wtorek, 30 lipca 2013

chapter 11.

szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę.



- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika." ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.

Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.


~*~

Ujrzałam tłumy wykrzykujące ich imiona, teksty piosenek. Było cudownie. Czułam się jakby cały świat słuchał tylko ich i mogli zrobić co tylko im się podoba. Co prawda bali się zrobić coś głupiego jak na pierwszy koncert na żywo. Swoją drogą nie byłam zwolenniczką muzyki jaką mieli grać ale to w jaki sposób ją przedstawiali było niesamowicie zaraźliwe. I ta energia rozwrzeszczanych fanek. To było coś pięknego.
- Aż trudno w to uwierzyć.. - stwierdził Louis kiedy chłopcy zeszli ze sceny i rzucili się na ogromną czerwoną kanapę w garderobie. - Wszyscy krzyczeli moje imię, widać, że jestem ulubieńcem. - westchnął i przeczesał swoje włosy.
- Ty? - Niall wybuchnął śmiechem - Kto nie kochałby Irlandczyka? - pokazał na siebie palcami sztucznie się przy tym uśmiechając. Zaśmialiśmy się. Do chłopców przyszedł manager, obgadać co i jak. Nie interesowało mnie to, poza tym wiedziałam, że opowiedzą mi to z najdrobniejszymi szczegółami. Pomyślałam, że zadzwonię do Sophie zapytać co z Rosie. Dostała niesamowitej gorączki, przeziębiła się. Ale tak to jest jak słucha się Louisa i robi konkursy kto zje więcej lodów.
- czuje się już lepiej ?
- tak, dałam jej coś od gorączki a teraz śpi.
- jest Katie?
- nieeee.. poszła jakąś godzinę temu, bo też ją coś chyba rozkłada. Jak chłopcy, jak koncert?
- mówię Ci, coś niesamowitego. Te dziewczyny piszczały, płakały, krzyczały.. odjazd. Serio. A najlepsze było to, jak Niall ... – z ekscytacją w głosie zdawałam przyjaciółce sprawozdanie ale usłyszałam za sobą męski głos a na plecach poczułam tytoniowy, ciepły oddech. Doskonale wiedziałam kto się za mną czai. - Sophie ja muszę kończyć, opowiem Ci w domu. Aha i dziękuję. Kocham Cię – nacisnęłam czerwoną słuchawkę i wsuwając telefon do kieszeni odwróciłam się szybko. - stało się coś ? Masz niezaciekawą minę.
- możesz mi powiedzieć o co chodzi? Unikasz mnie... - wlepiał we mnie te swoje brunatne oczyska, które znajdowały się tak blisko moich, że serce od razu wybiło szybszy rytm. Zaczerpnęłam pospiesznie powietrza i obiegłam wzrokiem całe pomieszczenie. Nie mogłam myśleć logicznie. Cały czas zastanawiałam się co mam mu odpowiedzieć. Mimo tej bariery jaką stwarzał był cholernie wrażliwym facetem. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, tak dziwnie. Wstyd grał na moich policzkach niebezpiecznie widoczne rumieńce. Zadrżałam. Mój żołądek zwinał się w kłębek, jakby z obawy że zrobię coś nieodpowiedniego. I tak zrobiłam, prostując się jednak dumnie.
- Rosie się przeziębiła. - chłopak obdarował mnie spojrzeniem. Tym, co miało pokazać mi że nie rozumie co właśnie powiedziałam – musiałam się nią zająć – wyjaśniłam szybko. Jutro wyjeżdżamy.
- już jutro?
- już jutro. - potwierdziłam wlepiając się w podłogę. Podszedł bliżej i szybko złapał mój nadgarstek jakby bał się, że ucieknę. Powinnam może nie zwrócić na to uwagi i dalej wpatrywać się w swoje buty, ale oczy zaczęły mnie szczypać, pragnąc żeby móc pochłonąć wzrokiem jego kawowe tęczówki.
Widok Malika uderzył mnie jak najprawdziwszy cios w brzuch. Nie wiem dlaczego ale kiedy spojrzałam na niego nie byłam w stanie już odwrócić wzroku. To coś jakby samoistne poddawanie się pragnieniu by móc umrzeć w jego ramionach. - co się stało, Kim ? - spytał cicho.
- nic ... - westchnęłam. Patrzył tak, jakby wiedział że kłamię. Przeszywał wzrokiem każdą część ciała, nawet tę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. - ja nie mogę, Zayn. Po prostu nie mogę. to mnie przerasta. Jest mi strasznie źle z tym co się dzieje. Tutaj, teraz, między nami ... Tak będzie lepiej dla Ciebie. Teraz to wszystko rozkwita, nabiera rozpędu i ... - zacięłam się. Tak naprawdę nie wiedziałam jakich powinnam użyć słów.
- zostańmy przyjaciółmi, co? - zaśmiał się kpiąco wbijając paznokcie w moją rękę. Spuściłam wzrok wracając do obserwowania moich butów, które i tak znałam na pamięć. Widząc jego ciężkie spojrzenie nie mogłam inaczej, po prostu w takie oczy nie dało się patrzeć. Nie lubiłam takich oczu.
Chłopak złapał mocno za mój podbródek zmuszając mnie do spojrzenia w swoją stronę. Jego dotyk był taki zaczepny i bolesny, że czułam, że do oczu napływają mi łzy.
- tak, Zayn. Zostańmy przyjaciółmi. - wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i zgrabnie go ominęłam. Odwracając się dostrzegłam jak lekko mruży oczy. Wiem, że nienawidził mnie teraz całym sercem i wiem, że to wszystko zepsuje. Albo naprawi, jak kto woli.
Znikąd otoczyła chłopaka grupka rozwrzeszczanych małolat. Jestem pewna, że każda z nich dałaby się teraz pochlastać za to, żeby usłyszeć takie słowa jak ja. Ja nimi pogardziłam. Nie miałam innego wyjścia. Żyliśmy w innych światach, tego po prostu nie dałoby się pogodzić. To było nierealne. Musiałam zrezygnować. Musiałam.

Kierowałam się do tylnego wyjścia. Nie chciałam uciekać, chciałam uniknąć tych pytań " po co, dlaczego i za jakie grzechy ".
Stałam na schodach zapłakana i tak bardzo załamana jak tylko się da. Miałam cholerne wyrzuty sumienia, że nie powiedziałam Zaynowi co do niego czuję. wiedziałam, ze krzywdzę wszystkich dookoła. A najbardziej krzywdziłam samą siebie. No czy można być masochistą aż do tego stopnia?! Chciałam jak najszybciej wtulić się w mamę, przytulić " polskie " łóżko i zapomnieć o tym całym szumie. Nie przywykłam do kamer, nigdy tego nie lubiłam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój mały Harry, mój brat, kawałek mojego serca, ktoś z kim byłam połączona pępowiną przez 9 miesięcy jest rozchwytywany teraz przez miliony nastolatek, gdzie ta liczba nawet nie miała zamiaru zmaleć, tylko rosła i rosła. Dziewczyny kochały go, płakały na jego widok i pytały czy się z nimi ożeni. Chciałam znów swojego brata. Swojego cudaśnego, słodkiego brata, który był sobą, który mógł wyjść na ulicę ze swoimi siostrami bez względu na to, że ktoś zaraz zrobi nam zdjęcia, czy też zasugeruje czy nie jesteśmy czasem parą. Nie chciałam też być z kimś takim. Bo po co ? Żeby latali ze mną z aparatami ? Bezsens. Jest osobą publiczną, niech znajdzie sobie kogoś swojego pokroju kto jest już przyzwyczajony do kamer. Ja odpadam, ja się do tego nie nadaję.
usłyszałam dźwięk trzaskających drzwi i tupot zbiegających ze schodów kroków, następnie znów drzwi.
- Zayn zaczekaj ! - to ukochane imię, wypowiadane przez mojego brata było piękne. dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam co tracę. Cofnęłam się na myśl, że mógłby mnie zobaczyć.
-czego chcesz ?! - warknął mulat – zostawcie mnie w spokoju ... - kątem oka wypatrzyłam, że siadł na schodku, opierając łokcie na na kolanach, chowając twarz w dłoniach – wszyscy mnie zostawcie.
- Zayn ... - Harry objął go ramieniem – nie rozumiesz. Kimberly już taka jest. Zawsze martwi się o każdego bardziej niż o siebie. Ona nie chce Cię skrzywdzić, rozumiesz? Ona Cię kocha chłopie !
- Ale ona wyjeżdża ... nie mogę z nią być, już nie chcę. Ona wyjedzie.. zostawi mnie. A ja co?
- My mamy koncerty, słyszałeś Paula. Przed nami inne życie, inny świat. Czy nie tego chciałeś jak przyszedłeś na casting? Taka jest kolej rzeczy, Zayn. ona tam ma szkołę. Nie może jej zmienić, już raz to robiła a to nie jest fajne.
- Chciałbym żeby tylko tu była. Nie chcę cierpieć a przy niej tak się właśnie dzieje.
- Jak możesz być takim pieprzonym egoistą? A to, że ona teraz cierpi się nie liczy? Że może płacze gdzieś w kącie, że może obgryza paznokcie z tęsknoty i bólu ? pomyśl ..
- szkoda mi tylko, że trafiło na Twoją siostrę. Niech lepiej wróci stamtąd skąd przyjechała bo ja nie mogę zapewnić jej nic, nic oprócz łez. Tak jak do tek pory. I ma rację, zostańmy przyjaciółmi. Pieprzonymi przyjaciółmi. Myślałem, ze takie rzeczy dzieją się w tanich filmach... - usłyszałam głos Malika, który widocznie się rozkleił. Poczułam ukłucie w sercu tak bardzo bolesne, że myślałam, że poziom zasolenia z bólu łez wypali moje policzki.
Płakał ... Zayn Malik płakał, płakał przeze mnie, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Tak miało być lepiej. Zayn, Zayn, Zayn .. w mojej głowie roiło się od jego imienia, gdzieś przewinęło się nazwisko a gdzieś oczy. Nie mogłam wyobrazić sobie jak teraz kapały z nich łzy. Przeze mnie. Czułam się beznadziejnie, cała jestem beznadziejna. Mogłam wrócić do tego pieprzonego Sopotu wtedy kiedy mama kazała i nie komplikować życia nikomu! Nie czekając na nikogo, wybiegłam na zewnątrz. Nie chciałam zostać na tym pieprzonym koncercie. Zamówiłam sobie taksówkę i już po chwili byłam w mieszkaniu. Zajrzałam do Rosie. Gorączka spadła, to dobrze. Oby jutro poczuła się lepiej. Przykryłam Sophie kocem, który podejrzewam zrzuciła z siebie podczas piruetów na łóżku.
Czas spać, Kimberly. Rozebrałam się i szybko rzuciłam się obok przyjaciółki, otulając kołdrą aż pod brodę. Tak jakbym chciała żeby już żadne, choćby najmniejsze problemy nie dotknęły mojego ciała i mojej głowy. Kołdra to zawsze był pancerz obronny przed oompa-loompasami więc może i przed zmartwieniami też mnie ochroni. Otarłam mokre od łez policzki, bezsilnie i bez większych oporów pozwoliłam aby sen mną zapanował.



