoro żyje to chyba dobrze ? 
- no tak. - dziewczynie zrobiło się wyraźnie przykro, a ja z siostrą obserwowałyśmy zachowanie brata i obsypywałyśmy go w myślach wyzwiskami. 
Sophie nie była 'kobiecą' dziewczyną. lubiła sport, lubiła taniec. nie lubiła szpilek, sukienek, makijażu itp. wolała naturalne wydanie siebie, co zresztą pokazała dziś ( ubierając się tak + jej ukochany fullcap ).
zrobiłyśmy sobie kawę i poszłyśmy do mnie na górę.
- doobra to opowiadaj - siadła obok mnie na łóżku, ja spojrzałam na nią i rozpłakałam się jak małe dziecko. zaczęłam opowiadać co się wydarzyło na imprezie, przyjaciółka pocieszała mnie, co pomagało ale tylko na chwilę. usłyszałyśmy pukanie do drzwi
- wejdź - to był Harry - co chcesz?
- Rosie już się szykuje, jedziecie ze mną na próbę ?
- a będzie tam Zayn ? - chłopak zaśmiał się na moje pytanie
- a dlaczego miałoby go nie być ? należy do zespołu.
- to nie jadę. - Harry podejrzanie na mnie spojrzał
- yyyyee, jedziemy, jasne. daj nam minutkę - Sophie uśmiechnęła się do loczka a ten wyszedł po chwili.
- co ?! ja nigdzie nie jadę!
- chcesz żeby Harry się domyślał ? musisz jechać bo jak ze względu Zayna będziesz zawsze zostawać w domu to Harry zacznie węszyć, a jak się dowie to go zabije.. tego chcesz? żeby przed samymi eliminacjami doszło do zbrodni ? no nie wydaję mi się.
- masz rację... chodź, zbieramy się. nie ma czasu.
- dasz radę, jestem z Tobą - przytuliła mnie.
ogarniałam się dość szybko, wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ciuchy i dodatki ( w efekcie wyglądało to tak ). maznęłam oka lekko eyelinerem i tuszem, a usta oczywiście czerwoną szminką.
" Kiiiiiiiiiiiiiiiim " - usłyszałam z dołu głos Harry'ego. zeszłyśmy na dół, czekali tam na nas już Harry i Rosie.
- no nareszcie - powiedzieli razem.
zapakowaliśmy się do auta i za jakieś 35 minut byliśmy na miejscu, w miejscowości większej od Holmes Chapel jest taki dom kultury, tam można poćwiczyć choreografię, pograć na instrumentach, obejrzeć filmy i różne takie fajne rzeczy. weszliśmy na salę, wszyscy tam już byli. nawet Katie w objęciach Naila,  no ale to ich sprawa. chcą być szczęśliwi, daj im boże.
- heeeej, heeej, czeeeść. - witaliśmy się z obecnymi buziakiem w policzek. na przeciwko mnie stanął Zayn
- hej Kimberly - przysunął się do mnie ale odsunęłam się kilka kroków, Harry podejrzanie spojrzał. w końcu przeszli do ćwiczeń, ćwiczyli piosenki solowe jak i z zespołem. próba marnie im szła.
- skupcie się do cholery ! - krzyknął Liam
- co będziecie śpiewać na bootcampie?
- chyba  'Torn' - powiedział Louis
- łooooł, to ciężka piosenka na męski wokal.
- no, nie zaprzeczam.. grasz, śpiewasz ?
- tak troszkę ..
- śpiewa, śpiewa i to ładnie -wyrwała się Sophie
- taa się odezwała co nie śpiewa.. - zaśmiałyśmy się.
- dooobra chłopcy, my tu gadu gadu a trzeba ćwiczyć ! X- Factor się sam nie wygra. - chłopcy pracowali a ja wyszłam do łazienki. zaczęłam rozglądać się po tym całym pomieszczeniu, zauważyłam perkusję. podeszłam do niej i zaczęłam wybijać jakiś rytm, humor od razu mi się poprawił. TO było coś ! TO zawsze pomagało mi kiedy miałam doła. TO to część mojego życia.
- masz talent, dziewczyno - usłyszałam męski głos, odwróciłam się. to był Zayn
- eeem, tak ? to dzięki. - spuściłam wzrok .
