szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją
siostrę.
szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę.
- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika." ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.
Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.
~*~
Ujrzałam
tłumy wykrzykujące ich imiona, teksty piosenek. Było cudownie.
Czułam się jakby cały świat słuchał tylko ich i mogli zrobić
co tylko im się podoba. Co prawda bali się zrobić coś głupiego
jak na pierwszy koncert na żywo. Swoją drogą nie byłam
zwolenniczką muzyki jaką mieli grać ale to w jaki sposób ją
przedstawiali było niesamowicie zaraźliwe. I ta energia
rozwrzeszczanych fanek. To było coś pięknego.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
-
czuje się już lepiej ?
- tak,
dałam jej coś od gorączki a teraz śpi.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
-
Rosie się przeziębiła. - chłopak obdarował mnie spojrzeniem.
Tym, co miało pokazać mi że nie rozumie co właśnie powiedziałam
– musiałam się nią zająć – wyjaśniłam szybko. Jutro
wyjeżdżamy.
-
już jutro?
-
już jutro. - potwierdziłam wlepiając się w podłogę. Podszedł
bliżej i szybko złapał mój nadgarstek jakby bał się, że
ucieknę. Powinnam może nie zwrócić na to uwagi i dalej wpatrywać
się w swoje buty, ale oczy zaczęły mnie szczypać, pragnąc żeby
móc pochłonąć wzrokiem jego kawowe tęczówki.
Widok
Malika uderzył mnie jak najprawdziwszy cios w brzuch. Nie wiem
dlaczego ale kiedy spojrzałam na niego nie byłam w stanie już
odwrócić wzroku. To coś jakby samoistne poddawanie się
pragnieniu by móc umrzeć w jego ramionach. - co się stało, Kim ?
- spytał cicho.
-
nic ... - westchnęłam. Patrzył tak, jakby wiedział że kłamię.
Przeszywał wzrokiem każdą część ciała, nawet tę, o której
istnieniu nie miałam pojęcia. - ja nie mogę, Zayn. Po prostu nie
mogę. to mnie przerasta. Jest mi strasznie źle z tym co się
dzieje. Tutaj, teraz, między nami ... Tak będzie lepiej dla
Ciebie. Teraz to wszystko rozkwita, nabiera rozpędu i ... -
zacięłam się. Tak naprawdę nie wiedziałam jakich powinnam użyć
słów.
-
zostańmy przyjaciółmi, co? - zaśmiał się kpiąco wbijając
paznokcie w moją rękę. Spuściłam wzrok wracając do
obserwowania moich butów, które i tak znałam na pamięć. Widząc
jego ciężkie spojrzenie nie mogłam inaczej, po prostu w takie
oczy nie dało się patrzeć. Nie lubiłam takich oczu.
Chłopak
złapał mocno za mój podbródek zmuszając mnie do spojrzenia w
swoją stronę. Jego dotyk był taki zaczepny i bolesny, że czułam,
że do oczu napływają mi łzy.
-
tak, Zayn. Zostańmy przyjaciółmi. - wyrwałam swoją rękę z jego
uścisku i zgrabnie go ominęłam. Odwracając się dostrzegłam jak
lekko mruży oczy. Wiem, że nienawidził mnie teraz całym sercem i
wiem, że to wszystko zepsuje. Albo naprawi, jak kto woli.
Znikąd otoczyła chłopaka grupka
rozwrzeszczanych małolat. Jestem pewna, że każda z nich dałaby
się teraz pochlastać za to, żeby usłyszeć takie słowa jak ja.
Ja nimi pogardziłam. Nie miałam innego wyjścia. Żyliśmy w innych
światach, tego po prostu nie dałoby się pogodzić. To było
nierealne. Musiałam zrezygnować. Musiałam.
Kierowałam się do tylnego wyjścia. Nie chciałam uciekać, chciałam uniknąć tych pytań " po co, dlaczego i za jakie grzechy ".