Budzik, jego dźwięk doprowadzał mnie do szału. Dostrzegłam kątem oka godzinę szóstą trzydzieści. Boże ! Przecież dzisiaj wyjeżdżam! muszę obudzić Rosie i Harry'ego, muszę zadzwonić do babci, muszę się pożegnać z Sophie. Nie zdążę, na pewno nie zdążę.
Wyskoczyłam z łózka szybkim susem, biegnąc tak samo szybko do łazienki. Cały czas towarzyszyła mi myśl, że dziś wracam do Polski, że zostawiam tu kawałek siebie. Do moich oczu cisnęły się łzy. Życie nauczyło mnie stwarzać mur, otoczkę przed złem. Zawsze sobie radziłam, zawsze. Teraz jedna osoba, jedna taka mała osóbka z Bradford postanowiła to zburzyć, tylko Jemu udało się zburzyć tą obronę. Zapragnęłam znaleźć się już w domu, z mamą i tatą. Rzucić się na swoją puchatą poduszkę w kolorze pudrowego różu i płakać. Tyle ile się da. Tyle żebym wypłakała wszystkie łzy by już nigdy więcej nie ograniczały mi widoczności, a przy zamykanych powiekach nie wypalały moich policzków.
Podbiegłam do pokoju siostry, obudziłam ją, następnie do pokoju Harry'ego mając na celu ten sam plan.
Wszyscy staliśmy już na nogach. Chłopaki byli tak bardzo podekscytowani występem i tym wszystkim, że nie robiło to na nich większego wrażenia czy wyjeżdżamy. Nie miałyśmy im tego za złe, w końcu mieli powód by podniecać się ich osobistą wygraną.
- Rosie, spakowałaś wszystko ? - zapytałam wystawiając z pokoju walizkę. Jeszcze raz, dla pewności, rozejrzałam się po pokoju czy aby na 100% niczego nie zapomniałam.
- tak, mam na pewno. To co ruszamy ? - westchnęła głośno Rosie.
- na to wygląda. Chodźmy, bo się spóźnicie na samolot. - odparł Harry zabierając nasze walizki.
Pożegnania nadszedł czas. Louis, Niall podeszli do nas mocno nas obejmując, przytulając, ściskając i całując.
- Zaopiekuję się nim, obiecuję – powiedział do mnie cicho Louis, a ja w odpowiedzi przytuliłam go mocno.
- A ja zaopiekuję się Katie – powiedział Niall z wyszczerzonymi zębami.
- tak się cieszę, że was poznałam – powiedziała Rosie jeszcze raz mocno przytulając chłopaków do siebie. Następnie podszedł Liam, przytuliłam go szybko, dziękując za wszystko, jeszcze przed tym jak niemalże przylepił ciało mojej siostry do siebie. Ten chłopak to naprawdę dobry chłopak ! Strasznie o wszystkich dba i się martwi. Jest taki kochany. Za to go cenię, bo wiem że Harry'emu na pewno się nic nie stanie, tak jak pozostałym. No i Zaynowi... 
- Trzymaj się Kim. Obiecaj, że wszystko będzie w porządku – podszedł do mnie, lekko pocierając moje ramiona.
-To Ty mi to obiecaj. - odważyłam się spojrzeć na jego twarz, na której pojawił się delikatny uśmiech .
- obiecuję. Chodź tu – owinął ręce na moich plecach przytulił mnie tak mocno, że czułam na swoim ciele wszystkie jego kości i mięśnie. - odzywaj się do mnie często.
-To Ty się do mnie odzywaj, Zayn – nasze oczy mimo wszystko posmutniały.
- Na pewno – mulat złożył na moim policzku ciepłego buziaka i delikatnie pogłaskał to miejsce które pocałował. - dziękuję, że się pojawiłaś. Bez Ciebie nie doszedłbym tu, gdzie teraz jestem. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, rudzielcu - * taa, dobrze wiedzieć* pomyślałam i posłałam mu uśmiech choć aż kipiała we mnie nieposkromiona ochota, by się na niego rzucić i znów wpić się w te pełne słodkości połączone z tytoniem wargi.
Mimo wszystko i tak najgorsze pożegnania czekały mnie dopiero na lotnisku. Nie chciałam znów zostawiać Sophie samej, a nawet miałam wyrzuty, że to robię. Polały się łzy, kiedy docierało do mnie, że muszę się z nimi rozstać. Widziałam jak mój mały brat się rozkleja i nie chce wypuścić nas z objęć.
-no już Harry, już spokój. Niedługo się zobaczymy. Uważaj na siebie ! I obiecaj, żee ..
-obiecuję Kim, obiecuję. – przetarł oczy – kocham Was moje małe. Ucałujcie rodziców i dajcie znać jak dolecicie.
Zmierzałyśmy w stronę bramek, machając i żegnając się Harry'm i Sophie.


Do widzenia, kochani. Do zobaczenia.




__________________________
no to mamy 11. czyli nieoficjalnie KONIEC !
koniec części pierwszej. :)
ale muszę dać sobie z tym lekki spokój, bo to mnie pochłania i najlepiej nie robiłabym nic tylko pisała i szukała dobrych materiałów :)
na pewno nie skończy się to tak. musi być przecież morał tej bajki.
tymczasem kiss ! xX
~ damntrue.






sobota, 27 lipca 2013

100 LAT DLA MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ !

Jesteś najlepszą przyjaciółką o jakiej można marzyć. Dzieliłaś ze mną śmiech i łzy, łączą nas NAJPIĘKNIEJSZE wspomnienia z dzieciństwa a nawet teraz kiedy zachowujemy się jak dzieci jesteśmy RAZEM. Tylko TY jedyna nie zostawiłaś mnie kiedy było naprawdę ciężko i wiedz, że ja Ciebie też nie zostawię! To wielkie szczęście, że jesteś moją siostrą bo taka siostra to skarb. i nieprawda, że kiedy mama przywiozła Cię ze szpitala jak ściągnęłam Cię z łóżka to chciałam Cię zrzucić ; * Czasami potrzeba trochę czasu żeby docenić jaki skarb ma się przy sobie. Kocham Cię, dziękuję że jesteś i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO !
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SIOSTRZYCZKO! 
JUSTYNKO PAYNE :D xxx

wtorek, 23 lipca 2013

chapter 10.

Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. 





" Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A Gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania " przepraszam, nie powinienem tego robić " zanim wzrok utkwił w podłodze

- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.

-Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda. WIEDZIAŁAM! "

~*~

Razem przebrnęliśmy aż do wielkiego finału. Byłam tak bardzo podekscytowana, że w tamtej chwili nie liczyło się dla mnie nic! Musieli wygrać, przecież wysłałam 47586947 milionów esemesów.
Siedziałam ze spuszczoną głową. Słuchałam Dermota O'Leary'ego jak wypowiadał te przeklęte i jednocześnie tak bardzo utęsknione słowa.
" Zwycięzcą ósmej edycji " X- Factor " jest ... są ..-. coraz bardziej podnosił mi ciśnienie ...- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - gdybym mogła, zabiłabym go. Kurcze! Przegryzłam wargę aż do krwi, boli. To chyba czas przerzucić się na obgryzanie paznokci.
Chłopcy też się stresowali. Tam, na bootcampach myślałam, że ich stres osiągnął swoje apogeum, ale to co wypisywało się na ich twarzach w tym momencie to było coś fantastycznego, że tak bardzo zależy im na marzeniach ale zarazem przerażającego, że właśnie tak bardzo im zależy, bo to podchodziło pod chorobę. Ostatnimi dniami żyli tylko i wyłącznie śpiewem, Niall to nie jadł chyba przez pół dnia, a z jego strony to prawie jak samobójstwo. Uwierzcie.
Nawet zakupy, na które postanowiłyśmy ich wyrwać nie pomogły. Bo kiedy jeden pokazywał wybrany ciuch drugiemu, ten odpowiadał " może założę to na finał ? ". niewdzięczne snoby ! To my męczymy się, żeby było im miło, żeby choć na moment zapomnieli o tej presji a oni nam tak ? Nawet kolega Lou, towarzysząc nam w lataninie po sklepach stwierdził, że zwariowali na tym punkcie a na czole powinni mieć wytatuowane wielkie "jestem debilem do potęgi X". tak mówiliśmy 3 dni przed finałem chociaż z każdą godziną dopadał nas wszystkich coraz większy stres ale nie dawaliśmy tego po sobie poznać, trzeba było się przecież wspierać....
- tytuł zwycięzcy ósmej edycji X – factor wędruje do ... - powiedz One Direction, powiedz to. Powiedz ! Modliłam się i prosiłam w myśli wszystko co możliwe. - do.. Matt'a Cardle'a. Ogłuchłam tak? One Direction zajęło 3 miejsce. Do moich oczu napływały teraz nawałnice łez. Zapomniałam, że ściskam kciuki tak mocno, że nawet ich teraz nie czuję.
Oficjalnie nie wygrali, ale dla mnie i tak są zwycięzcami.



28 sierpień, Londyn.
Siedziałam na hotelowym, bordowym fotelu z książką w dłoni. Znów nie miałam co robić. Dziewczyny poszły na zakupy, co szczerze mówiąc nudziło mnie niemiłosiernie. A chłopcy udzielali jakiegoś wywiadu. Drzwi do ich sławy otworzyły się z prędkością światła. Tak samo jak pojawiały się tłumy fanek, od 12 lat do 25. Robiło się ich coraz więcej, a nam coraz to bardziej duszno. 
Mama ze względu na Harry'ego pozwoliła nam zostać do końca wakacji. Chłopcy mieli zagrać koncert już jutro a my wyjeżdżałyśmy następnego dnia. Musimy dziś odwiedzić babcię i się z nią pożegnać. Harry zostaje w Londynie, a my wracamy do Polski. Też mogłybyśmy zostać, ale szkoła. Poza tym, mama umiera z tęsknoty i twierdzi, że czym prędzej wrócimy do domu tym szybciej przywieziemy jej kawałek Harry'ego. Dziwnie to brzmiało słuchając tego przez telefon, ale pogodziliśmy się już z faktem że nasza kochana Anne Cox jest wariatką.


"Rozstanie boli tak bardzo dlatego, że nasze dusze stanowią jedno. Może zawsze tak było i może na zawsze tak niepozostanie. Może przed tym wcieleniem żyliśmy po tysiąc razy i w każdym życiu siebie odnajdowaliśmy. I może za każdym razem z tego samego powodu nas rozdzielano. Co oznaczałoby, że dzisiejsze pożegnanie równa się pożegnaniu sprzed dziesięciu tysięcy lat i stanowi preludium przyszłego pożegnania. "


Wróciłam do czytania i od razu w oczy wpadło mi słowo ' ostanie ' . Prziecież muszę powiedzieć Zaynowi o wyjeździe w poniedziałek. Nie chciałam się z nim rozstawać. Nie chciałam się rozstawać z Sophie, z Harry'm, z chłopcami i Katie... przez ten miesiąc przywiązałam się do nich, spędzaliśmy 24 na dobę razem. Znałam ich już na wylot a nawet mogę powiedzieć, że ich kochałam. Byliśmy jedną, wielką, szczęśliwą, zakochaną w sobie rodzinką ! Czy to znaczy, że kocham Malika jak brata ? Czy ja go w ogóle kocham?



Po powrocie od babci marzyłam o tym aby wziąć prysznic i położyć się spać. Chciałam zmyć z siebie wszystkie jej buziaki przepełnione słonymi łzami i tą nadchodzącą tęsknotą. Czułam, że im szybciej się tego pozbędę tym szybciej dojdę do siebie i odpuchną mi oczy, które wówczas były niczym dwie dojrzałe, fioletowe śliwki.
Harry i Rosie rzucili się na kanapę obok pozostałych. Lustrując dokładnie widzów jakiegoś dennego science-fiction nie dostrzegłam czarnego łebka z tą zawadiacko stojącą grzywą. Zaintrygowało mnie to. No ale może poszedł spać albo zaszył się w wannie tak jak ja to za chwilę uczynię.
Rzuciłam torebkę w pierwszy kąt i zbliżając się do łazienki ściągałam z siebie T-shirt. W moim pokoju było wystarczająco jasno od latarni ulicznych, więc nie potrzebowałam zapalać światła. Jakoś nie za bardzo przepadałam za jasnością w pomieszczeniu w którym obecnie przebywałam, gdy było ciemniej to było przytulnie i tajemniczo a ja właśnie to uwielbiałam. Ku mojemu zdziwieniu nagle w pokoju rozbłysło jaskrawe światło lampki nocnej.
- Malik ! Co Ty do cholery robisz w moim pokoju ? - warknęłam.
- czekałem na Ciebie. - jego mina nie wskazywała teraz stu procent dobrego humoru. Był przygnębiony i przybity choć chyba powinien się cieszyć z sukcesu.
- ale ja właśnie .. - kiwnęłam kciukiem za siebie wskazując drzwi łazienki. - to ważne? - chłopak pokiwał twierdząco głową. Westchnęłam cicho i już siedziałam po turecku obok niego, opierając plecy o ścianę. -co jest ?
- bo widzisz Kim .. - gwałtownie podniósł się z łóżka i stanął naprzeciwko mnie. - Kim bo ja .. chciałem –
nerwowo zgryzł wargę i spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem pełnym nadziei na to, że pomogę mu wydobyć jakieś słowo.    
- prosto z mostu. - rozłożyłam ręce zsuwając się do krawędzi łóżka.
- ja bardzo Cię lubię, wiesz ? Odkąd się pojawiłaś to wszystko zaczęło mieć jakiś sens. Wiedziałem już, że mam dla kogo to robić. Jesteś jak taki anioł stróż i chciałbym żebyś była zawsze, zawsze przy mnie. - cicho westchnął. Kucnął przy mnie i oparł brodę na moich kolanach – chciałbym się przy Tobie budzić i patrzeć na Ciebie w każdej sekundzie i na tę chwilę nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie i może to głupie ale ja Ciebie chyba ... - mikro-sekundowa cisza pozwoliła mi przejąć ten dialog. Zayn podziwiał teraz albo swoje buty, albo moje stopy albo dywan.
- Zayn, ja wyjeżdżam. Wracam do polski. W poniedziałek – przerwałam mu nie chcąc by wypowiedział te ostatnie słowo. Tak, głównie ze względu na siebie bo byłoby mi trudniej się z nim pożegnać.
- co ? - spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie jakby chciał zaraz zabić mnie siłą swojego wzroku.
- muszę wrócić do Polski. Mam tam szkołę. - przeczesałam ręką włosy Zayna. - myślałam  że wiesz. - oczywiście, że wiedziałam że nie wie ! Ale przecież miałam świadomość tego, że ma ochotę mnie teraz zabić więc musiałam udać głupią. Psychicznie chorych się oszczędza i traktuje łagodniej. Zaczęłam nerwowo wykręcać palce a on wryty w to co robię, opierał się na moich kolanach bez słowa. W pokoju panowała taka cisza, że jego oddech teraz brzmiał jak rockowy koncert Ozziego Osbourna.
Skrzywdziłam go. Przecież chciałam żeby się zakochał, przecież mi na nim zależy. Moje ciało rozrywały teraz wyrzuty sumienia a do moich oczu napłynęły łzy. Jestem głupia. Rozkochuję w sobie chłopaka, który na domiar złego jest idealny, a potem tak perfidnie mówię mu że to koniec gdzie nawet jeszcze nie było początku ? Głupie 16-latki tak mają.