- Kim, powiedz mi .. co się dzieje ? - spojrzałam na niego jak na głupka
- nie udawaj idioty..
- ale .. ja nie wiem o co Ci chodzi, myślałem że wpadłem Ci w oko ..
- ale to kurwa nie powód żeby mnie macać i składać mi takie propozycje ! co ja mam na czole napisane ' prześpij się ze mną, jestem łatwa ' ?! - stanęłam na przeciwko chłopaka

- co ?! o czym Ty do cholery gadasz ?! jakie propozycje ?
- wiesz co ? rzygać mi się chce ..
- Kimberly ja nie pamiętam niczego takiego ! przysięgam
- oooch jakie niewiniątko ! dobierałeś się do mnie rozumiesz ? macałeś jak ostatnią szmatę, proponowałeś jakiś tandetny seks .. co Ty sobie wyob .. - nie dokończyłam bo w tym momencie wpadł Harry, złapał Zayna za ubrania i popchnął na ścianę 
- zabije Cię !!! zabije Cię rozumiesz ?! jakim prawem dotykasz łapy do mojej siostry co ?! - był tak wściekły, że bałam się że to może się źle skończyć - odpowiadaj świnio !
- Harry ! Harry przestań ! Harry ! - podbiegłam do brata i zaczęłam go odciągać od Zayna - HARRY !
- jeszcze raz, rozumiesz ? jeszcze raz dowiem się, że dotknąłeś ją, że chociaż na nią spojrzałeś to przysięgam Ci, że pożałujesz jasne ?! - puścił Zayna, nie spuszczając go ze wzroku złapał mnie za nadgarstek - do domu, Kim. już ! - w tym momencie wpadli Sophie i Rosie, która trzymała za rękę Liama  - Ty też, raz powiedziałem ! - wyrwał rękę Rosie i prowadził nas za sobą
- Harry spokojnie ... - Sophie lekko dotknęła jego ramienia
- a Ty to kurwa co ?! taka z Ciebie koleżanka ?! gdzie byłaś jak to się działo, co ? masz jej pilnować, jesteś starsza do kurwy nędzy - wydarł się na Sophie.
- ale Harry ...
- gówno mnie obchodzą wasze ale. do domu! już !
wepchnął nas do samochodu.
- co Ty kurwa robisz ? - krzyknęła Rosie
- a Wy ? Wy co robicie ? 
- co, co takiego robimy ? - wyjęłam fajka.
- latacie za tymi chłopakami jak nie wiem kim by byli ! 
- uważaj co mówisz ! za nikim nie latamy ! przyjechałyśmy tu dla Ciebie ale Ty wolisz chlać albo spotykać się z tą sztuczną suką - krzyczałam 
- wyrażaj się o niej ! 
- bo co nam zrobisz ? puszcza się pewnie z każdym lepszym a Ty idioto lecisz jak niedorozwinięty do niej ! - Rosie wybuchła - nazywasz się naszym bratem ?! nazywasz nas swoimi gwiazdeczkami i ukochanymi siostrzyczkami ?! a tymczasem masz nas w dupie, bo wszystko liczy się bardziej niż my. nawet z Polski przed nami uciekłeś ! poza tym, jeśli będę chciała się spotykać z kimkolwiek to będę to robić i Kim też, bo my Ci nie mówimy co masz robić a czego nie, więc daj nam święty spokój i choć raz zaufaj Harry ! nie układaj nam życia pod swoje dyktando, też chcemy być kurwa szczęśliwe ...
- ale to nie znaczy kurwa że macie brać każdego, który ma kutasa między nogami ! - wydarł się konkretnie. zapadła cisza, grobowa cisza. spojrzałam na niego wrednym i zawiedzionym wzrokiem. Rosie popłakała się, wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami i pobiegła przed siebie - Rosie .. to nie tak ! przepraszam, Rosie ... 
- zadowolony ? - powtórzyłam czynność po siostrze, spojrzałam w stronę całej grupki, którzy stali i przyglądali się całej tej akcji. Sophie ruszyła za mną... - nie, nie teraz... - pobiegłam za siostrą. - Rosie, Rosie zaczeeekaj.