Stałam na schodach zapłakana i tak
bardzo załamana jak tylko się da. Miałam cholerne wyrzuty
sumienia, że nie powiedziałam Zaynowi co do niego czuję.
wiedziałam, ze krzywdzę wszystkich dookoła. A najbardziej
krzywdziłam samą siebie. No czy można być masochistą aż do tego
stopnia?! Chciałam jak najszybciej wtulić się w mamę, przytulić
" polskie " łóżko i zapomnieć o tym całym szumie. Nie
przywykłam do kamer, nigdy tego nie lubiłam. Nie dopuszczałam do
siebie myśli, że mój mały Harry, mój brat, kawałek mojego
serca, ktoś z kim byłam połączona pępowiną przez 9 miesięcy
jest rozchwytywany teraz przez miliony nastolatek, gdzie ta liczba
nawet nie miała zamiaru zmaleć, tylko rosła i rosła. Dziewczyny
kochały go, płakały na jego widok i pytały czy się z nimi ożeni.
Chciałam znów swojego brata. Swojego cudaśnego, słodkiego brata,
który był sobą, który mógł wyjść na ulicę ze swoimi
siostrami bez względu na to, że ktoś zaraz zrobi nam zdjęcia, czy
też zasugeruje czy nie jesteśmy czasem parą. Nie chciałam też
być z kimś takim. Bo po co ? Żeby latali ze mną z aparatami ?
Bezsens. Jest osobą publiczną, niech znajdzie sobie kogoś swojego
pokroju kto jest już przyzwyczajony do kamer. Ja odpadam, ja się do
tego nie nadaję.
usłyszałam dźwięk trzaskających
drzwi i tupot zbiegających ze schodów kroków, następnie znów
drzwi.
- Zayn zaczekaj ! - to
ukochane imię, wypowiadane przez mojego brata było piękne. dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam co tracę. Cofnęłam się na
myśl, że mógłby mnie zobaczyć.
-czego chcesz ?! - warknął mulat –
zostawcie mnie w spokoju ... - kątem oka wypatrzyłam, że siadł na
schodku, opierając łokcie na na kolanach, chowając twarz w
dłoniach – wszyscy mnie zostawcie.
- Zayn ... - Harry objął go ramieniem
– nie rozumiesz. Kimberly już taka jest. Zawsze martwi się o
każdego bardziej niż o siebie. Ona nie chce Cię skrzywdzić,
rozumiesz? Ona Cię kocha chłopie !
- Ale ona wyjeżdża ... nie mogę z
nią być, już nie chcę. Ona wyjedzie.. zostawi mnie. A ja co?
- My mamy koncerty, słyszałeś Paula.
Przed nami inne życie, inny świat. Czy nie tego chciałeś jak
przyszedłeś na casting? Taka jest kolej rzeczy, Zayn. ona tam ma
szkołę. Nie może jej zmienić, już raz to robiła a to nie jest
fajne.
- Chciałbym żeby tylko tu była. Nie
chcę cierpieć a przy niej tak się właśnie dzieje.
- Jak możesz być takim pieprzonym
egoistą? A to, że ona teraz cierpi się nie liczy? Że może płacze
gdzieś w kącie, że może obgryza paznokcie z tęsknoty i bólu ?
pomyśl ..
- szkoda mi tylko, że trafiło na
Twoją siostrę. Niech lepiej wróci stamtąd skąd przyjechała bo
ja nie mogę zapewnić jej nic, nic oprócz łez. Tak jak do tek
pory. I ma rację, zostańmy przyjaciółmi. Pieprzonymi
przyjaciółmi. Myślałem, ze takie rzeczy dzieją się w tanich
filmach... - usłyszałam głos Malika, który widocznie się
rozkleił. Poczułam ukłucie w sercu tak bardzo bolesne, że
myślałam, że poziom zasolenia z bólu łez wypali moje policzki.
Płakał ... Zayn Malik płakał,
płakał przeze mnie, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Tak miało
być lepiej. Zayn, Zayn, Zayn .. w mojej głowie roiło się od jego
imienia, gdzieś przewinęło się nazwisko a gdzieś oczy. Nie
mogłam wyobrazić sobie jak teraz kapały z nich łzy. Przeze mnie.
Czułam się beznadziejnie, cała jestem beznadziejna. Mogłam wrócić
do tego pieprzonego Sopotu wtedy kiedy mama kazała i nie komplikować
życia nikomu! Nie czekając na nikogo, wybiegłam na zewnątrz. Nie
chciałam zostać na tym pieprzonym koncercie. Zamówiłam sobie
taksówkę i już po chwili byłam w mieszkaniu. Zajrzałam do Rosie.
Gorączka spadła, to dobrze. Oby jutro poczuła się lepiej.
Przykryłam Sophie kocem, który podejrzewam zrzuciła z siebie
podczas piruetów na łóżku.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.