- przepraszam – wydusiłam zachrypniętym głosem a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku uderzając prosto w zewnętrzną stronę ręki Malika.
" ZAYN CHOOOOOODŹ pokazują nas w telewizji " dobiegł nas głos z salonu naszego tymczasowego mieszkania. Spiorunował mnie pretensjonalnym wzrokiem, kciukiem przejeżdżając po mojej dłoni. Wzbił się na proste nogi podpierając się o kolano, pokiwał lekko głową i wyszedł, trzaskając drzwiami. Może nie specjalnie, ale mimo wszystko.
Z dołu słyszałam śmiechy, zegarek tykał, powiewał wiatr a ja między łóżkiem a szafką nocną – płakałam.





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie mogłam dodać nic wczoraj, bo zwyczajnie nie miałam czasu.
korzystając z okazji chciałabym złożyć BEST WISHES EVER z okazji 3 rocznicy twórczości chłopaków ! <3
no i oczywiście, Leeroy wymiata *,*
rozdział dedykuję Pauli, która męczyła mnie wczoraj do 3:15, która razem z 3 miśkami zajmowała większą cześć mojego łóżka.
comment !
damntrue, kiss. x

niedziela, 21 lipca 2013

WAŻNE.

trochę ode mnie.

ciągle uczę się jak upiększać tego bloga. nie jestem w tym dobra i mało ogarniam ale posuwam się na przód, to najważniejsze. postanowiłam wprowadzić małe zmiany jak np. ostatnie zdania poprzednich rozdziałów dla przypomnienia czytelnikom co i jak, żebyście nie musieli grzebać, szukać, wkurzać się i klikać. mniej klikania to i człowiek szczęśliwszy, nie ? ; ) to się będzie działo dopiero od rozdziału dziesiątego, który pojawi się wkrótce i na którego zapraszam ! 
poza tym, zachęcam do komentowania bo to daję mi motywację do dalszego pisania. liczę na szczere oceny i recenzje tych wypocin. będę wdzięczna !
~ damtrue, kiss.x

środa, 17 lipca 2013

chapter 9.

dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.


Wybiła 6. na szczęście telefon milczał, nie wyrywając mnie z błogiego snu. To dobrze. Nie, nie dobrze! Bo zamiast tego do pokoju wdarł się Liam i Loius, którzy zerwali z nas kołdrę.
- co do cholery ? - mruknął Malik próbując zabrać im okrycie.
- wiecie która godzina ?! - usłyszałam przyjemny głos Louisa, który w tym momencie wydzierał się niesamowicie głośno ale to nie wyklucza faktu, że jego głos był naprawdę miły. - musimy przecież jechać !
- Zayn, nie mów że zapomniałeś ? - powiedział Liam, rzucając w niego spodniami. - ubieraj się
- Bootcampy... – ziewnął Zayn pochylając się nade mną, złapał powietrze by coś powiedzieć.
- Ani mi się waż otwierać ust. - wydusiłam z siebie zanim mulat zdążył zabrać głos. chłopaki się zaśmiali a ja mozolnie podniosłam głowę z poduszki – już wstaję – siadłam na brzegu łóżka, przetarłam oczy. - Liam, rzucisz mi skarpetki ? Tam leżą. - chłopak wykonał moją prośbę, a ja schylając się zakładałam część garderoby.
- ale masz fajne dołki w plecach ! - krzyknął Zayn. Skoro był w stanie je zobaczyć oznaczało to że na pewno koszulka podwinęła się za wysoko. Pozostała dwójka chłopców zbiegła się na zdanie wypowiedziane przez Mulata wgapiając się namiętnie w moje plecy.
- Pokaż ! – krzyknął Louis
- Nie macie swoich ? - powiedziałam z uśmiechem i dumą, bo dołeczki u dołu pleców nie zdarzają się często, szybko naciągając T-shirt na dane miejsce.
- ale Ty jesteś ... - oburzył się Liam.
- podobno nam się spieszy... – odparłam
- aaa no tak ! Dobra to my idziemy budzić pozostałych a wy się ogarnijcie! – powiedział Liam, kładąc Louisowi rękę na ramieniu.
- co ? Nas obudziliście pierwszych ?! - wydarł się Zayn.
- taak ? Bo Wy wczoraj najdłużej rozmawialiście – wypowiedział Louis tak jak to by było oczywiste, że nas trzeba katować jako pierwszych, na co ja spojrzałam w stronę Zayna mrużąc oczy.
- no bo ktoś tu wczoraj myszy słyszał ... – powiedziałam z jawnym sarkazmem w głosie.
- Zayn boi się myszy ! Zayn boi się myszy ! - chłopaki wybuchnęli śmiechem i usunęli się z naszego pokoju. Popatrzyliśmy z brunetem przez chwilę na siebie i już oboje wiedzieliśmy co chcemy powiedzieć i zrobić.
- ja pierwsza, ja pierwszy – wyrwało się równocześnie z naszych ust. Zanim się zorientowałam Zayn stał już w drzwiach łazienki.
- no to może razem ? - poruszał wymownie brwiami.    
- utop się! - rzuciłam w niego poduszką a on zniknął za drzwiami, po chwili słyszałam już tylko śpiew i dźwięk wody wydobywającej się z prysznica. Postanowiłam zebrać swoje rzeczy i ogarnąć pokój. 
Pogoda była naprawdę fajna. Podnoszące się zza horyzontu słońce idealnie pasowało do krajobrazu, który przedstawiony był za oknem a odbijające się w tafli wody promyki nadawały tylko uroku lipcowemu, ciepłemu i kolorowemu dniu. Aż chciało się żyć. Zgarniając kurtkę Zayna wypadł z niego ten notes, który podejrzewam wymacałam wtedy w jego kieszeni wracając z nad jeziora. Przeczytać ? Otworzyłam na pierwszej lepszej stronie, zobaczyłam tylko " moje marzenie w końcu się spełniło bo ona jest tu ze mną " .. poczułam przyjemne ukłucie w żołądku i nabrałam ochoty by przeczytać więcej więc delikatnie palcem próbowałam przewrócić na następną stronę. Nieee ! Jak  ty czułabyś się jakby ktoś grzebał w Twojej prywatności ? Odłóż to głupia dziewucho ! Milion myśli pojawiło się w mojej głowie, ale na szczęście w porę się opamiętałam. Włożyłam mały zeszycik z powrotem do kieszeni kurtki, z której wypadł. Serce biło mi niebezpiecznie szybko i mocno. Nie miałam pojęcia czy to z radości po przeczytaniu zdania o 'niej'. a może to po prostu ludzkie wyrzuty sumienia, że jestem wredną i wścibską babą bo interesuję się tym czym tak naprawdę nie powinnam się interesować. No ale skoro mam ludzkie wyrzuty to przecież kieruje mną ludzka ciekawość...
*to ma sens.*
Choć co by się nie działo, nie powinnam. Nigdy więcej. Mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech. Czyli jestem dla niego ważna. A może to nie ja ? Wolę oszaleć niż o tym myśleć, chociaż tak właśnie będzie jak myśleć nie przestanę, a nie przestanę.

W granicach 9, wszyscy siedzieliśmy już w samochodzie Liam'a. Harry wstawił swój samochód, a właściwie samochód babci do garażu obok domku, gdyż spokojnie wszyscy zmieściliśmy się w Vanie pana z grzywką. 
- wszyscy obecni ? - rzekł Liam zapinając pasy.
- Zwarci i gotowi ! – krzyknął Louis 
- Witaj Londynie ! – krzyknął Zayn
- Witaj X- Factor ! - powiedział Nial.
- Witaj sławo – powiedział Liam
- witajcie fanki ! - z największym wyszczerzem, zadowoleniem i podekscytowaniem krzyknął Harry na co każdy wybuchł śmiechem. Niestety, sielanka ta nie trwała długo ponieważ oprócz prowadzącego Liama każdy z chłopców zasnął. A może i stety, przynajmniej miałyśmy czas by spokojnie pogadać. Po godzinie Liam kazał obudzić Louisa, który miał w zastępstwie poprowadzić aż do samiutkiego Londynu. I tak też się stało, natomiast na jego miejsce poszedł obecny kierowca, który w przeciągu 3 minut zasnął na ramieniu Zayna.

Teatr, w którym obecnie miały miejsce bootcampy był ogromny, wszędzie kamery, ludzie z bagażami, którzy cieszyli się na swój widok, płakali, śpiewali, spali na walizkach, modlili się, ćwiczyli układ tańca. Wchodziliśmy dalej w głąb teatru, gdzie niestety musiałyśmy się zatrzymać, a chłopcy ze specjalnymi przepustkami weszli dalej. Pożegnałyśmy się z nimi, życząc powodzenia a następnie udałyśmy się w poszukiwaniu automatów z gorącą kawą. Chłopcy wybiegali od czasu do czasu by poinformować nas co się tam dzieje. Zapoznałyśmy się z pozostałymi, którzy czekali na swoich bliskich walczących o spełnienie marzeń. Poczułam się dość dobrze. Ta atmosfera, to odczucie motywującego do działania stresu naprawdę mi odpowiadały. Pomyślałam, że to miejsce dla mnie, dobrze się czułam na scenie. Jednak mimo wszystko nie wiązałam z tym swojej przyszłości. Chciałabym aby Harry był szczęśliwy, aby jego marzenia się spełniły. Chciałabym mieć rodziców tu obok siebie. Chciałabym, żeby Rosie wyrosła na dobrego człowieka. Chciałabym aby nigdy mnie nie zawiodła. Chciałabym aby moja rodzina nie miała kłopotów. Chciałabym spełnić swoje marzenia. Chciałabym.
 
Nie sądziłam, nawet się nie spodziewałam takiego przebiegu spraw. Myślałam, że będziemy musieli wracać w nocy do domu albo co najmniej spać w samochodzie. Okazało się, że dla wszystkich czekających, wspierających i kibicujących są pokoje hotelowe. Wiadomo, nie 5-cio gwiazdkowe ale zawsze to kawałek łóżka. Chłopcy ćwiczyli, pocili się, śpiewali. Tak minęły nam te dwa dni bez większych wrażeń. No chyba, że to że chłopcy wyprostowali włosy Harry'emu jak spał a ten po przebudzeniu płakał jak dzieciak. aa no i ewentualnie to, że Niall zawiązał Louisowi wszystkie sznurowadła u wszystkich butów za to, że ten wcześniej ściągnął mu na próbie spodnie i stał w samych bokserkach przed jury. jakże mogłabym zapomnieć o Zaynie i Liamie, którzy zasnęli pod łóżkiem gdzie chowali się by nikt nie znalazł ich i nie zawołał na próbę. to przecież normalne zachowanie, także generalnie można powiedzieć, że teoretycznie był spokój.

Czwartek, 23 lipca. Czekałyśmy na ogłoszenie wyników. Simon, przewodniczący jury X-Factora zwołał wszystkich uczestników. Oglądanie, czy marzenia brata mają okazję się spełnić na wielkim telebimie, nie należało do moich pragnień życiowych. Chciałabym być tam i trzymać go za rękę. Simon wymieniał po kolei imiona osób, które zakwalifikowały się do domów jurorskich. Finał spiorunował mnie tak samo mocno jak pozostałych, których bliscy nie przeszli dalej. Widziałam na twarzy Harry'ego taki smutek i zawód jakiego nigdy w życiu nie widziałam u nikogo. Naill i Liam płakali.
- nie... niech on nie płacze, proszę.. - westchnęła Rosie stojąc na przeciwko ekranu. Dotykała opuszkami palców twarzy Liama, na którą właśnie było zbliżenie.
Harry. Wchodząc za kulisy, ściągnął czapkę. Płakał. Ocierał swoją delikatną twarz tym wełnianym, szorstkim czymś. Serce pękło mi na milion kawałków, osuwałam się lekko po ścianie, szlochając. Byłam jego bliźniaczką do cholery !  W tamtym momencie przeklinałam ten stan. Odczuwałam każdy jego ból, ten psychiczny a zdarzało się nawet, że towarzyszył nam również taki identyczny ból fizyczny. Odczuwałam każde jego najmniejsze szczęście, każde zadowolenie i każde pragnienie. Po prostu to czułam i wiem, że on miał tak samo.

Dochodzący z telebimu głos mężczyzny wywołującego Harry'ego i resztę chłopaków sprawił, że podniosłam głowę chowaną w kolanach i otarłam mokre policzki od łez i czarnych tuszowych smug. Na scenie pojawili się One Direction i grupka jakichś dziewczyn. Strach, stres i nadzieja malowały na ich twarzach różne grymasy.Nicole zaczęła przepowiadać, że szkoda takich głosów, że miło będzie mieć takie dwa cudowne zespoły w X-Factor. Serce waliło mi tak jak ktoś uderzałby wielkim młotem w wielki bęben a ja o mały włos nie połamałam sobie kciuków od zaciskania ich w pięściach. 
- przechodzicie dalej ! - w końcu oznajmiła jurorka. A jak stałam jak wryta, niczym sparaliżowana. Przysięgam, że nie czułam żadnej części swojego ciała oprócz serca które chyba właśnie łamało mi żebra.

Byłyśmy już coraz bliżej. Słyszałam tylko tupot tysięcy kroków wybiegających w naszą stronę. Chciałyśmy pogratulować chłopcom kolejnego zwycięstwa i przejścia do następnego etapu. Drzwi otworzyły się a zza nich wynurzyło się kilkadziesiąt osób. Próbowałam odnaleźć znajomą twarz. Liam już zdążył podbiec do Rosie składając na jej wargach buziaka. 
- Kim .. - dźwięk tego głosu działał na mnie jak narkotyk.
- Zayn ! - krzyknęłam biegnąc w jego stronę. Złapał mnie i podniósł do góry, oplatając swoje ręce na mojej talii. Mocno zacisnęłam ręce na szyi chłopaka, żeby mocą uścisku pokazać mu jak bardzo jestem szczęśliwa. 
- Tak bardzo się cieszę, tak cholernie się cieszę ! – schował głowę między moją szyję a obojczyk – nie wierzę w to – wymamrotał prosto w moje ucho, a ja na szyi czułam wzór ust wypowiadanych przez niego słów. Kiedy stałam na nogach ujęłam jego twarz w swoje dłonie a on jedną ręką wplótł palce w moje włosy, drugą natomiast trzymając w mojej talii przysuwał do siebie. Stałam osłupiała patrząc mu w oczy. Nasze oddechy połączyły się w węzeł i ciepłe powietrze owiało moją twarz i ciepłe spojrzenie badało moje tęczówki i ciepłe usta dotknęły moich i moje dotknęły mocniej tych drugich. A gdy się oderwały nie było już ciepłego powietrza ani ciepłego spojrzenia a zamiast tego w jego oczach dostrzegłam coś na kształt zdania "przepraszam, nie powinienem tego robić", zanim wzrok utkwił w podłodze.
- Kimberly, Rosie !! - uradowany głos Harry'ego wyrwał mnie z tego transu.
- Harry ! Tak bardzo się cieszę ! - podbiegłam do brata tuląc go tak mocno jak tylko mogłam. Wiedziałam, że pokręconemu się uda.
WIEDZIAŁAM !


poniedziałek, 15 lipca 2013

chapter 8.

chciałem się tylko do Ciebie przytulić.


co się tam do cholery dzieje ? no nic, na pewno mi się śni.
powoli podniosłam ciężkie powieki, przeklinając pod nosem jasno świecące promyki słońca, które wdzierały się przez odsłonięte okna padając prosto na moją twarz. jeszcze zaspana rozejrzałam się po pokoju by dokonać dokładnych oględzin pomieszczenia. gwałtownie odwróciłam głowę w drugą stronę łóżka, słysząc cichy pomruk. Malik. popatrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem.
Mulat przewrócił się na drugi bok. spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej, ósma czterdzieści cztery. postanowiłam wziąć kąpiel i naturalnie ogarnąć się by spokojnie móc przebywać z ludźmi. szybkim susem zeskoczyłam z łóżka. podchodząc do okna, popatrzyłam przez nie. nawet nie zauważyłam, że rozchodził się piękny widok jeziora.
jezioro... Zayn mnie wczoraj wrzucił do jeziora, pocałował mnie. dał mi swoją kurtkę, spałam obok niego, był tu, śpiewał mi. nadal jest.
spojrzałam w stronę mulata, uśmiechnęłam się. wydał z siebie słodki dźwięk, znów przekręcając się na bok. zasłoniłam okna, niech sobie śpi.
skończywszy poranną toaletę, rozgrzebałam swoją walizkę by odnaleźć jakieś lekkie buty i wyjść do salonu, bo hałasy dobiegające stamtąd wcale nie ucichły. wręcz przeciwnie, doszły do tego jeszcze jakieś śmiechy.
siadłam na swojej stronie łóżka, po cichu wciągając na siebie tenisówki, nie zauważając że Zayn uchylił powieki.
- wstałaś już ? - wydobył z siebie zdanie zaspanymi zdziwionym głosem.
- nie mogłam spać, myślałam, że słońce wypali mi twarz. poza tym te krzyki - spojrzałam na niego. - śpij jeszcze.
Patrzyłam jak leniwie podnosi się z łóżka, mrucząc coś na wzór "chyba z dziesięć lat tak wcześnie nie wstawałem". miał na sobie jedynie czarne bokserki. wydatną i zadziorną szczękę zdobił lekki, jeszcze niegęsty zarost a zmierzwione, czarne włosy dodawały mu tylko uroku.
- pójdę z Tobą. - powiedział, wciągając na siebie czarne spodnie, następnie bluzę.