Budzik, jego dźwięk doprowadzał mnie
do szału. Dostrzegłam kątem oka godzinę szóstą trzydzieści.
Boże ! Przecież dzisiaj wyjeżdżam! muszę obudzić Rosie i
Harry'ego, muszę zadzwonić do babci, muszę się pożegnać z
Sophie. Nie zdążę, na pewno nie zdążę.
Wyskoczyłam z łózka szybkim susem,
biegnąc tak samo szybko do łazienki. Cały czas towarzyszyła mi
myśl, że dziś wracam do Polski, że zostawiam tu kawałek siebie.
Do moich oczu cisnęły się łzy. Życie nauczyło mnie stwarzać mur,
otoczkę przed złem. Zawsze sobie radziłam, zawsze. Teraz jedna
osoba, jedna taka mała osóbka z Bradford postanowiła to zburzyć,
tylko Jemu udało się zburzyć tą obronę. Zapragnęłam znaleźć
się już w domu, z mamą i tatą. Rzucić się na swoją puchatą
poduszkę w kolorze pudrowego różu i płakać. Tyle ile się da.
Tyle żebym wypłakała wszystkie łzy by już nigdy więcej nie
ograniczały mi widoczności, a przy zamykanych powiekach nie
wypalały moich policzków.
Podbiegłam do pokoju siostry,
obudziłam ją, następnie do pokoju Harry'ego mając na celu ten sam
plan.
Wszyscy staliśmy już na nogach.
Chłopaki byli tak bardzo podekscytowani występem i tym wszystkim,
że nie robiło to na nich większego wrażenia czy wyjeżdżamy. Nie
miałyśmy im tego za złe, w końcu mieli powód by podniecać się
ich osobistą wygraną.
- Rosie, spakowałaś wszystko ? -
zapytałam wystawiając z pokoju walizkę. Jeszcze raz, dla pewności,
rozejrzałam się po pokoju czy aby na 100% niczego nie
zapomniałam.
- tak, mam na pewno. To co ruszamy ? -
westchnęła głośno Rosie.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
Pożegnania nadszedł czas. Louis,
Niall podeszli do nas mocno nas obejmując, przytulając, ściskając
i całując.
- Zaopiekuję się nim, obiecuję –
powiedział do mnie cicho Louis, a ja w odpowiedzi przytuliłam go
mocno.
- A ja zaopiekuję się Katie –
powiedział Niall z wyszczerzonymi zębami.
- tak się cieszę, że was poznałam –
powiedziała Rosie jeszcze raz mocno przytulając chłopaków do
siebie. Następnie podszedł Liam, przytuliłam go szybko, dziękując
za wszystko, jeszcze przed tym jak niemalże przylepił ciało mojej
siostry do siebie. Ten chłopak to naprawdę dobry chłopak !
Strasznie o wszystkich dba i się martwi. Jest taki kochany. Za to go
cenię, bo wiem że Harry'emu na pewno się nic nie stanie, tak jak
pozostałym. No i Zaynowi...
- Trzymaj się Kim. Obiecaj, że
wszystko będzie w porządku – podszedł do mnie, lekko pocierając
moje ramiona.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
Mimo wszystko i tak najgorsze
pożegnania czekały mnie dopiero na lotnisku. Nie chciałam znów
zostawiać Sophie samej, a nawet miałam wyrzuty, że to robię.
Polały się łzy, kiedy docierało do mnie, że muszę się z nimi
rozstać. Widziałam jak mój mały brat się rozkleja i nie chce
wypuścić nas z objęć.
-no już Harry, już spokój. Niedługo
się zobaczymy. Uważaj na siebie ! I obiecaj, żee ..
-obiecuję Kim, obiecuję. – przetarł
oczy – kocham Was moje małe. Ucałujcie rodziców i dajcie
znać jak dolecicie.
Zmierzałyśmy w stronę bramek,
machając i żegnając się Harry'm i Sophie.
Do widzenia, kochani. Do zobaczenia.
__________________________
no to mamy 11. czyli nieoficjalnie KONIEC !
koniec części pierwszej. :)
ale muszę dać sobie z tym lekki spokój, bo to mnie pochłania i najlepiej nie robiłabym nic tylko pisała i szukała dobrych materiałów :)
na pewno nie skończy się to tak. musi być przecież morał tej bajki.
tymczasem kiss ! xX
~ damntrue.