- urządziliście sobie koncert ?! o 8 rano ?! - warknęłam nalewając sobie szklankę soku.
- i to beze mnie ?! - powtórzył z taką samą irytacją ale też z uśmiechem na twarzy Zayn, wykonując tą czynność co ja.
- baa, ale zobacz ją mamy widownię - Lou wskazał na kanapę, na której siedziały Sophie i Kate, a przed nimi grupka chłopców w gaciach, ręcznikach bądź kocach. A Louis miał na sobie kuchenny fartuszek. Rosie jeszcze spała co mnie nie zdziwiło, bo była takim samym śpiochem jak ja i Harry.
Brat poinformował mnie i Zayna, że przesłuchania do domów jurorskich są już jutro.
Okazało się, że to może trwać ok 5 dni więc akurat do naszego wyjazdu. Chciałyśmy z Rosie zostać co najmniej do finału, ale to aż 4 tygodnie. Miejmy nadzieję, że mama się zgodzi. 
Ten dzień spędzilismy na wspólnych zabawach, na wspólnych wygłupach, na koncertach, na karaoke, na playstation, na monopolu, grze w karty i bitwy na poduszki ponieważ Niall był stanowczo za bardzo przeciwny by rzucać się jedzeniem. Przedstawił nam również perspektywę sprzątania i cała paczka zrezygnowała z pomysłu. Poduszki były bezpieczniejsze.
W pokoju panował harmider, który stworzyli dwaj chłopacy za sprawą gry, którą uwielbiali i która sprawiała, że mogli zapomnieć swoich problemach. 
- No dalej! Dalej ! – krzyczał zielonooki, który pod wpływem emocji, aż podskoczył na kanapie.
- Nie masz szans ! – zauważył Liam, który opanowany i pewny siebie coraz szybciej zbliżał się do zwycięstwa. 
- Głupia ta gra ...
Sam jesteś głupi ! – zaśmiał się – nie umiesz przegrywać, po prostu. Mistrzem wyścigów zostaje…- urwał, aby dodać napięcia – Liam! Wygrałem! Juuuhuuuu ! – wrzasnął, podskakując na kanapie. – widzisz Harry, to tak się robi…
- dobra, dobra – pokręcił głową, widocznie rozczarowany i sfrustrowany Harry faktem, że to on okazał się być tym drugim. Nie chciał się do tego przyznać, ale był zły na przyjaciela, że kolejny raz wygrał.- Ta gra i tak jest do niczego – wzruszył ramionami, biorąc do rąk miskę z popcornem, która stała na stoliku obok.
- Chłopcy, przećwiczcie sobie układ, piosenki i te inne a my zrobimy coś do jedzenia – rzuciła Sophie. - no dziewczynki, jazda do kuchni !
Przygotowałyśmy makaron z jakimś sosem, co miało się nazywać spaghetti ale w żadnym detalu tego nie przypominało. pocieszające było to, że Niall i tak to zje. swoją drogą, gdzie on to mieścił ? po nim nie widać nawet że je cokolwiek a tymczasem pochłania tyle, co my wszyscy razem wzięci.

- Sophie, co z Harry'm ? - powiedziałam do przyjaciółki, wycierającą naczynia, stając obok niej. ruszyłam szybko brwiami w górę i dół a na jej twarzy wymalował się promienny uśmiech. Daję słowo, że wierzchołki jej ust dotykały w tym momencie uszu.
- jak co ? Masz niesamowitego brata. Gadaliśmy caaaaałą noc, przypominaliśmy sobie dzieciństwo, jak obsiadły Cię mrówki kiedy próbowałaś je zdobyć chcąc wrzucić Harry'emu w kanapki. - zaśmiałyśmy się.
- Ale, hmm.. czy wy coś tego ? No wiesz .. 
- nie.. na pewno nie.
- chciałabyś, co?
- aż tak bardzo widać ?
- Mhm – pokiwałam twierdząco głową 
- powodzenia. -  Sophie uśmiechnęła się po czym krzyknęła na cały głos :
- kolacja darmozjady !
Wybiła 23 i wszyscy zdecydowali się, że idą spać. W końcu jutro trzeba było wstać wcześnie bo  przed nami ponad 200 mil i ciężkie dni w X-factorze.
Ułożyłam się wygodnie na boku wkładając pod głowę róg kołdry. Zawsze tak robiłam, szybciej zasypiałam i czułam się bezpieczniej przed potworami wyskakującymi z szafy. A najbardziej bałam się Oompa Loompasów z ' Charlie i fabryka czekolady '. po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz kiedy wyobraziłam sobie, że jeden taki zielonowłosy miałby mi się zaraz ukazać. Próbowałam pociągnąć jeszcze trochę kołdry, owijając się w nią ale coś stanęło mi na drodze.
Ktoś.
- ekhem... - usłyszałam ciche chrząknięcie.
- Co ? - odwróciłam głowę w stronę, z której usłyszałam dźwięk.
- też tu jestem księżniczko – powiedział kpiąco Zayn, podkreślając ostatni wypowiedziane słowo, który faktycznie obok mnie leżał, gwałtownie i silnie pociągając za kołdrę.
- faktycznie ! Jakże mogłam o Tobie zapomnieć ?! – zaśmiałam się, po czym złapałam za kołdrę otulając nią Zayna – już okryję Cię dzieciaczku żebyś czasem nie zmarzł – powiedziałam pieszczotliwie. Moja twarz znajdowała się co najmniej 15 cm nad jego twarzą a włosy opadały swobodnie na jego czoło i policzki. Spojrzeliśmy na siebie, wymownie chrząknęłam aby przerwać milczenie i wykorzystać moment by odsunąć się na bardziej przyzwoitą odległość.
- eeeem... no tak, w porównaniu do Ciebie to ja jestem mało widoczny na tym łóżku – zaśmiał się.
- Czubek...
- się nie przezywaj – powiedział komicznym głosem Zayn.
- Idź spać – pacnęłam go rogiem kołdry – jutro ważny dzień. - Przymknęłam oczy.
- Ale będziesz tam ze mną ?
- Będę wariacie, dobranoc – uśmiechnęłam się, poprawiając się na łóżku aby uzyskać wygodną pozycję do spania. Kiedy mi się to udało, dość szybko zasypiałam.
- Kim ...
- mhm ? - odparłam zaspanym głosem nawet nie otwierając oczu.
- Słyszę komara..
- no i co z tego ? Nie zje Cię.
- ale ja słyszę to bzyczenie – mówił podenerwowanym głosem.
- to zatkaj sobie uszy - odwróciłam głowę w stronę bruneta.
- Kim ... - niestety ponownie usłyszałam głos bruneta. westchnęłam cicho i z opanowaniem w głosie mruknęłam.
- Tak ?
- Wydaje mi się że słyszałem mysz...
- Zayn ... nie obgryzą Ci paznokci.. śpij, ok ? - ułożyłam wygodniej głowę kładąc jedną rękę na kołdrę. Zayn westchnął ale po sekundzie ucichł. 
- Kim ... - chłopak nie dawał za wygraną. 
- co ?! - warknęłam głośno zrywając się do pozycji siedzącej. Chłopak spojrzał na mnie podnosząc głowę.
- Nic, po protu lubię jak się złościsz – posłał mi wyszczerzony uśmiech a ja wywróciłam oczami.
- ale jesteś głupi – rzekłam z wyrzutem bezwładnie rzucając się na poduszkę, automatycznie odwracając się tyłem do Zayna.
- nie gniewaj się – dźgnął mnie w bok
- ostrzegam Cię- Zayn powtórzył czynność a we mnie się gotowało i byłam skłonna zrobić mu krzywdę – Zayn ostrzegam – kolejny raz poczułam jego palec między żebrami. Przekręciłam się szybko w jego stronę – pożałujesz .. - pogroziłam wskazującym palcem w jego stronę a on jak gdyby nigdy nic złapał mnie za rękę i położył ją na swoim policzku
- chciałem się tylko do Ciebie przytulić – zrobił smutną minę, która była tak bardzo udawana że aż prawdziwa i naprawdę byłam w stanie mu uwierzyć.
- nie tym razem, kochany nie tym razem – posłałam mu uśmiech, zabierając rękę z jego policzka, potargałam mu włosy, które już i tak miał nieogarnięte. Odwróciłam się tyłkiem do bruneta, on po krótkiej chwili zrobił to samo
- Kim ...
- Zaaaaaayn ! - powiedziałam zaciskając zęby – co ?
- posuń kuper .. - usłyszałam cichy śmiech mulata.
- dobranoc Zayn – promiennie odpowiedziałam Malikowi. Poczułam, że wierci się na łóżku, przeklęłam w myśli i wywróciłam oczy.
- dobranoc, Kimberly – powiedział prosto w moje ucho zagłębiając się w głębokie miejsce niedaleko obojczyka. - dobranoc. - uśmiechnęłam się. Poczułam miłe ukłucie w sercu, a po moim ciele przeszedł równie miły dreszcz.
* dobranoc kochanie *





~*~
jeśli już  to czytasz, będę wdzięczna jak zostawisz po sobie komentarz. to znaczy dla mnie naprawdę dużo.
kiss ! x

wtorek, 9 lipca 2013

chapter 7.

jego oczy same w sobie były zabijające


- wiesz, że śpimy razem ? - mruknęłam nieśmiało chcąc przerwać tę niezręczną ciszę. nie odważyłam spojrzeć mu w oczy, wtuliłam się w jego kurtkę.
- tak ? poczekaj, niech zgadnę .. Louis ?
- brawo Sherlocku - obydwoje zaśmialiśmy się.
- stresuję się przed bootcampami - powiedział znikąd.
- przecież masz dobry głos.
- dobry to nie znaczy najlepszy - spojrzał kątem oka. coś w tym było, miał rację.
- dasz radę - posłałam mu uśmiech i znów zapadła cisza. słyszałam bezgłośną melodię jego oddechu, która idealnie współgrała z odgłosami przyrody. lubiłam kiedy milczał, lubiłam kiedy mówił. wszystko lubiłam. ciszę tę przerwały nam krzyki, śmiechy i dźwięk gitary. to znak, że zmierzaliśmy w dobrym kierunku.
- cześć Wam - rzucił Zayn, łapiąc za puszkę piwa swobodnie opadając na trawę blisko ogniska. co to miało być ? najpierw wbija swoje usta w moje, tak zachłannie jakby chciał wyssać ze mnie życie a teraz omija mnie obojętnie jakbym nie istniała ? Tak się nie robi Malik.
- dlaczego jesteście mokrzy ? - zapytała Sophie. wszystkie oczy skierowały się na mnie ja tylko uśmiechnęłam się w stronę chłopaka, który również  z uśmiechem przeszywał mnie wymownym wzrokiem.
- eeem, bo się poślizgnęłam, wpadłam do wody, Zayn próbował mi pomóc i sam też wpadł. tam jest stromo, jutro się przekonacie - pogrążałam się w swoich własnych słowach, a Harry patrzył na mnie podejrzanie z lekko uniesioną lewą brwią.
- masz ! okryj się, bo ja Cię jutro nie będę wiózł do szpitala - rzucił we mnie kocem jakże kochany braciszek.

Siedzieliśmy na przeciwko siebie, czułam jego wzrok na swojej sylwetce. wydawało mi się, że patrzy coraz częściej i coraz dłużej. odwzajemniłam spojrzenie, patrzyłam mu prosto w oczy a skaczące wesoło iskry wcale nie przeszkadzały mi w samobójstwie. tak, to było samobójstwo. jego oczy były same w sobie zabijające + zmiażdżenie wątroby, trzustki i żołądka przez stado jakiegoś upartego robactwa i stały paraliż twarzy z powodu nadmiernego powstrzymywania uśmiechu.

Rosie zasnęła na kolanach Liama, który postanowił że zaniesie ją do pokoju i położy do łóżka. swoją drogą, był bardzo opiekuńczy. fajnie.
- Lou, śpij z nimi. miej go na oku. - nieufny Harry posłał bruneta do pokoju tamtych, spojrzałam na niego - co znów ?
- obiecałeś ...
- wieem ? ale martwić się nie przestanę a przecież wylosowała Niall'a ale to logiczne, że Liam będzie tam spał bo niby zasnął bla bla bla. i ani słowa -  wskazującym palcem skierowanym w moją stronę chciał podkreślić powagę swoich słów  - chodź Sophie, na nas już pora. - wyciągnął rękę w stronę mojej przyjaciółki a ta posłusznie ujęła dłoń brata. przysięgam, że odpadam z tego maratonu.
- Niall ! jestem głodna, choć pomożesz mi coś przygotować - rzekła Katie a blondyn był wyraźnie zaskoczony - chodź ! - szarpnęła go za rękę, szczerząc się do nas. - dobranoc - powiedziała, rzucając koc na moje barki.
- no to ja też jestem śpiąca dlatego idę spać, dobranoc. - szybko wstałam na nogi, pozostawiając koce na swoim miejscu. obojętnie ruszyłam w stronę drzwi, nawet nie zauważyłam kiedy Zayn również wstał. chwycił mnie za nadgarstek.
- najpierw pomożesz mi posprzątać, rudzielcu.

światło księżyca wdzierało się przez okno, które było na wprost naszego łóżka. i ta błoga cisza, coraz bardziej ją lubiłam. chłopak ułożony na plecach, z rękoma skrzyżowanymi pod głową namiętnie wpatrywał się w sufit.
- nie mogę zasnąć - powiedziałam, podpierając się na łokciach.
- to policz baranki. jednego masz już obok siebie - jego wargi uniosły się ku górze.
- zaśpiewaj mi coś - chłopak był wyraźnie zaskoczony moją prośbą
- może lepiej nie ? - odrzekł z lekkim grymasem na twarzy, zerkając w moją stronę. delikatnie poprawił kosmyk włosów, który zagubił się gdzieś na moim grubym policzku.
- dlaczego ? no weź, Zayn. no weź. - lekko trąciłam bruneta pod żebra, odskoczył delikatnie w bok co miało oznaczać, że na pewno ma łaskotki. szybko złapał moją rękę i lekko ścisnął.
- dobrze, ale nigdy więcej tego nie rób. nie lubię dźgania - zaśmiał się.


* yesterday
all my troubles seemed so far away.
now it look so though they're here to stay .
oh, I belive in yesterday. *
                                        
miał taki piękny głos, taki niespotykany. ułożyłam się wygodnie na brzuchu podkładając ręce pod głowę. jego dłoń znów powędrowała w stronę mojej twarzy, zabierając stamtąd włosy. a ja ? ja sparaliżowana jego ciepłym wówczas dotykiem oddawałam się w ręce snu, lekko uśmiechając się do Zayna.



~*~


*  the beatles - yesterday.
czy nikt do cholery nie czyta tych moich wypocin ? -.-

niedziela, 7 lipca 2013

chapter 6.

to ten chłopak z tajemnicą w oczach



naszym oczom ukazał się mały ale przecudowny domek, na dość klasycznej działce, bardzo zadbanej czego nie dało się nie zauważyć poprzez rzucające się w oczy kwiaty i kolorowe ogródkowe ozdoby. powietrze było takie świeże, aż chciało się tam zostać na zawsze. na podjeździe stał już samochód Liama. miałam przeczucie, że będzie fajnie. dotarło do mnie, że za niecałe dwa tygodnie będę musiała wrócić do Polski. tu był mój dom do cholery. zawsze odwiedzając babcię, chciałam wracać jak najszybciej do Sopotu, do szkoły, do znajomych. teraz wcale ten pomysł mi się ani nie podobał, ani nie wzniecał we mnie żadnych pozytywnych emocji. ciekawe co mnie tu trzyma ? zapewne nie tylko ponure, ciche, angielskie Holmes Chapel, które ubóstwiałam jak nikt inny. 

wchodząc do środka rozejrzałam się po pięknym i gustownie umeblowanym pomieszczeniu. moim oczom ukazała się 4 dobrze znajomych twarzy. nie zauważyłam Mulata. miałam wątpliwości czy zapytać o niego, no ale niby dlaczego miałabym tego nie zrobić? 
- gdzie Zayn ? - rzuciłam bezmyślnie. wszystkie oczy skierowały się nagle na Harry'ego, który ewidentnie nie był zadowolony z mojego pytania. ale przecież obiecał, obiecał że mi zaufa.
- przyjedzie później. - rzucił Naill, którego tył wystawał z lodówki.
- on tak zawsze ? - zapytałam 
- o boże, zawsze. - westchnął Louis. - to tak, żeby było zabawniej losujemy kto z kim śpi - zaśmiał się złowieszczo. no co za idiota, pomyślałam. nie było mi to na rękę. ale niech będzie, nie chciałam odstawać od reszty. nie chciałam wyjść też na sztywniaczkę. naprawdę, Louis, naprawdę ? długowłosy miał już przygotowane karteczki z imionami nas wszystkich. - wy losujcie a ja się potem przyłączę do któregoś z Was, ok ? ok ! - podszedł do Rosie. dziewczyna otworzyła karteczkę
- Naill - odrzekła.
- co ? - wydarł się zdziwiony blondyn z pełnymi ustami wynurzając się z lodówki. wytypował następną osobę, padło na Katie.
- Liam - otworzyła karteczkę opadając bezwładnie na łóżko. miny tej czwórki mówiły same za siebie, nie wyglądali na zadowolonych, ale cóż .. losy to losy. przyszła kolej Sophie. no tej to chociaż szczęście dopisało.
- Harry .. - dziewczyna zarumieniła się a jej oczy nie wyglądały bynajmniej na niezadowolone. o dziwo Harry też nie wydawał się oburzony wyborem, wręcz przeciwnie. 
- no to chyba wszystko jasne, co Kimi ? - szeroko uśmiechał się Louis. 
no pięknie, jeszcze brakowało tego żebym spała w jednym pokoju z chłopakiem, który mnie kręci, który mnie intryguje i którego, nie ukrywam, boję się jak cholera choć jego twarz wygląda jeszcze tak dziecinnie, niewinnie i  ale to mi się w nim podoba. właśnie to coś. 

wybiła 19, standardowo ognisko, kiełbaski, gitara i śpiew. 
- no to One Direction pokażcie co potraficie - powiedziała Rosie, poprawiając się na ławce, na której właśnie siedziała, okryta kocem. 
- nie ma naszej piątej ręki - odpowiedział Liam. faktycznie ! dopiero teraz dotarło do mnie, że nie ma jeszcze Zayna. zmartwiłam się. odeszłam od grupki przepraszając.
Pogoda była idealna. Powiewał cieplutki, letni wiatr, który kołysał delikatnie koronami drzew. Księżyc w całej swej okazałości lśnił na tle ciemnoniebieskiego nieba, które przyozdobione zostało tysiącem błyszczących gwiazd. Szłam w milczeniu napawając się tym ciepłym powietrzem. Od małego zachwycałam się nocą, wtedy wszystko wydawało się jedną wielką tajemnicą. On sam był tajemnicą, dlatego być może, całkiem możliwe, utknął gdzieś w mojej podświadomości. Spacer o tak pięknej porze był wręcz wymarzony. Raz po raz rozglądałam się. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą dłoń. To on ! to ten chłopak z tajemnicą w oczach.
- ładnie wyglądasz - powiedział, mierząc mnie od czubka głowy po sam czubek butów.
- Ty też. cześć Zayn - obdarowałam go gorącym uściskiem - wszyscy tu na Ciebie czekali.
- a Ty ? - miał tak idealnie przytłumiony głos, lekka chrypka towarzyszyła mu przy każdym wypowiadanym słowie. wyglądał całkiem inaczej niż wcześniej. z dnia na dzień wydawał się coraz bardziej męski, może to ten zarost, może to te włosy niestarannie ale mimo wszystko idealnie ułożone do góry. miał na sobie tę skórzaną kurtkę, którą uwielbiałam ale rzecz jasna, nie mogłam się do tego przyznać.
- gdzie się podziewałeś ? - odparłam bez większych górujących wówczas we mnie emocji.
- musiałem pozałatwiać sprawy. masz ochotę na spacer ? - * oczywiście, że mam pajacu *
chciałam pospacerować sama ale skoro się już pojawił. kogo ja oszukuję ? przecież w tamtym momencie poszłabym z nim na koniec świata. 
- mhm.. - pokiwałam obojętnie głową 
- ale wiesz co ? - zbliżył się na niebezpieczną odległość do mojej twarzy, delikatnie opuszkiem palców zgarniając kosmyk moich włosów za ucho - radziłbym Ci zdjąć te buty - zaśmiał się kpiąco. spojrzałam na swoje stopy. która normalna 16-latka zakłada szpilki na ognisko na działce ? tylko ja byłam tak nierozgarnięta, ale dotarło do mnie, że innej opcji nie było, jeśli zakłada się sukienkę. ale która normalna 16-latka zakłada sukienkę na ognisko ? boże, jestem taka głupia. Odczekawszy chwilę, aż niezgrabnie zdejmę szpilki ruszył lekko stromym trawnikiem tuż przy brzegu jeziora. chłopak szedł wpatrując się w dal, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, stąpałam za nim powoli... podeszłam do mulata stając kilka kroków za nim. wpatrywał się w spokojną taflę wody. nie wiedziałam, co mną kierowało, ale miałam ochotę wpić się w jego malinowe wargi z zachłannością. Ściągnął skórzaną kurtkę i cisnął ją na trawę. odwrócił się do mnie przodem, przyciskając mnie do zimnej kory drzewa, oblanego bladym światłem księżyca. pochylił się, wargami musnął moje usta, poczułam smak papierosów. szorstkimi palcami muskał mój prawy policzek, drugą dłoń ułożył na moim biodrze. Kilkudniowym zarostem pieścił delikatną skórę mojej twarzy. gdy ciepłą dłonią podwinął zwiewną sukienkę, przejeżdżając po moim gładkim udzie, oprzytomniałam i odepchnęłam go od siebie. Był całkowicie oszołomiony moją reakcją. 

Oparłam mu się. Wiedział, że nie byłam jedną z tych, które rozbierały go wzrokiem i wpakowywały mu się do łóżka chwilę później, ale w końcu był Zaynem Malikiem, któremu żadna nie potrafiła się oprzeć i chyba tak o sobie właśnie myślał, mając dopiero 17 lat. ale czego się spodziewał po tej akcji na imprezie? co ja w ogóle sobie wyobrażałam, odwzajemniając ten pocałunek? 

Wyciągnął dłoń łapiąc mnie w pasie, chcąc ponownie przyciągnąć do siebie, ale odtrąciłam go na tyle mocno, że nie mogąc utrzymać równowagi z impetem wleciał do wody.
- Styles ! - Wściekły krzyk wyrwał się z jego gardła. - pożałujesz tego - zagroził.
po jego idealniej fryzurze nie było już śladu. odgarnął ręką mokre włosy z czoła. słodko, przemknęło mi przez myśl. Wybuchłam śmiechem, a on ruszył w stronę brzegu.
- No i na co się gapisz? - syknął.
- Na nic. - Zakryłam dłonią usta próbując powstrzymać kolejną dawkę śmiechu.
Mokra koszulka przylgnęła do mało umięśnionego torsu. Zagryzłam wargi. *Cholera*. Odwróciłam się, by ukryć rumieniec. Nagle poczułam jak jego ręce oplatają mnie w pasie. reszta zdarzeń potoczyła się dosłownie w kilka sekund. Zayn uchwycił mnie mocno swoimi silnymi ramionami. Podniósł lekko, podchodząc do brzegu wskoczył do wody. Później słychać już było tylko głośny plusk i mój pisk, a nasza dwójka momentalnie zniknęła pod wodą.
Wypłynęłam na powierzchnię i nabrałam gwałtownie powietrza. Odgarnęłam do tyłu mokre włosy. Po chwili za mną wynurzył się chłopak.
- Kretyn ! - warknęłam na niego, trzęsąc się z zimna, a on wybuchł śmiechem widząc moją narastającą złość. Szybkim krokiem ruszyłam na brzeg. Potarłam przedramiona, na których pojawiła się gęsia skórka spowodowana chłodnym podmuchem wiatru.
- Tak jest Ci o wiele lepiej. - Usłyszałam jego głos przesycony kpiną tuż nad swoim uchem. Jego wzrok powędrował po moim ciele, przyglądając się moim długim, zgrabnym nogom, piersiom i pośladkom, do których przylgnął mokry materiał sukienki. Nie miałam idealnego ciała. Zawsze gdzieś było kilka centymetrów za dużo. Nie mogę powiedzieć, że się katowałam żeby to drastycznie zrzucić. Lubiłam siebie taką i wcale nie uważałam się za grubą. Prychnęłam oburzona i spuściłam wzrok na trawnik, na którym zauważyłam jego skórę. Złapałam ją szybko, odchodząc od niego i okrywając ramiona .
- O nie, rudzielcu. - ( zapomniałam dodać, że wówczas miałam włosy przefarbowane na rudo-brązowo-blond-nie wiadomo jaki. to przez zakład, ale to inna historia. Całkiem mało ważna i na inną okazję ). skierowałam swoje spojrzenie na niego. - Myślisz, że mi nie jest zimno? - z irytacją ściągnęłam kurtkę z ramion i rzuciłam mu ją pod nogi.
- Idiota ! - syknęłam pod nosem. usta zaczęły mi sinieć pod wpływem coraz to mocniejszego wiatru. złapałam swoje szpilki w dłonie i ruszyłam w kierunku, z którego przyszliśmy. jednak po chwili poczułam jak zarzuca mi kurtkę na ramiona i otula mnie nią.
- żartowałem, rudzielcu. Trochę serca mam. - Spojrzałam na niego unosząc brwi w niedowierzaniu, odkąd go zobaczyłam widziałam zimne spojrzenie, słyszałam lekceważący i kpiący głos, sarkastyczne uwagi. 
- nie rób takiej miny. naprawdę... - dostrzegłam na jego twarzy coś na kształt uśmiechu, ale nie tego ironicznego, tylko wesołego, z nutką szczerości.
Ruszyliśmy przed siebie. Przez większą część drogi milczeliśmy, idąc obok siebie i nie zaszczycając się nawzajem ani jednym spojrzeniem, aż do czasu gdy włożyłam dłonie do kieszeni kurtki i z jednej z nich wyjęłam mały notesik... Czyżbyś pisał pamiętnik, mój czekoladowooki ?
Kolejna tajemnica. To mnie kiedyś zabije.